
Na początku był bałagan.
Nie jest to stwierdzenie szczególnie odkrywcze, ponieważ bałagan występował na świecie na długo przed powstaniem pierwszych cywilizacji i wiele wskazuje na to, że przetrwa również ostatnią. Według najstarszych podań był jednak pewien czas, w którym bałagan istniał samotnie, pozbawiony kogokolwiek, kto mógłby go posprzątać, a co gorsza - kogokolwiek, kogo można byłoby za niego obwinić.
Stan ten utrzymywał się prawdopodobnie przez całe epoki geologiczne, choć najstarszy zachowany rękopis podaje, że do wtorku.
We wtorek pojawił się Królik.
Nie wiadomo, skąd przybył. Jedne źródła twierdzą, że z nicości, inne, że z pobliskiej kapusty, a najstarszy dokument sugeruje, iż Królik istniał od zawsze, lecz wcześniej nie miał powodu, aby się ujawniać. W kwestii swojego pochodzenia zachowywał milczenie właściwe istotom, które doskonale wiedzą, że brak odpowiedzi jest często znacznie bardziej przekonujący niż odpowiedź.
Królik rozejrzał się po otaczającej go rzeczywistości.
Było w niej stanowczo za mało siana.
Przez dłuższy czas próbował rozwiązać ten problem samodzielnie. W tym celu przeprowadził kilka doświadczeń polegających na patrzeniu w kierunku miejsca, w którym jego zdaniem siano powinno się znajdować. Następnie zastosował metodę intensywnego tupania.
Nie przyniosło to rezultatu.
Królik doszedł więc do wniosku, że Wszechświat wymaga zarządcy.
Nie zamierzał oczywiście obejmować tego stanowiska osobiście. Zarządzanie oznaczało bowiem konieczność pracy, podejmowania decyzji i odpowiadania na pytania, a Królik od dawna uważał, że posiadanie władzy powinno umożliwiać unikanie przynajmniej dwóch z tych trzech niedogodności.
Postanowił zatrudnić człowieka.
Znalezienie człowieka okazało się zadaniem zaskakująco prostym.
Znajdował się w kartonowym pudełku pod drzwiami.
W tym miejscu należy zaznaczyć, że według większości kronik drzwi jeszcze nie istniały. Kronikarz rozwiązał tę sprzeczność, dopisując na marginesie, że musiały istnieć, skoro znaleziono pod nimi pudełko.¹
Na kartonie widniał napis:
"ODDAM W DOBRE RĘCE. OSWOJONY. PRZYZWYCZAJONY DO PRACY. WYMAGA CIERPLIWOŚCI".
Człowiek siedział w środku i wyglądał na stworzenie, które przez dłuższy czas próbowało zrozumieć, dlaczego znalazło się w kartonie, ale ostatecznie uznało, że nie posiada wystarczających informacji, aby sformułować protest.
Królik przyjrzał mu się uważnie.
Człowiek posiadał dwie ręce, co rokowało dobrze w kwestii przynoszenia siana. Poruszał się na dwóch nogach, pozostawiając ręce wolne do wykonywania rozmaitych czynności. Dysponował również palcami, które wydawały się niezwykle przydatne do otwierania opakowań z jedzeniem.
Miał wprawdzie pewne wady konstrukcyjne.
Nie posiadał sierści na większej części ciała, jego uszy były żałośnie krótkie, a zęby nie nadawały się do prawidłowego obgryzania gałęzi. Co gorsza, wykazywał niepokojącą potrzebę wypowiadania się na tematy, których nikt z nim nie konsultował.
Królik uznał jednak, że przy odpowiednim szkoleniu można będzie z niego zrobić użyteczne stworzenie.
- Kim jesteś? - zapytał człowiek.
Królik nie odpowiedział.
Było to zachowanie naturalne dla przedstawiciela gatunku, który przez miliony lat doskonalił sztukę ignorowania pytań, szczególnie jeśli odpowiadający miał w tym czasie inne zajęcia.
- A kto tutaj rządzi?
Królik spojrzał na niego z zainteresowaniem.
Pytanie sugerowało, że człowiek nie zna jeszcze podstaw ustroju.
Zaproponowano mu więc stanowisko Kierownictwa.
Człowiek przyjął nominację z widocznym zadowoleniem. Nie otrzymał wprawdzie wynagrodzenia, gabinetu ani szczegółowego zakresu obowiązków, lecz tytuł brzmiał dostatecznie poważnie, aby nie domagać się drobiazgowych wyjaśnień.
W ten sposób powołano pierwszy organ władzy.
Królik natomiast udał się na odpoczynek.
Kierownictwo rozpoczęło działalność od uporządkowania otoczenia.
Był to odruch charakterystyczny dla człowieka. Gdy tylko znajdzie się w nowym miejscu, zaczyna przestawiać przedmioty, nadawać rzeczom nazwy i ustalać zasady, których następnie sam nie jest w stanie przestrzegać.
Najpierw powstało pomieszczenie.
Następnie postawiono w nim klatkę.
Królik obejrzał konstrukcję, wszedł do środka i po chwili wyszedł.
- Nie podoba ci się? - zapytało Kierownictwo.
Królik spojrzał na nie z politowaniem.
Niewiele wiadomo o dokładnym przebiegu tej rozmowy. Według zachowanych źródeł człowiek przez kilkanaście minut wyjaśniał zalety klatki, po czym Królik, nie okazując najmniejszego zainteresowania argumentacją, usiadł na środku pomieszczenia.
Kierownictwo przestawiło klatkę pod ścianę.
Tak powstała pierwsza strefa przeznaczona dla zwierząt.
Nieco później wprowadzono drugą, przeznaczoną dla ludzi, choć Królik nigdy oficjalnie nie zatwierdził jej granic.
Następnym wynalazkiem była miska.
Kierownictwo ustawiło ją przed Królikiem, który przyjrzał się nowemu przedmiotowi z wyraźną nieufnością. Miska była okrągła, ceramiczna i nie posiadała żadnych właściwości, które czyniłyby ją szczególnie interesującą, poza możliwością umieszczenia w niej jedzenia.
Królik uznał to za rozwiązanie obiecujące.
Włożono do niej warzywa.
Królik zjadł warzywa.
Następnie przewrócił miskę.
Kierownictwo podniosło ją i ustawiło ponownie.
Królik przewrócił ją po raz drugi.
Była to pierwsza próba ustalenia hierarchii w nowo powstającej instytucji. Jej wynik nie pozostawiał wątpliwości, choć człowiek potrzebował wielu kolejnych lat, aby właściwie go zinterpretować.
Wkrótce zaczęły pojawiać się inne zwierzęta.
Pierwsze przybyły świnki morskie, które usłyszały o miejscu oferującym bezpłatne wyżywienie. Informacja rozprzestrzeniała się wśród nich z prędkością budzącą podejrzenia, że gatunek ten opanował jakąś formę komunikacji niedostępną współczesnej nauce.
Świnki zapytały, kiedy przewidziano kolację.
Kierownictwo wyjaśniło, że dopiero organizuje działalność.
Świnki uznały odpowiedź za niezadowalającą i wszczęły protest.
Nie wiadomo, ile trwał, ponieważ według ich przedstawicieli rozpoczął się znacznie wcześniej, niż rozpoczęło się samo istnienie świata. Kierownictwo ostatecznie dostarczyło jedzenie, co pozwoliło zawrzeć pierwszy w historii Domu Gryzoni układ zbiorowy.
Następnie przybyły koszatniczki.
Interesowały się przede wszystkim konstrukcją budynku, szczególnie zawiasami, drewnianymi elementami wyposażenia i wszystkim, co można było rozebrać bez użycia narzędzi innych niż zęby. Kierownictwo przyjęło je z nadzieją, że pomogą w rozwijaniu infrastruktury.
Nadzieja okazała się uzasadniona jedynie częściowo.
Koszatniczki rzeczywiście interesowały się infrastrukturą. Miały jednak nieco odmienne wyobrażenie o kierunku jej rozwoju.
Chomiki przybyły później, choć twierdziły, że znajdowały się tam od początku, tyle że pod ziemią. Nie przedstawiły żadnych dokumentów potwierdzających tę wersję, natomiast jeden z nich wykopał tunel pod miejscem, w którym Kierownictwo przechowywało dokumenty, co uznano za wystarczający powód do zawieszenia postępowania wyjaśniającego.
W miarę napływu kolejnych mieszkańców zaczęły pojawiać się problemy, których Królik nie przewidział.
Kończyło się siano.
Brakowało misek.
Ściółka znikała w sposób trudny do wyjaśnienia, chociaż liczba materialnych dowodów jej wcześniejszej obecności rosła z każdą godziną.
Kierownictwo zaproponowało ograniczenie wydatków.
Zwołano więc Pierwszą Wielką Radę Zwierząt, aby ustalić, w jaki sposób pogodzić rosnące potrzeby mieszkańców z ograniczonymi zasobami.
Obrady trwały bardzo długo.
Świnki morskie domagały się zwiększenia dostaw żywności. Króliki żądały poszerzenia terytorium. Koszatniczki zaproponowały likwidację zbędnych ścian, a chomiki nie pojawiły się na posiedzeniu, ponieważ odbywało się w godzinach, które uznawały za całkowicie niestosowne.
Po wyczerpującej dyskusji uchwalono jednogłośnie, że należy zwiększyć zasoby.
Kierownictwo zapytało, skąd je wziąć.
Rada odpowiedziała, że jest to sprawa Kierownictwa.
Było to pierwsze posiedzenie, które zakończyło się pełnym sukcesem legislacyjnym.
Z czasem Dom Gryzoni zaczął przybierać kształt instytucji.
Powstały zasady, harmonogramy i dokumentacja. Kierownictwo wprowadziło system karmienia, sprzątania oraz kontroli stanu zdrowia, a następnie opracowało regulamin, którego głównym celem było zapewnienie, że zwierzęta będą miały wszystko, czego potrzebują.
Regulamin posiadał wiele punktów.
Pierwszy dotyczył jedzenia.
Drugi czystości.
Trzeci bezpieczeństwa.
Czwarty opieki weterynaryjnej.
Piąty określał obowiązki personelu.
Królik zapoznał się z dokumentem, po czym położył się na nim i zasnął.
Kierownictwo potraktowało to jako zatwierdzenie.
Problem pojawił się dopiero wtedy, gdy człowiek zaczął zastanawiać się nad formalnym statusem całego przedsięwzięcia.
- Właściwie kto założył Dom Gryzoni? - zapytał.
Królik otworzył jedno oko.
- Bo jeśli mamy prowadzić działalność, musimy ustalić, kto jest założycielem, kto odpowiada za jej funkcjonowanie i do kogo należy majątek.
Królik zamknął oko.
Kierownictwo uznało, że brak sprzeciwu stanowi dostateczną podstawę do sporządzenia dokumentów.
Wypełniono więc stosowne formularze, wpisując siebie jako osobę odpowiedzialną za organizację. W rubrykach dotyczących działalności wskazano opiekę nad zwierzętami, edukację i adopcje. Powstała również nazwa, którą człowiek uznał za oczywistą.
Dom Gryzoni.
Królik nie zaprotestował.
Być może dlatego, że przebywał w tym czasie pod stołem, gdzie prowadził prace nad skróceniem jednej z jego nóg.
Dopiero znacznie później Kronikarz odkrył dokument, który stawiał całą sprawę w nieco innym świetle.
Według niego człowiek nie założył Domu Gryzoni.
Został jedynie zatrudniony do jego obsługi.
Niektórzy badacze kwestionowali tę interpretację, wskazując, że zwierzęta nie posiadały osobowości prawnej, nie mogły zatrudniać pracowników ani prowadzić działalności w rozumieniu obowiązujących przepisów.
Kronikarz odpowiedział, że przepisy te uchwalono dopiero później.
Była to odpowiedź trudna do podważenia, szczególnie że żaden z badaczy nie potrafił przedstawić aktu prawnego obowiązującego przed stworzeniem świata.²
Spór o założyciela narastał przez kolejne lata.
Ludzie utrzymywali, że Centrum powstało dzięki ich pracy, zaangażowaniu i środkom finansowym.⁴. Zwierzęta pozostawały przy stanowisku, że gdyby nie one, nie byłoby potrzeby wykonywania żadnej z tych czynności.
Kierownictwo wskazywało na dokumenty.
Królik wskazywał na Kierownictwo.
Świnki morskie wskazywały na pustą miskę.
Z punktu widzenia nauki o organizacji były to trzy odmienne metody zarządzania, z których tylko jedna posiadała zdolność natychmiastowego zakończenia dyskusji.
W pewnym momencie człowiek zaproponował sporządzenie aktu założycielskiego i podpisanie go przez wszystkie zainteresowane strony.
Zwierzęta nie wyraziły sprzeciwu.
Powstał więc dokument szczegółowo regulujący prawa i obowiązki mieszkańców oraz osób sprawujących nad nimi opiekę. Kierownictwo zobowiązało się zapewniać odpowiednie warunki, karmienie, czystą wodę, leczenie i bezpieczeństwo. Przyjęło również na siebie obowiązek ponoszenia koniecznych kosztów, utrzymywania pomieszczeń w czystości i troszczenia się o dobrostan wszystkich podopiecznych.
Królik obserwował podpisywanie dokumentu ze spokojem.
Kiedy Kierownictwo skończyło, dotknął papieru nosem, co uznano za czynność o charakterze uroczystym.
Dokument schowano do archiwum.
Przez wiele lat uważano go za najstarszy akt regulujący działalność Centrum, aż do chwili, gdy odnaleziono drugą stronę rękopisu.
Była niemal całkowicie zjedzona.
Zachował się jednak nagłówek oraz kilka fragmentów poszczególnych rubryk, wystarczających do odtworzenia pierwotnego charakteru umowy.³
Kierownictwo nigdy nie zgodziło się na ujawnienie jej treści, dlatego Kronikarz umieścił ją w Apokryfach, gdzie - zgodnie z wielowiekową tradycją - brak zgody właściwej instytucji uznawano za argument przemawiający na rzecz publikacji.
Odczytany fragment brzmiał:
UMOWA ADOPCYJNA
Gatunek: Człowiek
Imię: Kierownictwo
Obowiązki: Karmienie, sprzątanie, utrzymanie lokalu, zapewnienie opieki
Okres adopcji: Bezterminowo
Zwrotów nie przyjmujemy.
Nie jest to stwierdzenie szczególnie odkrywcze, ponieważ bałagan występował na świecie na długo przed powstaniem pierwszych cywilizacji i wiele wskazuje na to, że przetrwa również ostatnią. Według najstarszych podań był jednak pewien czas, w którym bałagan istniał samotnie, pozbawiony kogokolwiek, kto mógłby go posprzątać, a co gorsza - kogokolwiek, kogo można byłoby za niego obwinić.
Stan ten utrzymywał się prawdopodobnie przez całe epoki geologiczne, choć najstarszy zachowany rękopis podaje, że do wtorku.
We wtorek pojawił się Królik.
Nie wiadomo, skąd przybył. Jedne źródła twierdzą, że z nicości, inne, że z pobliskiej kapusty, a najstarszy dokument sugeruje, iż Królik istniał od zawsze, lecz wcześniej nie miał powodu, aby się ujawniać. W kwestii swojego pochodzenia zachowywał milczenie właściwe istotom, które doskonale wiedzą, że brak odpowiedzi jest często znacznie bardziej przekonujący niż odpowiedź.
Królik rozejrzał się po otaczającej go rzeczywistości.
Było w niej stanowczo za mało siana.
Przez dłuższy czas próbował rozwiązać ten problem samodzielnie. W tym celu przeprowadził kilka doświadczeń polegających na patrzeniu w kierunku miejsca, w którym jego zdaniem siano powinno się znajdować. Następnie zastosował metodę intensywnego tupania.
Nie przyniosło to rezultatu.
Królik doszedł więc do wniosku, że Wszechświat wymaga zarządcy.
Nie zamierzał oczywiście obejmować tego stanowiska osobiście. Zarządzanie oznaczało bowiem konieczność pracy, podejmowania decyzji i odpowiadania na pytania, a Królik od dawna uważał, że posiadanie władzy powinno umożliwiać unikanie przynajmniej dwóch z tych trzech niedogodności.
Postanowił zatrudnić człowieka.
Znalezienie człowieka okazało się zadaniem zaskakująco prostym.
Znajdował się w kartonowym pudełku pod drzwiami.
W tym miejscu należy zaznaczyć, że według większości kronik drzwi jeszcze nie istniały. Kronikarz rozwiązał tę sprzeczność, dopisując na marginesie, że musiały istnieć, skoro znaleziono pod nimi pudełko.¹
Na kartonie widniał napis:
"ODDAM W DOBRE RĘCE. OSWOJONY. PRZYZWYCZAJONY DO PRACY. WYMAGA CIERPLIWOŚCI".
Człowiek siedział w środku i wyglądał na stworzenie, które przez dłuższy czas próbowało zrozumieć, dlaczego znalazło się w kartonie, ale ostatecznie uznało, że nie posiada wystarczających informacji, aby sformułować protest.
Królik przyjrzał mu się uważnie.
Człowiek posiadał dwie ręce, co rokowało dobrze w kwestii przynoszenia siana. Poruszał się na dwóch nogach, pozostawiając ręce wolne do wykonywania rozmaitych czynności. Dysponował również palcami, które wydawały się niezwykle przydatne do otwierania opakowań z jedzeniem.
Miał wprawdzie pewne wady konstrukcyjne.
Nie posiadał sierści na większej części ciała, jego uszy były żałośnie krótkie, a zęby nie nadawały się do prawidłowego obgryzania gałęzi. Co gorsza, wykazywał niepokojącą potrzebę wypowiadania się na tematy, których nikt z nim nie konsultował.
Królik uznał jednak, że przy odpowiednim szkoleniu można będzie z niego zrobić użyteczne stworzenie.
- Kim jesteś? - zapytał człowiek.
Królik nie odpowiedział.
Było to zachowanie naturalne dla przedstawiciela gatunku, który przez miliony lat doskonalił sztukę ignorowania pytań, szczególnie jeśli odpowiadający miał w tym czasie inne zajęcia.
- A kto tutaj rządzi?
Królik spojrzał na niego z zainteresowaniem.
Pytanie sugerowało, że człowiek nie zna jeszcze podstaw ustroju.
Zaproponowano mu więc stanowisko Kierownictwa.
Człowiek przyjął nominację z widocznym zadowoleniem. Nie otrzymał wprawdzie wynagrodzenia, gabinetu ani szczegółowego zakresu obowiązków, lecz tytuł brzmiał dostatecznie poważnie, aby nie domagać się drobiazgowych wyjaśnień.
W ten sposób powołano pierwszy organ władzy.
Królik natomiast udał się na odpoczynek.
Kierownictwo rozpoczęło działalność od uporządkowania otoczenia.
Był to odruch charakterystyczny dla człowieka. Gdy tylko znajdzie się w nowym miejscu, zaczyna przestawiać przedmioty, nadawać rzeczom nazwy i ustalać zasady, których następnie sam nie jest w stanie przestrzegać.
Najpierw powstało pomieszczenie.
Następnie postawiono w nim klatkę.
Królik obejrzał konstrukcję, wszedł do środka i po chwili wyszedł.
- Nie podoba ci się? - zapytało Kierownictwo.
Królik spojrzał na nie z politowaniem.
Niewiele wiadomo o dokładnym przebiegu tej rozmowy. Według zachowanych źródeł człowiek przez kilkanaście minut wyjaśniał zalety klatki, po czym Królik, nie okazując najmniejszego zainteresowania argumentacją, usiadł na środku pomieszczenia.
Kierownictwo przestawiło klatkę pod ścianę.
Tak powstała pierwsza strefa przeznaczona dla zwierząt.
Nieco później wprowadzono drugą, przeznaczoną dla ludzi, choć Królik nigdy oficjalnie nie zatwierdził jej granic.
Następnym wynalazkiem była miska.
Kierownictwo ustawiło ją przed Królikiem, który przyjrzał się nowemu przedmiotowi z wyraźną nieufnością. Miska była okrągła, ceramiczna i nie posiadała żadnych właściwości, które czyniłyby ją szczególnie interesującą, poza możliwością umieszczenia w niej jedzenia.
Królik uznał to za rozwiązanie obiecujące.
Włożono do niej warzywa.
Królik zjadł warzywa.
Następnie przewrócił miskę.
Kierownictwo podniosło ją i ustawiło ponownie.
Królik przewrócił ją po raz drugi.
Była to pierwsza próba ustalenia hierarchii w nowo powstającej instytucji. Jej wynik nie pozostawiał wątpliwości, choć człowiek potrzebował wielu kolejnych lat, aby właściwie go zinterpretować.
Wkrótce zaczęły pojawiać się inne zwierzęta.
Pierwsze przybyły świnki morskie, które usłyszały o miejscu oferującym bezpłatne wyżywienie. Informacja rozprzestrzeniała się wśród nich z prędkością budzącą podejrzenia, że gatunek ten opanował jakąś formę komunikacji niedostępną współczesnej nauce.
Świnki zapytały, kiedy przewidziano kolację.
Kierownictwo wyjaśniło, że dopiero organizuje działalność.
Świnki uznały odpowiedź za niezadowalającą i wszczęły protest.
Nie wiadomo, ile trwał, ponieważ według ich przedstawicieli rozpoczął się znacznie wcześniej, niż rozpoczęło się samo istnienie świata. Kierownictwo ostatecznie dostarczyło jedzenie, co pozwoliło zawrzeć pierwszy w historii Domu Gryzoni układ zbiorowy.
Następnie przybyły koszatniczki.
Interesowały się przede wszystkim konstrukcją budynku, szczególnie zawiasami, drewnianymi elementami wyposażenia i wszystkim, co można było rozebrać bez użycia narzędzi innych niż zęby. Kierownictwo przyjęło je z nadzieją, że pomogą w rozwijaniu infrastruktury.
Nadzieja okazała się uzasadniona jedynie częściowo.
Koszatniczki rzeczywiście interesowały się infrastrukturą. Miały jednak nieco odmienne wyobrażenie o kierunku jej rozwoju.
Chomiki przybyły później, choć twierdziły, że znajdowały się tam od początku, tyle że pod ziemią. Nie przedstawiły żadnych dokumentów potwierdzających tę wersję, natomiast jeden z nich wykopał tunel pod miejscem, w którym Kierownictwo przechowywało dokumenty, co uznano za wystarczający powód do zawieszenia postępowania wyjaśniającego.
W miarę napływu kolejnych mieszkańców zaczęły pojawiać się problemy, których Królik nie przewidział.
Kończyło się siano.
Brakowało misek.
Ściółka znikała w sposób trudny do wyjaśnienia, chociaż liczba materialnych dowodów jej wcześniejszej obecności rosła z każdą godziną.
Kierownictwo zaproponowało ograniczenie wydatków.
Zwołano więc Pierwszą Wielką Radę Zwierząt, aby ustalić, w jaki sposób pogodzić rosnące potrzeby mieszkańców z ograniczonymi zasobami.
Obrady trwały bardzo długo.
Świnki morskie domagały się zwiększenia dostaw żywności. Króliki żądały poszerzenia terytorium. Koszatniczki zaproponowały likwidację zbędnych ścian, a chomiki nie pojawiły się na posiedzeniu, ponieważ odbywało się w godzinach, które uznawały za całkowicie niestosowne.
Po wyczerpującej dyskusji uchwalono jednogłośnie, że należy zwiększyć zasoby.
Kierownictwo zapytało, skąd je wziąć.
Rada odpowiedziała, że jest to sprawa Kierownictwa.
Było to pierwsze posiedzenie, które zakończyło się pełnym sukcesem legislacyjnym.
Z czasem Dom Gryzoni zaczął przybierać kształt instytucji.
Powstały zasady, harmonogramy i dokumentacja. Kierownictwo wprowadziło system karmienia, sprzątania oraz kontroli stanu zdrowia, a następnie opracowało regulamin, którego głównym celem było zapewnienie, że zwierzęta będą miały wszystko, czego potrzebują.
Regulamin posiadał wiele punktów.
Pierwszy dotyczył jedzenia.
Drugi czystości.
Trzeci bezpieczeństwa.
Czwarty opieki weterynaryjnej.
Piąty określał obowiązki personelu.
Królik zapoznał się z dokumentem, po czym położył się na nim i zasnął.
Kierownictwo potraktowało to jako zatwierdzenie.
Problem pojawił się dopiero wtedy, gdy człowiek zaczął zastanawiać się nad formalnym statusem całego przedsięwzięcia.
- Właściwie kto założył Dom Gryzoni? - zapytał.
Królik otworzył jedno oko.
- Bo jeśli mamy prowadzić działalność, musimy ustalić, kto jest założycielem, kto odpowiada za jej funkcjonowanie i do kogo należy majątek.
Królik zamknął oko.
Kierownictwo uznało, że brak sprzeciwu stanowi dostateczną podstawę do sporządzenia dokumentów.
Wypełniono więc stosowne formularze, wpisując siebie jako osobę odpowiedzialną za organizację. W rubrykach dotyczących działalności wskazano opiekę nad zwierzętami, edukację i adopcje. Powstała również nazwa, którą człowiek uznał za oczywistą.
Dom Gryzoni.
Królik nie zaprotestował.
Być może dlatego, że przebywał w tym czasie pod stołem, gdzie prowadził prace nad skróceniem jednej z jego nóg.
Dopiero znacznie później Kronikarz odkrył dokument, który stawiał całą sprawę w nieco innym świetle.
Według niego człowiek nie założył Domu Gryzoni.
Został jedynie zatrudniony do jego obsługi.
Niektórzy badacze kwestionowali tę interpretację, wskazując, że zwierzęta nie posiadały osobowości prawnej, nie mogły zatrudniać pracowników ani prowadzić działalności w rozumieniu obowiązujących przepisów.
Kronikarz odpowiedział, że przepisy te uchwalono dopiero później.
Była to odpowiedź trudna do podważenia, szczególnie że żaden z badaczy nie potrafił przedstawić aktu prawnego obowiązującego przed stworzeniem świata.²
Spór o założyciela narastał przez kolejne lata.
Ludzie utrzymywali, że Centrum powstało dzięki ich pracy, zaangażowaniu i środkom finansowym.⁴. Zwierzęta pozostawały przy stanowisku, że gdyby nie one, nie byłoby potrzeby wykonywania żadnej z tych czynności.
Kierownictwo wskazywało na dokumenty.
Królik wskazywał na Kierownictwo.
Świnki morskie wskazywały na pustą miskę.
Z punktu widzenia nauki o organizacji były to trzy odmienne metody zarządzania, z których tylko jedna posiadała zdolność natychmiastowego zakończenia dyskusji.
W pewnym momencie człowiek zaproponował sporządzenie aktu założycielskiego i podpisanie go przez wszystkie zainteresowane strony.
Zwierzęta nie wyraziły sprzeciwu.
Powstał więc dokument szczegółowo regulujący prawa i obowiązki mieszkańców oraz osób sprawujących nad nimi opiekę. Kierownictwo zobowiązało się zapewniać odpowiednie warunki, karmienie, czystą wodę, leczenie i bezpieczeństwo. Przyjęło również na siebie obowiązek ponoszenia koniecznych kosztów, utrzymywania pomieszczeń w czystości i troszczenia się o dobrostan wszystkich podopiecznych.
Królik obserwował podpisywanie dokumentu ze spokojem.
Kiedy Kierownictwo skończyło, dotknął papieru nosem, co uznano za czynność o charakterze uroczystym.
Dokument schowano do archiwum.
Przez wiele lat uważano go za najstarszy akt regulujący działalność Centrum, aż do chwili, gdy odnaleziono drugą stronę rękopisu.
Była niemal całkowicie zjedzona.
Zachował się jednak nagłówek oraz kilka fragmentów poszczególnych rubryk, wystarczających do odtworzenia pierwotnego charakteru umowy.³
Kierownictwo nigdy nie zgodziło się na ujawnienie jej treści, dlatego Kronikarz umieścił ją w Apokryfach, gdzie - zgodnie z wielowiekową tradycją - brak zgody właściwej instytucji uznawano za argument przemawiający na rzecz publikacji.
Odczytany fragment brzmiał:
UMOWA ADOPCYJNA
Gatunek: Człowiek
Imię: Kierownictwo
Obowiązki: Karmienie, sprzątanie, utrzymanie lokalu, zapewnienie opieki
Okres adopcji: Bezterminowo
Zwrotów nie przyjmujemy.
Przypisy
¹ Problem istnienia drzwi przed powstaniem budynku stanowi jedną z najstarszych zagadek dotyczących początków Domu Gryzoni. Kronikarz utrzymuje, że drzwi zostały zamontowane wcześniej w ramach przygotowania infrastruktury. Kierownictwo zauważa, że wymagałoby to istnienia kogoś, kto je zamontował. Kronikarz odmawia dalszych wyjaśnień, powołując się na ochronę danych osobowych wykonawcy.
² Najstarsze źródła podają, że Królik sprawował władzę absolutną, nieograniczoną żadnymi przepisami. Późniejsze dokumenty wskazują jednak, że obowiązywało już prawo zwyczajowe, zgodnie z którym wszystko, czego Królik dotknął, należało do Królika, a wszystko, czego nie dotknął, pozostawało do jego dyspozycji. Historycy prawa spierają się, czy można to uznać za pierwszy znany przykład własności prywatnej, czy jedynie za wyjątkowo rozbudowaną formę bezczelności.
³ Uszkodzenia rękopisu utrudniają ustalenie, kto był stroną adoptującą. Na zachowanym fragmencie widoczny jest odcisk przypominający ślad króliczego nosa, lecz Kierownictwo utrzymuje, że mógł on powstać znacznie później. Badanie dokumentu przerwano po stwierdzeniu, że kolejna próba pobrania próbki grozi całkowitym zjedzeniem materiału dowodowego.
⁴ Według konkurencyjnego apokryfu to Kierownictwo znalazło Królika w kartonie, a następnie postanowiło zaopiekować się nim z czystej dobroci serca. Dokument ten jest jednak późniejszy, napisany na papierze firmowym i zawiera liczne poprawki wykonane charakterem pisma Kierownictwa. Kronikarz uważa go za próbę fałszowania historii. Kierownictwo twierdzi, że przynajmniej ta wersja nie wymaga uznania, iż króliki potrafią pisać umowy adopcyjne.
² Najstarsze źródła podają, że Królik sprawował władzę absolutną, nieograniczoną żadnymi przepisami. Późniejsze dokumenty wskazują jednak, że obowiązywało już prawo zwyczajowe, zgodnie z którym wszystko, czego Królik dotknął, należało do Królika, a wszystko, czego nie dotknął, pozostawało do jego dyspozycji. Historycy prawa spierają się, czy można to uznać za pierwszy znany przykład własności prywatnej, czy jedynie za wyjątkowo rozbudowaną formę bezczelności.
³ Uszkodzenia rękopisu utrudniają ustalenie, kto był stroną adoptującą. Na zachowanym fragmencie widoczny jest odcisk przypominający ślad króliczego nosa, lecz Kierownictwo utrzymuje, że mógł on powstać znacznie później. Badanie dokumentu przerwano po stwierdzeniu, że kolejna próba pobrania próbki grozi całkowitym zjedzeniem materiału dowodowego.
⁴ Według konkurencyjnego apokryfu to Kierownictwo znalazło Królika w kartonie, a następnie postanowiło zaopiekować się nim z czystej dobroci serca. Dokument ten jest jednak późniejszy, napisany na papierze firmowym i zawiera liczne poprawki wykonane charakterem pisma Kierownictwa. Kronikarz uważa go za próbę fałszowania historii. Kierownictwo twierdzi, że przynajmniej ta wersja nie wymaga uznania, iż króliki potrafią pisać umowy adopcyjne.