Na forach hodowlanych regularnie pojawia się moment przełomu. Ktoś czyta sobie spokojnie kolejny wątek o chomikach dżungarskich i nagle widzi komentarz, który całkowicie zmienia perspektywę: Zdajesz sobie sprawę, że ten chomik ze sklepu to prawie na pewno nie jest czysty dżungarski? To hybryda.

Hybryda? O czym w ogóle mowa? Przecież sprzedawczyni w sklepie wyraźnie powiedziała, że to chomik dżungarski. Jest szary, miał wyraźny pasek na grzbiecie, wyglądał dokładnie jak na zdjęciach w internecie. Co tu może być złego?

Prawda okazuje się znacznie bardziej skomplikowana i niepokojąca. Niemal każdy chomik karłowaty sprzedawany w Europie - nie tylko w Polsce, ale dosłownie w całej Europie - to mieszaniec dwóch różnych gatunków: chomika dżungarskiego i chomika Campbella.
I nagle wszystko zaczyna nabierać sensu: dlaczego chomiki ze sklepów często żyją tylko czternaście miesięcy, podczas gdy w książkach piszą, że chomiki karłowate żyją dwa do trzech lat. Dlaczego w sklepach można znaleźć chomiki w kolorach srebrzystych, liliowych, karmelowych - kolorach, których nigdy nie zobaczysz u prawdziwego, dzikiego chomika dżungarskiego. Dlaczego chomiki, mimo że teoretycznie są „dżungarskimi”, zimą nie zmieniają się na biały.
To nie jest teoria spiskowa. To rzeczywistość potwierdzona przez dziesiątki hodowców, setki relacji, badania naukowe. A większość ludzi kompletnie o tym nie wie.

Jak to wszystko się zaczęło

Żeby zrozumieć skalę problemu, trzeba się cofnąć w czasie. Do lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy wszystko było jeszcze w miarę w porządku.
Przez długi czas naukowcy uważali, że chomik Campbella to po prostu podgatunek chomika dżungarskiego. Mieszkają w podobnych środowiskach - stepach i półpustyniach Azji Środkowej. Wyglądają podobnie - małe, futrzaste kuleczki z ciemnymi paskami na grzbietach. Mają tę samą liczbę chromosomów. Więc pewnie to ten sam gatunek, prawda? Może trochę różne populacje, ale w zasadzie to samo zwierzę.

Dopiero w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym trzecim roku naukowcy oficjalnie stwierdzili: nie, to są dwa odrębne gatunki. Phodopus sungorus - chomik dżungarski, zwany też zimowym lub syberyjskim. I Phodopus campbelli - chomik Campbella, nazwany tak na cześć Charlesa Williama Campbella, który zebrał pierwszy okaz w Mongolii w 1902 roku. Gatunek został opisany przez Oldfielda Thomasa w 1905 roku. W naturze te dwa gatunki w większości się nie spotykają - ich zasięgi geograficzne są w dużej mierze rozdzielone. Chomik dżungarski żyje w północnym, centralnym i wschodnim Kazachstanie oraz południowo-zachodniej Syberii, w suchych stepach, gdzie zimy są długie i śnieżne. Wykształcił niesamowitą adaptację: kiedy dni stają się krótkie, jego szare futro zmienia się na prawie całkowicie białe. Idealny kamuflaż na tle śniegu, jako ochrona przed drapieżnikami.

Chomik Campbella żyje dalej na wschód i południe - Mongolia, północne Chiny, południowo-wschodnia Syberia (Ałtaj, Tuwa, Buriacja). Trochę inne warunki, trochę inna historia ewolucyjna. I nie zmienia koloru zimą. Po prostu zostaje szary.
Badania genetyczne pokazały później, że te dwa gatunki rozdzieliły się ewolucyjnie około miliona lat temu. To dość niedawno w skali geologicznej, więc ich DNA jest wciąż bardzo podobne. Wystarczająco podobne, że mogą się rozmnażać i mieć żywe potomstwo. Ale milion lat to też wystarczająco dużo, żeby powstały istotne różnice. Różnice, których nie da się zignorować bez konsekwencji.
Gdzieś w Holandii, pod koniec lat dziewięćdziesiątych albo na początku dwutysięcznych - dokładnie nikt nie wie, kiedy to się zaczęło - ktoś wpadł na pomysł: co by było, gdyby skrzyżować te dwa gatunki? Może da się uzyskać ciekawe nowe kolory?
I okazało się, że tak. Hybrydy miały kolory, których nigdy nie zobaczysz u czystego dżungarskiego. Ciepły, miodowy srebrzysty. Głęboki czarny. Delikatny, szary liliowy. Różne odcienie brązu i karmelowego.

Ale nie chodziło tylko o kolory. Szybko okazało się, że jest jeszcze jeden powód, dla którego komercyjne hodowle uwielbiały te krzyżówki: ekonomia czystego zysku.
Chomik Campbella jest znacznie bardziej produktywny niż chomik dżungarski. W niewoli samica Campbella może mieć średnio osiem młodych w miocie - to o trzydzieści trzy procent więcej niż sześć młodych u dżungarskiego. Samica P. campbelli może mieć do 18 miotów w trakcie życia hodowlanego, podczas gdy P. sungorus - do 13 miotów. A najważniejsze: Campbelle rozmnażają się w niewoli przez cały rok, bez sezonowości. Dżungarskie mają wyraźne okresy rozrodcze i przerwy.

Dla komercyjnej hodowli to oznaczało proste równanie: więcej młodych na miot x więcej miotów rocznie x produkcja przez cały rok = znacznie więcej chomików do sprzedania. A hybrydy pierwszego pokolenia często dziedziczyły tę zwiększoną produktywność.
Nie trzeba było być ekonomistą, żeby to policzyć. Hodowla produkująca hybrydy mogła wyprodukować dwa, może trzy razy więcej chomików niż ta sama hodowla z czystymi dżungarskimi. Te same koszty utrzymania - jedzenie, klatki, praca - ale dwukrotnie większy przychód. Dla biznesu to była oczywista decyzja.

Te nowe kolory i większa rozrodczość zaczęły wędrować po Europie jak pożar. Z Holandii do Wielkiej Brytanii. Z Wielkiej Brytanii do Niemiec. Do Francji. Do Polski. Wszędzie. Sklepy zoologiczne je uwielbiały. Były nowe, egzotyczne, kolorowe, i co najważniejsze - zawsze dostępne w dużych ilościach. Klienci byli zachwyceni. A nikt nie pytał o konsekwencje. Nikt nie myślał, co będzie za dziesięć, dwadzieścia lat.

Jedyną organizacją, która od początku biła na alarm, był National Hamster Council w Wielkiej Brytanii - najstarsza i najbardziej prestiżowa organizacja hodowców chomików na świecie, założona jeszcze w tysiąc dziewięćset czterdziestym dziewiątym roku. Kiedy zaczęły pojawiać się te nowe kolory, doświadczeni hodowcy wystawowi natychmiast zauważyli, że coś jest nie tak. Zaczęli testować, krzyżować, sprawdzać rodowody. I szybko stało się jasne: te kolory pochodzą z hybrydyzacji.

National Hamster Council zareagował jednoznacznie. Zakazał wystawiania chomików w tych nowych kolorach na pokazach. Jeśli wiadomo, że to hybryda, nie może uczestniczyć w konkursach czystych ras. To był jasny sygnał dla hodowców: nie róbcie tego.

Ale dla komercyjnych hodowli, które produkowały chomiki na skalę przemysłową do sklepów zoologicznych? To nie miało żadnego znaczenia. Oni nie wystawiali swoich chomików na pokazach. Oni je sprzedawali. A klienci kupowali, więc produkcja rosła.

W Stanach Zjednoczonych, gdzie chomiki karłowate pojawiły się na rynku dopiero w połowie lat dziewięćdziesiątych, proces poszedł jeszcze szybciej. Nie było tam silnych organizacji hodowców wystawowych, które pilnowałyby standardów. Nie było tradycji prowadzenia ksiąg rodowodowych. Po prostu były „dwarf hamsters” - chomiki karłowate. I w ciągu może dekady praktycznie wszystko zostało zhybrydyzowane. Zero czystych linii. Kompletnie zero.

Dopiero kilka lat temu grupa pasjonatów z California Hamster Association we współpracy z hodowcami z Wielkiej Brytanii sprowadziła czystą krew z powrotem do USA i zaczęła od nowa. Próbują odbudować to, co zostało stracone.

A w Polsce? Nie było tradycji hodowli wystawowej chomików. Pierwsze chomiki karłowate prawdopodobnie pojawiły się już jako hybrydy. Stowarzyszenie Hodowców Gryzoni powstało dopiero w dwa tysiące dwudziestym trzecim roku. Jesteśmy dekady za krajami zachodnimi.

Dlaczego w ogóle mogą się krzyżować

Podstawowe pytanie brzmi: ale jak w ogóle mogą się krzyżować? To są dwa różne gatunki. U większości zwierząt to nie działa albo potomstwo jest bezpłodne, jak muł - krzyżówka konia i osła.

Odpowiedź leży w genetyce. Oba gatunki mają identyczną liczbę chromosomów - dwadzieścia osiem par. To jest kluczowe. Chromosomy muszą się umieć sparować podczas zapłodnienia, żeby powstał żywy embrion. U chomików dżungarskich i Campbella te chromosomy są na tyle podobne - podobna wielkość, podobna morfologia - że potrafią się połączyć.

Rosyjscy naukowcy w latach dziewięćdziesiątych dokładnie to zbadali. Wzięli chomika dżungarskiego i chomika Campbella, pozwolili im się rozmnożyć, a potem przez mikroskop obserwowali, co dzieje się z komórkami potomstwa. Wyniki były… niepokojące.

Samice hybryd pierwszego pokolenia zachowują normalną płodność. Samce? Były całkowicie bezpłodne. Nie produkowały funkcjonalnych plemników. Dlaczego? Bo podczas mejozy - procesu, w którym komórki rozrodcze się dzielą - chromosomy nie potrafiły się prawidłowo sparować. Chromosomy płciowe X i Y łączyły się w dziwny, nieprawidłowy sposób. Inne chromosomy w ogóle się nie łączyły. Efekt końcowy: niefunkcjonalne plemniki.

To brzmi bardzo abstrakcyjnie i naukowo, dopóki nie pomyślisz, co to znaczy w praktyce. To znaczy, że te zwierzęta mają podstawową funkcję życiową - rozmnażanie się - genetycznie zepsutą. Ich ciała próbują robić coś, czego ewolucja nie przewidziała. I to się kończy porażką na poziomie komórkowym.

A to dopiero początek problemów.

Co dzieje się z hybrydami

Na forach hodowlanych - zarówno ci odpowiedzialni, jak i ci, którzy popełnili błędy - dzielą się swoimi doświadczeniami. Jedna z najbardziej wstrząsających relacji dotyczy kobiety, która nieświadomie hodowała hybrydy.

Kupiła w sklepie dwa chomiki opisane jako „dżungarskie” - samiczkę i samca. Postanowiła, że pozwoli im rozmnożyć się tylko raz, wyłącznie „dla doświadczenia”. Przygotowała się dokładnie: przeczytała wszystko, co mogła o opiece nad ciężarną samicą, o porodzie i o odchowie młodych. Wydawało jej się, że jest gotowa.

Kiedy nadszedł dzień porodu, zaczęły się problemy. Samica nie mogła urodzić. Próbowała przez godzinę, potem drugą, potem trzecią. W swojej relacji kobieta użyła jednego słowa, które szczególnie zapada w pamięć - „krzyczała”. Chomiki z reguły nie wydają dźwięków, są niemal bezgłośne, ale ta samica krzyczała z bólu. Młode były zbyt duże; fizycznie nie były w stanie przejść przez drogi rodne. To typowy problem jednego kierunku krzyżówki - gdy samica dżungarskiego jest kojarzona z samcem Campbella, młode rosną nadmiernie duże z powodu zaburzeń w imprintingu genetycznym. Krzyżówka odwrotna - samica Campbella z samcem dżungarskim - daje potomstwo normalnej wielkości.

Kobieta zabrała ją do weterynarza, lecz było już za późno. Samica zmarła w męczarniach, próbując wypchnąć młode, które od początku nie miały szansy się urodzić. W swojej relacji kobieta napisała, że ten obraz i te dźwięki będą ją prześladować do końca życia - i że gdyby ktoś wcześniej powiedział jej, że ma do czynienia z hybrydami, nigdy nie zdecydowałaby się na ich rozmnażanie.

To nie jest jednostkowy przypadek. To się dzieje codziennie w hodowlach komercyjnych w całej Europie. Nikt o tym nie mówi, bo martwe samice to po prostu koszt prowadzenia biznesu. Wyrzucasz truchło, zamawiasz nową samicę, produkcja idzie dalej.

Ale jest jeszcze cały katalog innych problemów. Problemy, które ujawniają się później, kiedy chomik trafia już do domu klienta.

Właściciel kupił chomika rok temu. Uroczy, w kolorze karmelowym - ciepły, brązowy odcień. Bardzo aktywny. Pierwszy miesiąc był idealny. Potem zaczęło się coś dziwnego.
Chomik pił wodę jak szalony. Ciągle. Poidło musiało być uzupełniane codziennie, czasem dwa razy dziennie. A klatka była cały czas mokra od moczu. Cały czas. Początkowo wydawało się, że to po prostu ten konkretny chomik taki dziwny. Może to jego osobowość.
Dopiero wizyta u weterynarza przyniosła diagnozę. Cukrzyca. Półroczny chomik z cukrzycą.

W społeczności hodowlanej i wśród organizacji ratujących zwierzęta zgłaszane są przypadki zwiększonego ryzyka cukrzycy u hybryd, jednak brak jest peer-reviewed badań potwierdzających tę zależność. Niektóre linie hybryd wykazują tak wysoką podatność na cukrzycę, że chomiki te rozwijają chorobę już w bardzo młodym wieku - niekiedy zaledwie w kilka miesięcy po urodzeniu.

Nie wszystkie hybrydy zachorują na cukrzycę, ale ryzyko jest znacznie wyższe niż u czystych linii. Problem leży w samym zmieszaniu dwóch różnych genomów, które ewolucyjnie nie były przystosowane do współpracy.

I kiedy cukrzyca się rozwinie, nie ma leczenia. Nie możesz podawać insuliny chomikowi. To technicznie niewykonalne - zwierzę waży trzydzieści gramów, dawka byłaby mikroskopijnie mała, ryzyko hipoglikemii śmiertelne. Możesz tylko zarządzać dietą. Żadnej kukurydzy, żadnych nasion słonecznika, żadnych słodkich owoców. Ściśle kontrolowana dieta.
I nadzieja, że to wystarczy.

Ten konkretny chomik ma teraz rok. Prawdopodobnie nie dożyje dwóch lat. A czysty chomik dżungarski żyje dwa i pół do trzech lat. Właściciel stracił prawie połowę czasu ze swoim pupilem przez genetyczne problemy, które ktoś spowodował dla zysku.

Jest jeszcze trzeci typ problemów, o którym za mało się mówi: problemy neurologiczne.

W mediach społecznościowych regularnie pojawiają się filmiki chomików, które robią salto w tył. Raz za razem, w kółko. (Obserwacje te pochodzą z relacji hodowców i organizacji ratunkowych; brak jest systematycznych badań naukowych dokumentujących częstość tych zaburzeń u hybryd w porównaniu z czystymi liniami.) Komentarze są pełne zachwytu: „Jaki słodki!”, „Cyrkowiec!”, „Mój też tak robi!”. Emotki w kształcie serc i śmiejących się twarzy.

Nie jest słodki. To nie jest zabawa. To problem neurologiczny.

Hybrydy często - naprawdę często - rozwijają zaburzenia neurologiczne. Kręcenie się w kółko w tym samym miejscu. Trzymanie głowy stale przechylonej na bok. Salto przez plecy wykonywane obsesyjnie. Zachowania kompulsywne, które przypominają zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne u ludzi. Chomik robi coś w kółko, nie może przestać, nie może się kontrolować.

Wyobraź sobie, że masz wewnętrzny kompas, który szaleje i każe ci cały czas skręcać w prawo. Albo że twoje ciało wykonuje ruchy, których nie chcesz wykonywać, a ty nie możesz tego zatrzymać. To jest życie wielu hybryd. Nie wszystkich. Ale wielu.

Czasem te problemy są łagodne - chomik może normalnie jeść, pić, żyć, mimo że czasem się pokręci albo przechyli główkę. Ale czasem są poważne. Na forach pojawiają się relacje o chomikach, które kręciły się w kółko tak obsesyjnie, że nie potrafiły trafić do miski z jedzeniem. Właściciele musieli je karmić ręcznie. Codziennie. Po kilka razy. Przez miesiące, dopóki chomiki nie umierały przedwcześnie.

I wszystko to prowadzi do czwartego problemu - hybrydy żyją krócej. Czysty chomik dżungarski czy Campbella żyje dwa do trzech lat. Hybrydy? Relacje z forów hodowlanych i organizacji ratujących zwierzęta sugerują średnią między dwunastoma a osiemnastoma miesiącami, choć brak jest kontrolowanych badań naukowych potwierdzających tę obserwację. Rok. Rok i kilka miesięcy. Prawie o połowę krócej.

Czasem chomik wygląda zdrowo przez większość życia, a potem nagle coś się psuje. Nerki odmawiają posłuszeństwa. Serce. Albo po prostu ciało mówi „dość” i chomik umiera z przyczyn, których weterynarz nie potrafi do końca zdiagnozować. Kombinacja wszystkich tych małych genetycznych niezgodności w końcu osiąga punkt krytyczny.

Jak rozpoznać hybrydę

To jest pytanie, które prawdopodobnie pojawia się w głowie każdego, kto kupił chomika w sklepie. Jak sprawdzić czy ten konkretny chomik to hybryda?

Niestety, odpowiedź nie jest prosta. Niektóre hybrydy są łatwe do rozpoznania. Inne wyglądają prawie identycznie jak czysty gatunek.

Zacznijmy od podstaw. Chomik dżungarski i chomik Campbella wyglądają podobnie, ale istnieją między nimi różnice. Chomik dżungarski ma wyraźną, ciemną łatkę na czubku głowy - niewielki obszar ciemniejszego futra między uszami. Kiedy delikatnie odwrócisz go na grzbiet i spojrzysz na brzuch, zobaczysz, że futerko przy samej skórze jest białe. Pasek grzbietowy jest stosunkowo szeroki i wyraźny. Dodatkowo, przy krótkim fotoperiodzie zimowym, chomik dżungarski może zmieniać futro na niemal całkowicie białe.

Chomik Campbella nie ma ciemnej łatki na czubku głowy. Futerko na brzuchu jest przy skórze szare, a nie białe. Pasek grzbietowy jest wąski i bardzo ostro zdefiniowany. W miejscu, gdzie ciemniejsze futro boków przechodzi w jaśniejszy brzuch, często pojawia się żółtawy lub beżowy odcień. Chomik Campbella nie zmienia koloru futra zimą - pozostaje szary niezależnie od długości dnia.

Wiele źródeł wspomina również o różnicach w wielkości i kształcie uszu, jednak dane te nie są jednoznaczne. Część opracowań podaje, że chomik dżungarski ma uszy nieco mniejsze i bardziej zaokrąglone, inne nie potwierdzają tej różnicy lub wskazują na duże nakładanie się cech między gatunkami. Wielkość uszu jest zmienna osobniczo i dodatkowo zaburzana u zwierząt hodowlanych oraz hybryd, dlatego nie może być traktowana jako cecha rozstrzygająca.

Ale największą wskazówką są kolory. Czysty chomik dżungarski występuje tylko w kilku kolorach - naturalny szary, niebieski zwany sapphire, perłowobiały zwany pearl i ich kombinacje. To wszystko. Jeśli widzisz chomika opisanego jako „dżungarski” w kolorze srebrzystym - tym pięknym, ciepłym, miodowym - to niemal na pewno hybryda. Czarny? Hybryda. Liliowy? Hybryda. Karmelowy, brązowy, kremowy? Hybryda.

Hybrydy mogą mieć cechy obu gatunków w dziwnych kombinacjach. Kolor typowy dla dżungarskiego, ale sylwetkę wydłużoną jak u Campbella. Albo odwrotnie. Pasek grzbietowy rozmyty - ani szeroki, ani wąski. Uszy średniej wielkości. Czasem hybrydy lekko rozjaśniają się zimą, ale nie stają się całkowicie białe - tylko tak trochę bardziej szare.

Problem jest taki, że hybrydy trzeciego, czwartego czy piątego pokolenia mogą wyglądać prawie identycznie jak czysty gatunek. Mogą mieć wszystkie anatomiczne cechy dżungarskiego - małe uszy, łatkę na głowie, biały podkład na brzuchu. Mogą mieć normalny szary kolor. Ale nadal noszą w sobie geny Campbella. Gdzieś tam, ukryte w DNA, są te fragmenty drugiego gatunku. I bez rodowodu, bez znajomości pochodzenia przez kilka pokoleń, nie można być pewnym.

Właśnie dlatego na forach hodowlanych pojawia się ta zdumiewająca statystyka: niemal wszystkie chomiki karłowate w sklepach zoologicznych to hybrydy. Nie połowa. Nie większość. Niemal wszystkie.

W Wielkiej Brytanii istnieje organizacja National Hamster Council, o której już wspominano. Hodowcy z NHC przez siedemdziesiąt lat prowadzą księgi rodowodowe. Wiedzą, kto jest czyim rodzicem, dziadkiem, pradziadkiem, prapradziadkiem. Dokumentują każde skojarzenie. Testują fenotypy i genotypy. Dzięki temu mogą powiedzieć z pewnością: ten chomik jest czystym dżungarskim. Ten jest czystym Campbellem.

Bez takiej dokumentacji? Kupujesz kota w worku. Albo chomika w worku, w tym wypadku.

Skala problemu

Żeby naprawdę zrozumieć, jak poważna jest sytuacja, trzeba spojrzeć na liczby i fakty z różnych krajów.

W Wielkiej Brytanii, gdzie National Hamster Council od dekad pilnuje standardów i prowadzi programy hodowlane, udało się zachować czyste linie. Są tam hodowcy - może kilkunastu, może kilkudziesięciu - którzy mają czyste chomiki dżungarskie i czyste Campbelle. Prowadzą księgi rodowodowe. Wystawiają swoje chomiki na pokazach. Przekazują wiedzę młodszym hodowcom. Bez nich czystych linii by nie było. Dosłownie. Bo komercyjne hodowle całkowicie się zhybrydyzowały.

Na forach brytyjskich hodowców pojawiają się szacunki, że praktycznie każdy chomik sprzedawany w brytyjskich sklepach zoologicznych to hybryda. Może gdzieś, bardzo rzadko, trafi się czysty od odpowiedzialnego hodowcy, który sprzedaje nadwyżki do sklepu. Ale to wyjątek, nie reguła.

W Stanach Zjednoczonych sytuacja przez lata była jeszcze gorsza. Chomiki karłowate pojawiły się tam dopiero w połowie lat dziewięćdziesiątych. I od początku było już za późno - importowano hybrydy z Europy. Przez może piętnaście, dwadzieścia lat w USA po prostu nie było czystych linii. Zero. Kompletnie zero.

Dopiero kilka lat temu grupa pasjonatów z California Hamster Association nawiązała kontakt z hodowcami z National Hamster Council. Sprowadziła czystą krew - parę chomików z udokumentowanym, czystym rodowodem. I zaczęła program hodowlany od nowa. To jest niesamowite przedsięwzięcie: próba odbudowania tego, co zostało stracone. Ale także smutne świadectwo tego, jak szybko można zniszczyć coś, co ewolucja budowała przez miliony lat.

W Niemczech istnieje organizacja o nazwie Erste Deutsche Hamstervereinigung - Pierwsza Niemiecka Organizacja Hodowców Chomików. Założona w podobnym duchu jak brytyjski NHC - żeby zachować standardy, czystość linii, promować odpowiedzialną hodowlę. Ale Niemcy to ogromny rynek. Sklepy zoologiczne są wszędzie. I te sklepy kupują od komercyjnych hodowli, które produkują setki, tysiące chomików rocznie. Hybrydy.

A w Polsce? Nie było tradycji hodowli wystawowej chomików. Pierwsze chomiki karłowate prawdopodobnie trafiły już jako hybrydy z innych krajów europejskich. Stowarzyszenie Hodowców Gryzoni powstało dopiero niedawno, w dwa tysiące dwudziestym trzecim roku. To bardzo młoda organizacja. Czy mają już hodowców czystych linii? Trudno powiedzieć. Ale szanse są niewielkie.

Oznacza to w praktyce, że jeśli dzisiaj pójdziesz do dowolnego sklepu zoologicznego w Polsce - w Warszawie, Krakowie, Gdańsku, gdziekolwiek - i poprosisz o „chomika dżungarskiego”, dostaniesz prawie na pewno hybrydę. Sprzedawca powie, że to dżungarski. Będzie w to szczerze wierzył. Bo dla niego „chomik dżungarski” to po prostu mały chomik z paskiem na grzbiecie. Nie jest specjalistą. Nie ma pojęcia o różnicach między gatunkami, o genetyce, o problemach hybrydyzacji. A pamiętajmy że i naukowcy mylili te chomiki.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Problem nie polega na tym, że ktoś celowo oszukuje klientów. Problem polega na tym, że cały system - od masowych hodowli przez hurtownie po sklepy - działa w nieświadomości. Albo w celowym ignorowaniu faktów, bo prawda jest niewygodna dla biznesu.

Gdzie znaleźć czystego chomika

Teraz najważniejsze pytanie praktyczne: jeśli chcesz czystego chomika, gdzie go szukać?

W Polsce realistycznie będzie bardzo trudno. Można spróbować skontaktować się ze Stowarzyszeniem Hodowców Gryzoni. Może mają kogoś, kto hoduje czyste linie. Ale uczciwie mówiąc - szanse są niewielkie.

Druga opcja to import z zagranicy. Z Wielkiej Brytanii od hodowcy zrzeszonego w National Hamster Council. Albo z Niemiec od członka Erste Deutsche Hamstervereinigung. Ale to skomplikowane. Transport zwierząt żywych przez granice wymaga formalności. Jest stres dla zwierzęcia, są koszty. To nie jest łatwe rozwiązanie.

Jeśli ktoś decyduje się na tę drogę, musi bardzo dokładnie sprawdzić hodowcę. W Wielkiej Brytanii hodowcy wystawowi mają coś, co nazywa się NHC prefix certificate - certyfikat z prefiksem hodowlanym. To dowód, że są pełnoprawnymi członkami organizacji, że przeszli weryfikację, że zobowiązali się do przestrzegania kodeksu etycznego. Bez tego certyfikatu, bez udokumentowanego rodowodu na kilka pokoleń, nie ma gwarancji czystości.

Dobry hodowca będzie wypytywał: o doświadczenie, o warunki, jakie zostaną zapewnione chomikowi, o to, czy istnieje zrozumienie różnic między gatunkami. O plany - czy to chomik do domu jako pupil, czy może planowana jest hodowla. Będzie tłumaczył, pokazywał, edukował. Będzie chciał mieć pewność, że jego chomik trafi w dobre ręce.

Zły hodowca, albo osoba udająca odpowiedzialnego hodowcę, nie będzie pytał o nic. Sprzeda chomika bez zbędnych pytań. Będzie miał „wszystkie kolory” dostępne od ręki. Nie będzie miał dokumentacji. Cena będzie podejrzanie niska - bo przecież „to tylko chomik”, po co brać tyle pieniędzy?
Różnica w cenie to nie jest grabież. To jest koszt lat pracy hodowlanej. Hodowca wystawowy nie hoduje dla pieniędzy. Hoduje z pasji, dla zachowania gatunków, dla standardów. Musi utrzymać odpowiednie warunki dla swoich zwierząt. Musi prowadzić dokumentację. Musi jeździć na pokazy. Często ma tylko jeden, może dwa mioty rocznie. Bo nie chodzi o ilość. Chodzi o jakość.

Jest jeszcze trzecia opcja, jeśli nie zależy koniecznie na czystej linii: adopcja.

W Polsce są grupy na Facebooku zajmujące się ratowaniem i adopcją gryzoni. Są lokalne schroniska, które czasem mają chomiki. Są ludzie, którzy z różnych powodów muszą oddać chomika - przeprowadzka, alergia, zmiana sytuacji życiowej.
Tak, prawdopodobnie będzie to hybryda ze sklepu. Ale to chomik, który już istnieje. Który potrzebuje domu. I adoptując go, nie finansuje się dalszej produkcji hybryd. Nie dokłada się cegiełki do problemu. Daje się dom zwierzątku, które go potrzebuje.

Często chomiki z adopcji są już dorosłe. Wiadomo, co się dostaje - wielkość, temperament, ewentualne problemy zdrowotne są już widoczne. Nie ma niespodzianek. A organizacje zwykle dbają o to, żeby chomik był zdrowy przed adopcją - sprawdzają u weterynarza, leczą, jeśli trzeba.

To może być najrozsądniejsza opcja dla większości ludzi. Nie wszyscy chcą czystej linii. Nie wszyscy planują hodowlę. Większość ludzi po prostu chce małego, uroczego pupila. I dla takich osób chomik z adopcji jest idealny.

Co zrobić, jeśli już masz hybrydę

Po przeczytaniu tego wszystkiego można patrzeć na swojego chomika z mieszanymi uczuciami. Może został kupiony w sklepie rok temu. Może ma kolor srebrzysty, który teraz wiadomo, że nie występuje u czystych dżungarskich. Może właśnie przyszło uświadomienie, że ten „chomik dżungarski” najprawdopodobniej jest hybrydą.

Co teraz? Co powinno się zrobić?

Po pierwsze i najważniejsze - to nie jest powód do paniki. To nie jest powód do poczucia winy. Większość ludzi nie wie. Sprzedawcy w sklepach prawdopodobnie też nie wiedzą. To nie wina opiekuna.
Po drugie - chomik zasługuje na miłość i najlepszą opiekę, niezależnie od tego, jaka jest jego genetyka. Hybryda czy nie, to jest żywe stworzenie, które zależy od swojego opiekuna. Które kocha na swój chomikowy sposób. Które zasługuje na godne, szczęśliwe życie.
Po trzecie - nie wszystkie hybrydy będą chore. Ryzyko problemów zdrowotnych jest statystycznie wyższe, to prawda. Ale to nie jest wyrok. Wiele hybryd żyje całkiem normalnie, bez poważnych problemów. Niektóre dożywają nawet dwóch lat - prawie jak czyste linie.

Co można zrobić? Można być świadomym opiekunem. Obserwuj swojego chomika. Zwracaj uwagę na to, ile pije - chomik nie powinien wypijać ogromnych ilości wody; jeśli nagle zaczyna, może to być cukrzyca. Zwracaj uwagę na zachowanie - jeśli zaczyna się dziwnie kręcić, przechylać głowę, robić salto, to nie jest zabawne, to może być problem neurologiczny. Idź wtedy do weterynarza, który specjalizuje się w zwierzętach egzotycznych.

Jeśli chodzi o dietę, ostrożność ze wszystkim, co ma dużo cukru, jest kluczowa. Kukurydza ma wysoki indeks glikemiczny - lepiej jej unikać albo dawać bardzo rzadko. Nasiona słonecznika mają dużo tłuszczu, co przy problemach metabolicznych nie jest dobre - też ograniczaj. Słodkie owoce jak winogrona czy banany - tylko jako rzadki przysmak, nie codziennie.

Dawaj dobre zboża - owies, jęczmień, proso. Dawaj warzywa o niskim indeksie glikemicznym - brokuły, kalafior, ogórek, paprykę. Białko tak, ale z umiarem - mącznik to świetne źródło białka, ale ma też dużo tłuszczu, więc może raz, dwa razy w tygodniu, nie więcej. Gotowane jajko, mały kawałek - to też dobre źródło białka.

Zapewnij odpowiednio dużą klatkę. Chomiki karłowate są niewielkie, ale potrzebują przestrzeni do życia i eksploracji. Minimalna długość klatki to 100 cm, choć 120 cm będzie znacznie lepszym wyborem. Zadbaj o grubą warstwę podłoża, która umożliwi kopanie - w naturze chomiki spędzają dużą część czasu, drążąc nory. Niezbędne jest także koło do biegania, dobrane do wielkości zwierzęcia - zbyt małe powoduje nienaturalne wygięcie kręgosłupa i może prowadzić do problemów zdrowotnych.

I najważniejsze - nigdy, przenigdy nie rozmnażaj swojego chomika. Nawet jeśli wydaje się zdrowy. Nawet jeśli ma ładny kolor. Nawet jeśli chciałoby się „tylko raz” zobaczyć małe chomiczki. Po prostu nie.

Nie wiadomo, jakie geny nosi chomik. Może wygląda zdrowo, ale jest nosicielem predyspozycji do cukrzycy. Może przekaże swojemu potomstwu problemy neurologiczne. Może jego córki będą miały zbyt małą miednicę, a synowie będą płodzić zbyt duże młode i dojdzie do dystokii podczas porodu.

Hodowla to nie zabawa. To ogromna odpowiedzialność, która wymaga wiedzy, doświadczenia, prowadzenia dokumentacji. A hodowla hybryd w ogóle nie powinna się odbywać. Każda kolejna generacja pogarsza problem. Każdy kolejny miot to większe ryzyko wad wrodzonych, chorób, cierpienia.

Co to wszystko oznacza

Czasem warto zastanowić się nad tym wszystkim - nad milionami chomików sprzedawanych rocznie w Europie, nad tym, jak szybko to wszystko się stało, nad tym, jak łatwo było zniszczyć coś, co natura budowała przez tak długi czas.

Chomik dżungarski ewoluował przez setki tysięcy lat, żeby przetrwać w najsurowszych warunkach. W stepach Syberii, gdzie temperatura zimą spada do minus trzydziestu stopni. Gdzie nie ma gdzie się schować przed drapieżnikami oprócz głęboko pod ziemią. Gdzie przeżycie wymaga niesamowitych adaptacji - gromadzenie jedzenia, zmiana koloru futra na biały, zdolność do życia w ekstremalnym chłodzie.

To jest cud ewolucji. Małe, perfekcyjnie przystosowane stworzenie. I ludzie w ciągu trzech dekad zdołali to wszystko zmieszać, rozmyć, zhybrydyzować, bo ktoś pomyślał, że chomik w kolorze srebrzystym będzie się lepiej sprzedawał.

To nie był wielki spisek. Nie była to jedna zła osoba, która celowo chciała zniszczyć gatunki. To była seria małych decyzji biznesowych. Hodowca pomyślał: spróbuję skrzyżować, może będą ciekawe kolory. Sklep pomyślał: te kolorowe dobrze się sprzedają, zamówię więcej. Klient pomyślał: o, jaki ładny kolor, kupię.

Dzięki garstce hodowców wystawowych - kilkudziesięciu może w całej Europie, może stu na całym świecie - czyste linie jeszcze istnieją. Ludzie, którzy przez dekady prowadzą księgi rodowodowe, jeżdżą na pokazy, kontrolują każde skojarzenie, testują genotypy.

Bez nich nie byłoby czystych chomików dżungarskich w hodowli. Dosłownie. Zniknęłyby całkowicie, pozostając tylko w naturze - w stepach Syberii i Kazachstanu, gdzie żyją dzikie populacje. A za kilkadziesiąt lat, jak zmiana klimatu i ludzka działalność będą wpływać na te siedliska? Może zniknęłyby w ogóle.

Czy to jest ważne? Czy warto się tym przejmować? Po co robić tyle hałasu? To tylko małe gryzonie, które żyją rok czy dwa.

Odpowiedź brzmi: czy chcemy żyć w świecie, gdzie nasze dzieci i wnuki będą mogły zobaczyć prawdziwego chomika dżungarskiego - tego, który zimą zmienia się w małą białą kulkę futrzaną - tylko w muzeum? Albo wcale? Gdzie jedyne chomiki dostępne w sklepach będą chorymi mieszańcami, żyjącymi rok zamiast trzech, cierpiącymi na cukrzycę i problemy neurologiczne?

Bo właśnie tam zmierzamy. I jedynym sposobem, żeby to zatrzymać, jest przestać za to płacić. Przestać kupować w sklepach zoologicznych. Adoptować zamiast kupować. A jeśli koniecznie trzeba mieć czystą linię - poczekać, poszukać, znaleźć odpowiedzialnego hodowcę, nawet jeśli to wymaga czasu i wysiłku.

Edukować innych. Kiedy ktoś na forum pisze „kupiłem dżungarka w sklepie”, nie atakować, nie osądzać, ale wyjaśnić delikatnie: to prawdopodobnie hybryda, oto na co powinieneś uważać, oto jak możesz zapewnić najlepszą opiekę.

Warto wspierać organizacje zrzeszające hodowców. W Polsce działa Stowarzyszenie Hodowców Gryzoni, w Wielkiej Brytanii - National Hamster Council, a w Niemczech - Erste Deutsche Hamstervereinigung. Nie trzeba samemu prowadzić hodowli, by mieć realny wpływ na poprawę dobrostanu zwierząt. Wystarczy wspierać edukację, szerzyć rzetelną wiedzę i być częścią pozytywnej zmiany.

Bo problem hybrydyzacji to nie jest abstrakcyjna kwestia dla naukowców czy hodowców wystawowych. To jest realny problem, który dotyka dziesiątek tysięcy chomików rocznie. Setek tysięcy właścicieli, którzy kupują chomika, myśląc, że dostają zdrowe zwierzę, a dostają genetycznego mieszańca ze zwiększonym ryzykiem chorób i skróconym życiem.

Można to zmienić. Ale tylko jeśli wystarczająco dużo ludzi się dowie. Tylko jeśli przestanie się finansować system, który to produkuje. Tylko jeśli zaczną być wymagane lepsze standardy.

Prawdziwego chomika dżungarskiego - tego z milionem lat ewolucji za sobą, tego, który przetrwał epoki lodowcowe, tego, który zimą staje się biały jak śnieg - warto zachować. Dla nas. Dla przyszłych pokoleń. Dla samych chomików.

Źródła i materiały dodatkowe

  1. Brekke, T.D. & Good, J.M. (2014). Parent-of-origin growth effects and the evolution of hybrid inviability in dwarf hamsters. Evolution, 68(11): 3134-3148. DOI: 10.1111/evo.12500
  2. Bikchurina, T.I., Tishakova, K.V., Kizilova, E.A., Romanenko, S.A., Serdyukova, N.A., Torgasheva, A.A. & Borodin, P.M. (2018). Chromosome Synapsis and Recombination in Male-Sterile and Female-Fertile Interspecies Hybrids of the Dwarf Hamsters (Phodopus, Cricetidae). Genes, 9(5): 227. DOI: 10.3390/genes9050227
  3. Carleton, M.D. & Musser, G.G. (2005). Superfamily Muroidea. In: Wilson, D.E. & Reeder, D.M. (eds.), Mammal Species of the World: A Taxonomic and Geographic Reference, 3rd ed., vol. 2. Johns Hopkins University Press, Baltimore, pp. 894-1531.
  4. Ishishita, S., Tsuboi, K., Ohishi, N., Tsuchiya, K. & Matsuda, Y. (2015). Abnormal pairing of X and Y sex chromosomes during meiosis I in interspecific hybrids of Phodopus campbelli and P. sungorus. Scientific Reports, 5: 9435. DOI: 10.1038/srep09435
  5. Meshchersky, I.G., Feoktistova, N.Yu., Borodin, P.M., Tokranova, N.F., Posolda, K.M., Potapova, O.F., Voyta, L.L., Zima, J. & Surov, A.V. (2009). Mitochondrial DNA differentiation among the species of Phodopus (Rodentia, Cricetinae). Zoologicheskii Zhurnal, 88(10): 1247-1258.
  6. Musser, G.G. & Carleton, M.D. (1993). Family Muridae. In: Wilson, D.E. & Reeder, D.M. (eds.), Mammal Species of the World: A Taxonomic and Geographic Reference, 2nd ed. Smithsonian Institution Press, Washington, D.C., pp. 501-755.
  7. Neumann, K., Michaux, J., Lebedev, V., Yigit, N., Colak, E., Ivanova, N., Poltoraus, A., Surov, A., Markov, G., Maak, S., Neumann, S. & Gattermann, R. (2006). Molecular phylogeny of the Cricetinae subfamily based on the mitochondrial cytochrome b and 12S rRNA genes and the nuclear vWF gene. Molecular Phylogenetics and Evolution, 39(1): 135-148. DOI: 10.1016/j.ympev.2006.01.010
  8. Romanenko, S.A., Volobouev, V.T., Perelman, P.L., Lebedev, V.S., Serdukova, N.A., Trifonov, V.A., Biltueva, L.S., Nie, W., OBrien, P.C.M., Bulatova, N.S., Graphodatsky, A.S., Yang, F. & Ferguson-Smith, M.A. (2007). Karyotype evolution and phylogenetic relationships of hamsters (Cricetidae, Muroidea, Rodentia) inferred from chromosomal painting and banding comparison. Chromosome Research, 15(3): 283-297. DOI: 10.1007/s10577-007-1126-1
  9. Ross, P.D. (1995). Phodopus campbelli. Mammalian Species, 503: 1-7. DOI: 10.2307/3504239
  10. Ross, P.D. (1998). Phodopus sungorus. Mammalian Species, 595: 1-9. DOI: 10.2307/0.595.1
  11. Safronova, L.D., Malygin, V.M., Levenkova, E.S. & Orlov, V.N. (1992). Cytogenetic sequelae of hybridization of hamsters Phodopus sungorus and Phodopus campbelli. Doklady Akademii Nauk, 327(2): 266-271 (w języku rosyjskim).
  12. Safronova, L.D. & Vasileva, N.Y. (1996). Meiotic abnormalities in interspecific hybrids between Phodopus sungorus (Pallas, 1773) and Ph. campbelli (Thomas, 1905). Russian Journal of Genetics, 32(4): 486-494.
  13. Safronova, L.D., Cherepanova, E.V. & Vasileva, N.Y. (1999). Specific features of the first meiotic division in hamster hybrids obtained by backcrossing Phodopus sungorus and Phodopus campbelli. Russian Journal of Genetics, 35(2): 184-188.
  14. Sokolov, V.E. & Vasileva, N.Yu. (1993). Hybridological analysis confirms species independence of Phodopus sungorus (Pallas, 1773) and Phodopus campbelli (Thomas, 1905). Doklady Akademii Nauk, 332(1): 120-123 (w języku rosyjskim).
  15. Sokolov, V.E. & Vasileva, N.Yu. (1994). Behavior of Phodopus campbelli Thomas, 1905 in nature: Confirmation of the social biological field theory. Doklady Akademii Nauk, 332(5): 667-670.
  16. Thomas, O. (1905). A new Cricetulus from Mongolia. Annals and Magazine of Natural History, Series 7, 15: 322-323.