W 1580 roku nieznany angielski malarz uwiecznił na płótnie trójkę dzieci w elżbietańskich strojach. Dziewczynka trzyma w rękach małe, puszyste zwierzątko - świnkę morską. To najstarsze europejskie malowidło przedstawiające ten gatunek. Zaledwie kilkadziesiąt lat wcześniej te same zwierzęta były składane w ofierze andyjskim bogom, a ich wnętrzności służyły do diagnozowania chorób. Historia świnki morskiej to opowieść rozciągnięta na dziesięć tysięcy lat - od dzikich gryzoni w andyjskich kotlinach, przez święte ofiary Inków, po europejskie salony i współczesne pokoje dziecięce.

Prolog: opowieść o dwóch światach

Przyjrzyjmy się dwóm obrazom, dzieli je zaledwie kilkadziesiąt lat - a przepaść między nimi wydaje się nie do przekroczenia.

Pierwszy obraz: Londyn, około 1580 roku. Portret trójki dzieci z angielskiej szlachty w bogato zdobionych elżbietańskich strojach. Najmłodsza dziewczynka trzyma delikatnie w rękach małe, puszyste zwierzątko - świnkę morską o biało-rudym futrze. Zwierzę jest ewidentnym symbolem statusu, egzotyczną ciekawostką przywiezioną z odległych krain za oceanem. Dzieci patrzą na widza z powagą właściwą portretom epoki. Świnka morska jest pupilkiem, ozdobą, towarzyszem zabaw.

Drugi obraz: Peru, kultura Moche, około 400 roku naszej ery - ponad tysiąc lat wcześniej. Ceramiczne naczynie w kształcie świnki morskiej, z precyzyjnie oddanymi uszami, oczami i wąsami. Zwierzę nie jest tu pupilkiem - jest ofiarą składaną bogom, pożywieniem dla żywych i umarłych, narzędziem rytualnym w rękach kapłanów. Jego krew karmi ziemię, jego wnętrzności przepowiadają przyszłość.

Te dwa wizerunki - elżbietański portret i ceramika Moche - wyznaczają skrajnie różne role, jakie świnka morska odgrywała w ludzkich społeczeństwach. Pupil królowej Elżbiety I i ofiara dla Pachamamy to jedno i to samo zwierzę, ale zupełnie inne historie. A między nimi rozciąga się dziesięć tysięcy lat domestykacji, migracji i kulturowych transformacji.

Dzikie początki w cieniu Andów

Wysoko w Andach, na wysokości przekraczającej cztery tysiące metrów nad poziomem morza, żyje niewielki gryzoń o brązowoszarym futrze - Cavia tschudii, zwany świnką morską górską. Badania genetyczne wskazują, że to właśnie ten gatunek jest najbliższym dzikim krewnym i najprawdopodobniejszym przodkiem współczesnych świnek morskich - choć niektórzy badacze uważają go nie za odrębny gatunek, lecz za podgatunek szerzej rozpowszechnionej Cavia aperea (czyli Cavia aperea tschudii). Niezależnie od szczegółów taksonomicznych, to populacje z zachodnich Andów - a nie wschodnie kawie z brazylijskich nizin - dały początek wszystkim udomowionym świnkom morskim.

Cavia tschudii zamieszkuje skaliste zbocza i trawiaste kotliny od południowego Peru, przez Boliwię i północne Chile, aż po północno-zachodnią Argentynę. To zwierzę doskonale przystosowane do surowych warunków andyjskiego altiplano - niskich temperatur, rzadkiego powietrza i skąpej roślinności. Żyje w niewielkich grupach rodzinnych, kryjąc się w szczelinach skalnych i norach. Aktywne głównie o zmierzchu i świcie, żywi się trawami, ziołami i korzeniami.

Najstarsze szczątki archeologiczne dzikich świnek morskich pochodzą z wyżyn kolumbijskich - ze stanowiska na sawannie Bogoty - i datowane są na około 9000 rok przed naszą erą. Niewiele młodsze znaleziska odkryto w jaskini Jaywamachay w Peru, gdzie kości świnek datowano na lata 8500-8160 p.n.e., oraz w północnym Chile, gdzie szczątki sięgają 8000 roku p.n.e. Przez tysiące lat ludzie polowali na te zwierzęta jako źródło dzikiego mięsa, zanim ktoś wpadł na pomysł, by je oswoić.

Samo udomowienie nastąpiło między 6000 a 2000 rokiem p.n.e., najprawdopodobniej około 5000 roku p.n.e., na terenie południowego Peru lub północnego Chile. To czyni świnkę morską jednym z najstarszych udomowionych zwierząt w obu Amerykach - starszym od lamy i alpaki. Co ciekawe, badania genetyczne opublikowane w 2020 roku w czasopiśmie Scientific Reports przez zespół Edany Lord sugerują, że w kolumbijskich wyżynach mogło dojść do niezależnego, drugiego udomowienia zupełnie innego gatunku kawii - prawdopodobnie Cavia anolaimae. Szczątki świnek z tamtych terenów, datowane na okres od 9000 do 500 roku p.n.e., należą do odmiennej linii genetycznej. Ta kolumbijska linia jednak nie przetrwała - wszystkie współczesne świnki morskie, zarówno andyjskie, jak i europejskie, wywodzą się z peruwiańskiego centrum domestykacji.

Proces udomowienia pozostawił wyraźne ślady w morfologii zwierząt. Dzikie Cavia tschudii ważą średnio około 300 gramów i mają jednolite szarobrązowe futro - praktyczne kamuflażowe ubarwienie. Ich udomowieni potomkowie są znacznie więksi - współczesne rasy mięsne, takie jak peruwiańska Tamborada czy ekwadorska Auqui, osiągają wagę ponad 1200 gramów, czyli czterokrotnie więcej niż ich dzicy przodkowie. Pojawiły się też liczne mutacje kolorystyczne: biały, czarny, rudy, kremowy, łaciaty. Zwiększyła się również płodność - udomowione świnki rodzą większe mioty i rozmnażają się częściej.

Cuy w andyjskiej kulturze

W językach keczua i ajmara świnka morska znana jest jako quwi lub jaca. W Ekwadorze, Peru i Boliwii używa się nazwy cuy (wymawianej „kui”) - to onomatopeja naśladująca charakterystyczne piszczenie tych zwierząt. Europejska nazwa „świnka morska” powstała znacznie później i wywodzi się z niemieckiego Meerschweinchen, czyli „mała morska świnka” - nawiązanie do faktu, że zwierzęta przywieziono zza oceanu.

W tradycyjnych andyjskich gospodarstwach świnki morskie od tysięcy lat hodowane są w kuchniach, gdzie żywią się resztkami warzyw i ziół. To nie przypadek - ciepło paleniska chroni zwierzęta przed chłodem andyjskich nocy, a bliskość zapasów żywności ułatwia ich karmienie. Ich odchody służą jako cenny nawóz do uprawy kukurydzy - nawóz bogatszy w azot niż odchody większości innych zwierząt gospodarskich, a przy tym stosunkowo suchy i lekki do transportu.

To symbiotyczny układ, w którym zwierzęta stanowią żywy bank białka, dostępny w każdej chwili. W przeciwieństwie do lam czy alpak, świnki nie wymagają pastwisk ani specjalnej opieki - wystarczy kąt w ciepłej kuchni i garść resztek z obiadu. Dla ubogich rodzin andyjskich to idealne „mikro-bydło” - minimalne nakłady, maksymalna wydajność.

Do dziś w Peru, Ekwadorze i Boliwii cuy pozostaje popularnym daniem. Zwierzęta piecze się w całości na ruszcie, smaży na głębokim tłuszczu lub gotuje w aromatycznych zupach. Szacuje się, że w samym Peru spożywa się rocznie około 65 milionów świnek morskich, a w całym regionie andyjskim łączna konsumpcja przekracza 120 milionów sztuk rocznie - to więcej niż populacja wielu europejskich krajów. W peruwiańskich restauracjach turystycznych za pieczonego cuy trzeba zapłacić od 5 do 15 dolarów - sumę nieosiągalną dla większości miejscowej ludności, która hoduje świnki we własnych domach i spożywa je przy okazji świąt i uroczystości rodzinnych.

W andyjskiej kulturze świnki morskie pełnią też funkcje rytualne i symboliczne, które sięgają czasów prekolumbijskich. Para świnek to tradycyjny prezent ślubny dla nowożeńców - symbol płodności i dobrobytu. Świnki wręcza się też szczególnym gościom i dzieciom z okazji ważnych wydarzeń.

W Peru odbywa się coroczny festiwal świnek morskich, podczas którego zwierzęta przebiera się w miniaturowe stroje ludowe - poncha, kapelusze, a nawet suknie ślubne. Ubrane świnki paradują przez ulice ku uciesze tłumów, biorą udział w konkursach piękności… a następnie trafiają na talerze uczestników festiwalu. Ten kontrast między czułością a konsumpcją jest dla Europejczyków szokujący, ale w Andach stanowi naturalny element kultury sięgającej tysięcy lat - kultury, w której granica między zwierzęciem domowym a pożywieniem przebiega zupełnie inaczej niż w Europie.

Święte zwierzę - od ceramiki Moche do ofiar Inków

Rola świnek morskich w andyjskich kulturach prekolumbijskich wykraczała daleko poza zwykłe pożywienie. Te niewielkie gryzonie zajmowały szczególne miejsce w życiu religijnym i rytualnym - były ofiarami składanymi bogom, towarzyszami zmarłych w zaświatach, narzędziami wróżbiarskimi.

Już kultura Moche, która rozkwitała na północnym wybrzeżu Peru między 100 a 750 rokiem naszej ery, pozostawiła liczne ceramiczne naczynia w kształcie świnek morskich. Moche słynęli z niezwykłego realizmu swoich wyrobów ceramicznych - potrafili uchwycić najdrobniejsze szczegóły anatomiczne, od kształtu uszu po układ wąsów. Wiele naczyń przedstawia świnki w kontekstach ewidentnie rytualnych - obok innych zwierząt ofiarnych, w towarzystwie postaci kapłanów.

Jeszcze starsze ślady rytualnego znaczenia świnek morskich odnaleziono w Świątyni Skrzyżowanych Rąk w Kotosh, datowanej na lata 2500-2000 p.n.e. - jednym z najstarszych monumentalnych kompleksów sakralnych w Amerykach. W niszach świątynnych archeolodzy odkryli spalone kości świnek morskich, złożone tam jako ofiary ponad cztery tysiące lat temu. W słynnym kompleksie Chavín de Huántar, centrum religijnym działającym od około 900 roku p.n.e., ludność spożywała mięso świnek morskich, o czym świadczą znalezione na stanowisku szczątki kostne.

Przełomowe odkrycie nastąpiło jednak dopiero w 2019 roku, gdy archeolog Lidio Valdez z Uniwersytetu w Calgary opublikował wyniki wykopalisk w Tambo Viejo - inkańskim centrum administracyjnym na południowym wybrzeżu Peru. Pod podłogami budynków przylegających do głównego placu odkryto szczątki około stu rytualnie złożonych w ofierze świnek morskich, datowanych na około 1600 rok naszej ery - czyli okres tuż po przybyciu Hiszpanów, gdy tradycyjne wierzenia andyjskie jeszcze się trzymały.

To, co wyróżniało te znaleziska, to niezwykły stan zachowania i bogactwo detali. Dzięki suchemu, pustynemu klimatowi zwierzęta uległy naturalnej mumifikacji. Wiele z nich było ozdobionych kolczykami i naszyjnikami z kolorowych sznurków - pomarańczowych, czerwonych, fioletowych i brązowych. Niektóre owinięto w miniaturowe dywany lub koce. Analiza szczątków wykazała, że większość stanowiły osobniki młodociane, a na ich ciałach nie było żadnych śladów ran - prawdopodobnie zostały zakopane żywcem.

Odkrycie z Tambo Viejo stanowi pierwszy archeologiczny dowód potwierdzający relacje wczesnych hiszpańskich kronikarzy, którzy pisali o masowych ofiarach ze świnek morskich. Według tych źródeł podczas jednej ceremonii Inkowie potrafili złożyć w ofierze setki zwierząt. Teraz wiemy, że to nie była przesada.

Edward Swenson, archeolog specjalizujący się w kulturach andyjskich, zauważa fascynujący szczegół: ozdobione kolczykami i naszyjnikami świnki mogły pełnić funkcję substytutów ludzi. W kulturze Inków praktykowano również ofiary z dzieci - słynne capacocha - a sposób ich składania, zakopywanie żywcem na szczytach gór, był strukturalnie podobny do rytuałów ze świnkami z Tambo Viejo. Być może ubrane świnki miały symbolizować lub zastępować ludzkie ofiary w mniej uroczystych kontekstach.

Mumie sprzed tysiącleci - świadectwo genetyczne

W 2007 roku chilijski genetyk Ángel Spotorno wraz z zespołem opublikował przełomową pracę, w której połączył badania genetyczne z analizą archeologiczną. Przedmiotem badań było siedemnaście mumii świnek morskich odkrytych na stanowiskach archeologicznych w południowym Peru i północnym Chile - w El Yaral w regionie Moquegua oraz w Pisagua na północnym wybrzeżu Chile.

Mumie z El Yaral, datowane na okres między 300 a 1000 rokiem naszej ery, zachowały się w znakomitym stanie dzięki ekstremalnie suchemu klimatowi pustyni Atacama. Zdjęcia rentgenowskie ujawniły kompletne szkielety, a na skórze niektórych osobników zachowało się futro o zróżnicowanych kolorach - dowód, że już ponad tysiąc lat temu andyjscy hodowcy selekcjonowali świnki pod kątem ubarwienia.

Analiza mitochondrialnego DNA wykazała, że mumie należą do tej samej linii genetycznej co współczesne świnki morskie hodowane w Andach i Europie. Wszystkie ślady prowadzą do Cavia tschudii z zachodnich Andów, a nie do Cavia aperea - wschodniego gatunku kawii, który przez niektórych badaczy był wcześniej rozważany jako możliwy przodek. Warto jednak zaznaczyć, że status taksonomiczny C. tschudii pozostaje przedmiotem dyskusji - część systematyków uznaje go za podgatunek C. aperea, a nie odrębny gatunek.

Co więcej, pomiary czaszek i kości wykazały, że mumie miały już cechy typowe dla zwierząt udomowionych - były większe niż dzikie kawie i miały niższe neurokranium (część czaszki chroniąca mózg). To tak zwany „syndrom udomowienia” - zespół zmian morfologicznych, które pojawiają się u zwierząt po wielu pokoleniach życia pod opieką człowieka.

Większość zmumifikowanych osobników okazała się młodociana - co zgadza się z przekazami etnograficznymi mówiącymi, że młode świnki były preferowane jako ofiary i jako posiłek. Ale przynajmniej dwa osobniki były dorosłe i osiągnęły rozmiary porównywalne ze współczesnymi rasami kreolskimi.

Badania Spotorno dowiodły ponad wszelką wątpliwość, że świnki morskie były w pełni udomowione w południowym Peru i północnym Chile co najmniej 500 lat przed przybyciem Hiszpanów - i że proces ten rozpoczął się prawdopodobnie znacznie wcześniej.

Żywy rentgen - medycyna ludowa

Jednym z najbardziej fascynujących aspektów andyjskiej kultury związanej ze świnkami morskimi jest ich wykorzystanie w tradycyjnej medycynie. Praktyka znana jako soba de cuy lub shoqma przetrwała do dziś i nadal jest stosowana przez tradycyjnych uzdrowicieli - curanderos i curanderas - w Peru i Ekwadorze.

Procedura wygląda następująco: pacjent rozbiera się do bielizny, a uzdrowiciel pociera jego ciało żywą świnką morską, jednocześnie odmawiając modlitwy i inwokacje do duchów. Preferowane są świnki o czarnym futrze, którym przypisuje się większą moc duchową - wierzy się, że czarny kolor lepiej „absorbuje” negatywne energie. Według tradycyjnych wierzeń zwierzę przejmuje chorobę lub złą energię z ciała pacjenta, oczyszczając go.

Następnie świnka jest zabijana i rozcinana. Uzdrowiciel analizuje stan jej organów wewnętrznych - serca, wątroby, żołądka, płuc, nerek - szukając przebarwień, powiększeń, deformacji lub innych anomalii. Na podstawie wyglądu wnętrzności stawia diagnozę. Jeśli wątroba świnki jest powiększona, pacjent może mieć problemy z własną wątrobą. Ciemne plamy na płucach mogą wskazywać na choroby układu oddechowego.

Niektórzy curanderos porównują tę procedurę do prześwietlenia rentgenowskiego - świnka pełni funkcję „żywej radiografii”, ukazując to, co ukryte wewnątrz ludzkiego ciała. Z perspektywy zachodniej medycyny interpretacja ta nie ma podstaw naukowych, ale dla wielu Andyjczyków stanowi integralną część systemu opieki zdrowotnej, uzupełniającą - a czasem zastępującą - zachodnią medycynę.

Oprócz diagnostyki świnki morskie służą w andyjskiej medycynie ludowej jako źródło substancji leczniczych. Tłuszcz ze świnek stosowany jest jako maść na bóle mięśniowe, reumatyzm i problemy z uszami. Ciepłe wnętrzności przykładane są bezpośrednio do bolącego brzucha. Niektóre społeczności wierzą, że mycie włosów wywarem ze świnki morskiej zapobiega łysieniu i wzmacnia cebulki włosowe.

Dla zachodniego obserwatora praktyki te mogą wydawać się egzotyczne lub nawet szokujące. Jednak warto pamiętać, że tradycyjna medycyna andyjska przetrwała tysiące lat i nadal cieszy się zaufaniem lokalnych społeczności - szczególnie w regionach, gdzie dostęp do nowoczesnej opieki medycznej jest ograniczony. Badania antropologiczne pokazują, że curanderos często łączą tradycyjne metody z elementami medycyny zachodniej, tworząc synkretyczny system opieki zdrowotnej odpowiadający potrzebom i wierzeniom swoich pacjentów.

Ostatnia Wieczerza z cuy

Jednym z najbardziej wymownych przykładów synkretyzmu kulturowego w Andach jest słynny obraz „Ostatnia Wieczerza” autorstwa Marcosa Zapaty, wiszący w katedrze w Cusco i datowany na 1753 rok. Na pozór to typowe przedstawienie biblijnej sceny - Chrystus siedzi pośród dwunastu apostołów przy długim stole, nad którym unosi się atmosfera uroczystej powagi. Jednak gdy przyjrzeć się bliżej temu, co leży na stole, europejski widz dozna szoku: przed Chrystusem i apostołami spoczywa… pieczona świnka morska.

Zapata należał do tak zwanej szkoły cusqueńskiej - grupy artystów działających w kolonialnym Peru od XVI do XVIII wieku, którzy łączyli europejskie techniki malarskie z lokalnymi motywami i symboliką. Szkoła ta stworzyła tysiące dzieł religijnych, zdobiących kościoły i katedry po całym wicekrólestwie Peru. Wiele z nich zawiera subtelne - i mniej subtelne - elementy andyjskie: lokalne kwiaty, zwierzęta, a nawet postacie ubrane w tradycyjne stroje.

Zastąpienie baranka paschalnego - tradycyjnego symbolu ofiary Chrystusa w europejskiej ikonografii - świnką morską było gestem głęboko znaczącym. Cuy, lokalne zwierzę ofiarne znane Andyjczykom od tysięcy lat, przejmowało rolę baranka, czyniąc biblijną scenę zrozumiałą i bliską dla miejscowych wiernych. W kulturze, gdzie świnka morska była najważniejszym zwierzęciem rytualnym, zamiana ta miała głęboki sens teologiczny - to była ofiara, którą Andyjczycy rozumieli.

Historycy sztuki zwracają też uwagę na inne detale obrazu. Na stole oprócz świnki morskiej znajdują się papaje i inne tropikalne owoce. Niektórzy badacze i przewodnicy dostrzegają też podobieństwo między postacią Judasza - siedzącego po prawej stronie kompozycji - a wizerunkami konkwistadora Francisca Pizarra, zdobywcy Peru, interpretując to jako subtelną krytykę kolonializmu ukrytą w religijnym obrazie, świadectwo złożonych relacji między podbitą ludnością a najeźdźcami, między tradycyjnymi wierzeniami a narzuconą religią.

Podróż przez ocean

Pierwsza pisemna wzmianka o świnkach morskich w Europie pochodzi z 1547 roku i została sporządzona w Santo Domingo na wyspie Hispaniola - dzisiejszej Dominikanie. Hiszpańscy konkwistadorzy, którzy podbili imperium Inków w latach trzydziestych XVI wieku, szybko dostrzegli w tych małych gryzoniach egzotyczną ciekawość godną dworów europejskich.

Świnki morskie trafiły do Europy jako żywe „pamiątki” z Nowego Świata i natychmiast zyskały popularność wśród arystokracji. Sama królowa Elżbieta I była podobno jedną z pierwszych europejskich fanek tych zwierząt. W przeciwieństwie do Andów, gdzie świnki były przede wszystkim źródłem pożywienia, w Europie od początku traktowano je jako egzotyczne pupile - symbole bogactwa i dostępu do dalekich krain.

Najstarsze europejskie szczątki archeologiczne świnki morskiej pochodzą z Hill Hall, elżbietańskiego dworu w hrabstwie Essex w Anglii, i datowane są na około 1575 rok. Niemal z tego samego okresu pochodzi wspomniane już malowidło z 1580 roku, obecnie w prywatnej kolekcji, przedstawiające trójkę nieznanych dzieci, z których jedno trzyma świnkę morską - prawdopodobnie pierwsza europejska ilustracja tego gatunku.

Tempo rozprzestrzeniania się świnek morskich po Europie było zadziwiające. Szczątki z przełomu XVI i XVII wieku odkryto w Mons w Belgii, na zamku w Ojcowie w Polsce, w Rzymie i w Holandii. Flamandzki malarz Jan Brueghel Starszy umieścił świnki morskie w swoich słynnych obrazach „Wejście zwierząt do Arki Noego” oraz „Ogród Eden” z lat 1613-1615 - dowód, że pod koniec XVI wieku zwierzęta te były już dobrze znane w Europie Zachodniej i traktowane jako pełnoprawni mieszkańcy ziemi, godni uratowania przed potopem.

Badania genetyczne opublikowane w 2020 roku wykazały, że wszystkie europejskie świnki morskie - zarówno historyczne, jak i współczesne - pochodzą z peruwiańskich linii hodowlanych. To Peru, a nie Kolumbia czy inne regiony Ameryki Południowej, było źródłem zwierząt trafiających na europejskie dwory. Europejskie świnki stanowią genetycznie odrębną grupę, wywodzącą się od niewielkiej liczby osobników założycielskich przywiezionych w XVI wieku. Od tamtej pory rozwijały się w izolacji od macierzystych populacji andyjskich, co tłumaczy różnice między europejskimi rasami domowymi a andyjskimi odmianami kreolskimi.

Andyjskie szlaki - jak świnki dotarły na Karaiby

Zanim świnki morskie trafiły do Europy, odbyły już długą podróż po Amerykach. Około 500 roku naszej ery - tysiąc lat przed przybyciem Kolumba - świnki morskie dotarły na wyspy karaibskie: Puerto Rico, Jamajkę, Antiguę i inne. Jak to możliwe, skoro kawia to zwierzę lądowe, niezdolne do przepłynięcia oceanu?

Odpowiedź leży w prekolumbijskich sieciach handlowych i migracyjnych, które łączyły kontynent południowoamerykański z Karaibami. Ludy indiańskie - przodkowie Taino i Arawaków - przemieszczały się między wyspami i kontynentem na dużych kajakach, przewożąc towary, narzędzia, rośliny uprawne… i zwierzęta.

Badania genetyczne szczątków świnek morskich z karaibskich stanowisk archeologicznych, opublikowane przez zespół Edany Lord w 2016 roku, przyniosły zaskakujące wyniki. DNA karaibskich świnek okazało się najbliższe peruwiańskim populacjom - nie kolumbijskim, mimo że Kolumbia jest geograficznie znacznie bliżej Karaibów. To sugeruje, że świnki trafiły na wyspy za pośrednictwem dalekosiężnych szlaków handlowych biegnących wzdłuż wybrzeża Pacyfiku i przez Przesmyk Panamski.

Na Karaibach świnki morskie były traktowane podobnie jak w Andach - jako źródło mięsa i prawdopodobnie przedmiot wymiany handlowej. Szczątki znaleziono głównie w kontekstach śmietnikowych, co sugeruje konsumpcję, a nie użycie rytualne. W przeciwieństwie do Andów, gdzie świnki odgrywały ważną rolę religijną, na Karaibach były przede wszystkim praktycznym źródłem białka.

Co ciekawe, europejskie świnki morskie genetycznie grupują się razem z karaibskimi - obie populacje wywodzą się z tej samej peruwiańskiej linii. Możliwe, że niektóre ze świnek, które trafiły do Europy, pochodziły nie bezpośrednio z Peru, lecz z karaibskich populacji - to wyjaśniałoby, dlaczego pierwsza pisemna wzmianka pochodzi właśnie z Santo Domingo na Hispanioli.

Zagadka nazwy

Świnka morska nie jest świnką. Nie pochodzi też z Gwinei. Skąd więc ta dziwaczna nazwa, która w różnych wariantach funkcjonuje w większości języków europejskich?

Zacznijmy od „świnki”. Łacińska nazwa naukowa - Cavia porcellus - zawiera słowo porcellus, oznaczające „mała świnia”. Porównanie to nie jest przypadkowe: świnki morskie wydają odgłosy przypominające kwiczenie prosiąt, mają podobną budowę ciała (duża głowa, krótka szyja, zaokrąglony tułów bez widocznego ogona), a według niektórych źródeł ich mięso smakuje podobnie do wieprzowiny - lub przynajmniej tak je postrzegali pierwsi europejscy konsumenci. W wielu językach europejskich „świnka” pozostała częścią nazwy: niemieckie Meerschweinchen, polskie „świnka morska”, francuskie cochon d’Inde („świnka indyjska”).

„Morska” w polskiej nazwie to kalka z niemieckiego - nawiązanie do faktu, że zwierzęta przywieziono zza morza, z dalekiego Nowego Świata. W rosyjskim (morskaja swinka), węgierskim (tengerimalac) i innych językach środkowoeuropejskich występuje podobny motyw „morskiej” lub „oceanicznej” świni.

Angielska nazwa „guinea pig” pozostaje zagadką etymologiczną. Istnieje kilka teorii, ale żadna nie jest w pełni przekonująca:
Według jednej hipotezy statki przewożące świnki do Europy zatrzymywały się w Gwinei na zachodnim wybrzeżu Afryki, co mogło prowadzić do błędnego przekonania, że zwierzęta stamtąd pochodzą. Problem w tym, że nie ma historycznych dowodów na taki szlak handlowy.

Inna teoria sugeruje, że „Guinea” to zniekształcenie od „Guyana” - regionu w północno-wschodniej Ameryce Południowej. Wymowa obu słów jest podobna, a Europejczycy XVI wieku nie byli zbyt precyzyjni w nazywaniu egzotycznych krain.

Popularna legenda głosiła, że świnka morska kosztowała jedną gwineę - starą angielską monetę o wartości 21 szylingów. Etymologicznie to jednak niemożliwe, ponieważ nazwa „guinea pig” pojawiła się w źródłach pisanych już w latach osiemdziesiątych XVI wieku, a monetę o tej nazwie wprowadzono dopiero w 1663 roku.

Być może „Guinea” było po prostu ogólnym określeniem czegoś egzotycznego i dalekiego - podobnie jak „Indie” w nazwach wielu produktów z Nowego Świata (stąd francuskie cochon d’Inde i hiszpańskie conejillo de Indias - „królik z Indii”).

W hiszpańskim funkcjonuje nazwa conejillo de Indias - „królik z Indii” - co pokazuje, że wcześni Europejczycy nie bardzo wiedzieli, z jakim zwierzęciem mają do czynienia. Świnka? Królik? Mały ssak z jakichś odległych „Indii” (czyli Ameryki)? Chaos nazewniczy odzwierciedla zaskoczenie i zamieszanie, jakie te niezwykłe stworzenia wywołały po przybyciu do Europy.

Trzy fazy udomowienia - rekonstrukcja genetyczna

Współczesne badania genetyczne pozwalają zrekonstruować historię udomowienia świnek morskich z precyzją nieosiągalną dla wcześniejszych pokoleń naukowców. W 2006 roku zespół chilijskiego genetyka Ángela Spotorno opublikował analizę mitochondrialnego DNA świnek morskich ze 118 osobników z sześciu krajów andyjskich, porównując je z dzikimi Cavia tschudii. Wyniki pozwoliły wyodrębnić trzy główne fazy udomowienia.

Faza pierwsza to właściwe udomowienie, które nastąpiło 5000-7000 lat temu w południowym Peru lub północnym Chile. Dzikie kawie z grupy Cavia tschudii zostały oswojone i przekształcone w Cavia porcellus - formę, która nie istnieje już w stanie dzikim i jest całkowicie zależna od człowieka. Obie formy mają identyczną liczbę chromosomów - 64 - ale różnią się strukturą niektórych z nich, co wskazuje na długi okres rozdzielenia.

Ta pierwsza faza przyniosła podstawowe cechy udomowienia: zwiększenie rozmiaru ciała, różnorodność ubarwienia, oswojenie i tolerancję wobec człowieka, zwiększoną płodność. Powstała populacja „kreolska” - tradycyjne andyjskie świnki morskie, hodowane do dziś w wiejskich gospodarstwach od Ekwadoru po Chile.

Faza druga to rozprzestrzenienie udomowionych świnek po całej Ameryce Południowej poprzez prekolumbijskie szlaki handlowe. Około 500 roku naszej ery świnki dotarły na Karaiby - co potwierdzają szczątki archeologiczne z Puerto Rico, Jamajki, Antigui i innych wysp. Co ciekawe, badania DNA wykazały, że karaibskie świnki pochodziły z Peru, a nie z bliższej geograficznie Kolumbii - dowód na istnienie dalekosiężnych sieci wymiany.

Faza trzecia to podwójne wydarzenie współczesne, które nastąpiło już po europejskiej kolonizacji Ameryki. Z jednej strony w Europie rozpoczęła się selekcja hodowlana prowadząca do powstania ras laboratoryjnych i domowych - mniejszych, o różnorodnych kolorach i typach futra, przystosowanych do życia w klatkach. Z drugiej strony w samych Andach kontynuowano selekcję w kierunku ras mięsnych - większych i szybciej rosnących.

Współczesne odmiany peruwiańskie, takie jak Tamborada (wyhodowana na Uniwersytecie San Marcos w Limie) czy ekwadorska Auqui, osiągają wagę ponad 1200 gramów - czterokrotnie więcej niż ich dzicy przodkowie i dwukrotnie więcej niż typowe europejskie świnki domowe. Powstały też rasy pośrednie, jak boliwijska Nativa, łączące cechy kreolskich świnek z ulepszoną wydajnością.

Interesującym odkryciem było to, że europejskie świnki laboratoryjne i domowe są genetycznie bardziej podobne do siebie nawzajem niż do andyjskich ras kreolskich. To sugeruje, że europejska populacja powstała z niewielkiej liczby osobników założycielskich - być może zaledwie kilkunastu - przywiezionych w XVI wieku i od tamtej pory rozwijała się w izolacji od macierzystych populacji andyjskich.

Od laboratorium do popkultury

W XVII wieku świnki morskie wkroczyły na zupełnie nowe terytorium - laboratoria naukowe. Włoscy biolodzy Marcello Malpighi i Carlo Fracassati przeprowadzali na nich sekcje anatomiczne już w drugiej połowie XVII stulecia, badając strukturę narządów wewnętrznych.

Ale prawdziwy przełom nastąpił zimą 1782-1783 roku, gdy Antoine Lavoisier wraz z matematykiem Pierreem-Simonem Laplaceem - przeprowadzili eksperyment, który zmienił nasze rozumienie życia. Lavoisier i Laplace skonstruowali urządzenie zwane kalorymetrem lodowym: świnka morska umieszczona została w komorze otoczonej lodem, który z kolei otaczała warstwa śniegu jako izolator. Przez dziesięć godzin ciepło wydzielane przez oddychające zwierzę topiło lód. Lavoisier i Laplace zebrali wodę z topniejącego lodu i na podstawie jej ilości obliczyli energię cieplną wytwarzaną przez oddychające zwierzę.

Następnie Lavoisier zmierzył ilość tlenu zużywanego przez świnkę i dwutlenku węgla wydychanego. Porównując te wyniki z ciepłem wytwarzanym przy spalaniu węgla drzewnego, doszedł do rewolucyjnego wniosku: oddychanie jest formą spalania. Organizmy żywe - podobnie jak płonąca świeca - zużywają tlen i wytwarzają ciepło. To był narodziny nowoczesnej biochemii i fizjologii metabolizmu.

„Wymiana gazowa w oddychaniu jest spalaniem, podobnym do palenia się świecy” - napisał Lavoisier. Dziś brzmi to banalnie, ale w XVIII wieku było odkryciem zmieniającym paradygmat. Lavoisier nazwał swoje urządzenie „kalorymetrem” - od łacińskiego calor (ciepło) - i termin ten używany jest do dziś.

Pod koniec XIX wieku świnki morskie odegrały kluczową rolę w ustanowieniu teorii zarazków. Louis Pasteur, Émile Roux i Robert Koch wykorzystywali te zwierzęta w swoich badaniach nad chorobami zakaźnymi - gruźlicą, błonicą, wąglikiem. W XX wieku świnki stały się standardowym modelem laboratoryjnym - w szczytowym okresie, w latach sześćdziesiątych, w samych Stanach Zjednoczonych wykorzystywano rocznie około 2,5 miliona osobników.

Angielski frazeologizm „to be a guinea pig” - być królikiem doświadczalnym - wszedł do powszechnego użycia na początku XX wieku. Najwcześniejsze cytaty w Oxford English Dictionary pochodzą z 1913 i 1920 roku. W 1933 roku ukazała się głośna książka „100,000,000 Guinea Pigs: Dangers in Everyday Foods, Drugs, and Cosmetics” autorstwa Arthura Kalleta i Fredericka Schlinka, która spopularyzowała to wyrażenie i przyczyniła się do rozwoju amerykańskiego ruchu ochrony konsumentów. Tytuł nawiązywał do faktu, że zwykli obywatele byli traktowani jak króliki doświadczalne przez producentów niebezpiecznych towarów - książka stała się bestsellerem i doprowadziła do zaostrzenia przepisów dotyczących bezpieczeństwa żywności i leków.

Świnki morskie dotarły nawet w kosmos. 9 marca 1961 roku radziecka kapsuła Korabl-Sputnik 4 (na Zachodzie znana jako Sputnik 9) wyniosła na orbitę okołoziemską pierwszą świnkę morską w historii. Na pokładzie znajdowali się też pies Czernuszka, manekin kosmonauty oraz myszy. Kapsuła wykonała jedno okrążenie Ziemi i wszystkie zwierzęta bezpiecznie wróciły - był to jeden z ostatnich testów przed historycznym lotem Jurija Gagarina zaledwie miesiąc później. Chiny powtórzyły ten wyczyn 5 października 1990 roku, wysyłając biosatelitę FSW-1 No.3 z sześćdziesięcioma roślinami i zwierzętami, w tym świnkami morskimi. Satelita został pomyślnie odzyskany po ośmiu dniach lotu. Tym samym skromny andyjski gryzoń dołączył do elitarnego grona kosmicznych podróżników, obok psów, małp i żółwi.

Dwa światy - paradoks współczesności

Współczesna świnka morska żyje w dwóch zupełnie różnych rzeczywistościach, rozdzielonych nie tyle geografią, co kulturą i percepcją.

W Peru, Ekwadorze i Boliwii cuy pozostaje popularnym źródłem białka - jednym z najważniejszych w diecie ludności wiejskiej. Szacuje się, że rocznie w Peru spożywa się około 65 milionów świnek morskich, a w całym regionie andyjskim konsumpcja przekracza 120 milionów sztuk. Zwierzęta trzymane są w kuchniach lub specjalnych pomieszczeniach zwanych cuyeros, karmione resztkami warzyw, trawą i ziołami. Ich hodowla nie wymaga dużych nakładów - to „mikro-bydło” idealne dla ubogich rodzin, które nie stać na krowy czy świnie.

Peruwiańskie programy rozwojowe promują hodowlę cuy jako sposób na poprawę bezpieczeństwa żywnościowego w biednych regionach Andów. Rząd wspiera badania nad ulepszonymi rasami mięsnymi i szkolenia dla hodowców. W restauracjach turystycznych w Cusco czy Limie pieczone cuy serwowane jest jako kulinarny przysmak - kosztuje od 5 do 15 dolarów za sztukę, co czyni je daniem niemal luksusowym.

Tymczasem w Europie i Ameryce Północnej świnka morska to ukochany pupil, otoczony czułą opieką i karmiony specjalistyczną karmą ze sklepów zoologicznych. Właściciele świnek kupują im designerskie klatki, zabawki edukacyjne, ekologiczne siano i witaminy. Sama myśl o zjedzeniu świnki morskiej wywołuje u większości Europejczyków odruch wstrętu - podobnie jak propozycja zjedzenia psa czy kota.

Skąd ta różnica? Antropolodzy wskazują na kulturowe wyobrażenia o tym, co jest „jedzeniem”, a co „zwierzęciem domowym”. Te kategorie nie są uniwersalne - różnią się między społeczeństwami i zmieniają w czasie. Dla Europejczyków świnka morska od początku - od momentu przybycia w XVI wieku - była egzotyczną ciekawostką, pupilkiem arystokracji, symbolem statusu. Nigdy nie weszła do europejskiej kuchni. Dla Andyjczyków to od tysięcy lat źródło pożywienia, element gospodarstwa domowego tak naturalny jak dla nas kury.

Co ciekawe, w samym Peru postrzeganie cuy zaczyna się zmieniać pod wpływem globalizacji. Wśród miejskiej klasy średniej rośnie popularność świnek morskich jako zwierząt domowych - wpływ zachodnich wzorców kulturowych rozpowszechnianych przez media i internet. Jednocześnie tradycyjne dania z cuy zyskują status kulinarnego dziedzictwa, serwowanego turystom jako autentyczny smak Andów. Ta sama świnka może być pupilkiem w apartamencie w Limie i obiadem w wiejskiej kuchni w górach - granica między jednym a drugim nie jest już tak oczywista jak przed pokoleniem.

Nowy kontynent - świnki podbijają Afrykę

Historia świnki morskiej pisze nowy rozdział - tym razem w Afryce. Od lat osiemdziesiątych XX wieku hodowla świnek na mięso rozprzestrzenia się w kilkunastu krajach Afryki Subsaharyjskiej: Kamerunie, Demokratycznej Republice Konga, Tanzanii, Ghanie, Nigerii, Beninie, Togo, Wybrzeżu Kości Słoniowej, Senegalu, Sierra Leone, Mali i Gwinei Konakry.

Jak świnki trafiły do Afryki? Najprawdopodobniej przywieźli je europejscy misjonarze w okresie kolonialnym - ale dokładna historia pozostaje niejasna. Brigitte Maass, niemiecka badaczka z International Livestock Research Institute, wspomina: „Dokładnie dziesięć lat temu odkryliśmy świnki morskie we wschodnim Kongu. Przez ‘my’ mam oczywiście na myśli Europejczyków. Afrykańczycy od dawna wiedzieli o ich potencjale hodowlanym i handlowym.”

Szacunki populacji afrykańskich świnek są niepewne - większość krajów nie uwzględnia ich w oficjalnych statystykach zwierząt gospodarskich, traktując je jako „nieformalne” lub „tradycyjne” hodowle. Jedynie Tanzania liczy je w narodowym spisie - oficjalnie około 600 000 osobników, choć rzeczywista liczba jest prawdopodobnie znacznie wyższa. Maass szacuje, że w samym Kongu żyje co najmniej 2 miliony świnek, a w Kamerunie i Tanzanii po kilkaset tysięcy. Łączna populacja w Afryce Subsaharyjskiej może sięgać 5 milionów - to wciąż niewiele w porównaniu z 22 milionami w Peru i 15 milionami w Ekwadorze, ale dynamika wzrostu jest imponująca.

Dlaczego świnki morskie sprawdzają się w Afryce? Z tych samych powodów co w Andach: wymagają minimalnych nakładów, nie konkurują z ludźmi o jedzenie (żywią się trawą, chwastami i resztkami kuchennymi), szybko się rozmnażają i dostarczają wysokiej jakości białka. W regionie Iringa w Tanzanii, badania wykazały, że mięso świnek jest drugim najpopularniejszym po wołowinie - na równi z wieprzowiną i drobiem.

Hodowla świnek w Afryce ma też wymiar społeczny - to zajęcie tradycyjnie wykonywane przez kobiety i dzieci, które wykorzystują dochody ze sprzedaży na opłacenie szkoły i potrzeby domowe. Nawóz ze świnek, bogaty w azot i łatwy do transportu, poprawia plony warzyw na przydomowych działkach.

Od 2012 roku organizacje rozwojowe promują wymianę doświadczeń między hodowcami z Afryki i Ameryki Południowej - „współpracę Południe-Południe”. Afrykańscy rolnicy uczą się od peruwiańskich i ekwadorskich specjalistów, jak ulepszać rasy, zapobiegać chorobom i rozwijać łańcuchy dostaw. To fascynujący przykład transferu wiedzy między kontynentami - wiedzy, która sięga tysięcy lat andyjskiej tradycji.

Trzynaście odmian i setki kolorów

Współcześnie organizacje hodowlane - takie jak American Rabbit Breeders Association (ARBA) i American Cavy Breeders Association (ACBA) - uznają trzynaście oficjalnych odmian (zwanych przez hodowców rasami) świnek morskich, różniących się przede wszystkim typem i długością futra. Historia tych ras to w znacznej mierze historia europejskiej i amerykańskiej hodowli selektywnej ostatnich 150 lat.

American (w Polsce zwana „angielską” lub „gładkowłosą”) to najbardziej rozpowszechniona - klasyczna świnka morska, jaką większość ludzi wyobraża sobie, słysząc tę nazwę. Ma krótkie, gładkie futro przylegające do ciała. Jest najpopularniejsza wśród początkujących hodowców ze względu na łatwość pielęgnacji.

Abisyńska (rozetka) wyróżnia się charakterystycznymi rozetami - wirami futra tworzącymi nieregularny wzór przypominający „zły dzień włosów”. Idealna abisynka powinna mieć osiem do dziesięciu symetrycznie rozmieszczonych rozet. Nazwa nie ma nic wspólnego z Abisynią (dzisiejszą Etiopią) - jej pochodzenie pozostaje zagadką. Abisynki słyną z energicznego, ciekawskiego charakteru - hodowcy mówią o „abytude” (połączenie „Abyssinian” i „attitude”).

Peruwiańska to najstarsza odmiana długowłosa, znana w Europie od XIX wieku. Ma długie, jedwabiste włosy rosnące we wszystkich kierunkach, z charakterystycznym „grzywką” opadającą na pyszczek. Futro może osiągać długość nawet 60 centymetrów i wymaga codziennej pielęgnacji. Peruwianki są łagodne i spokojne - cechy konieczne, biorąc pod uwagę godziny spędzane na czesaniu.

Silkie (w Wielkiej Brytanii zwana Sheltie) powstała w Anglii w latach siedemdziesiątych XX wieku z krzyżówki peruwiańskiej i american. Ma długie, gładkie futro spływające do tyłu - bez rozet i bez grzywki. Patrząc z góry, silkie ze swoim futrem tworzy kształt łzy. Wymaga regularnego przycinania, by włosy nie ciągnęły się po podłodze.

Texel to jedna z nowszych odmian, wyhodowana w Anglii w latach osiemdziesiątych z krzyżówki silkie i rex. Łączy długie futro z kręconymi lokami - efekt jest spektakularny, ale wymaga intensywnej pielęgnacji, by sploty nie matowiały.

Teddy przypomina pluszowego misia dzięki gęstemu, sterczącemu futru o charakterystycznej teksturze „brillo pad” (jak druciana gąbka do szorowania). Powstała jako spontaniczna mutacja w latach sześćdziesiątych w USA.

Coronet to połączenie silkie z crested - ma długie futro spływające do tyłu, ale z charakterystyczną rozetą-koroną na czole.

White Crested (biała czubata) wygląda jak american, ale z pojedynczą białą rozetą na czole - jak korona lub diadem.
Istnieją też odmiany rzadsze i regionalne: Lunkarya (ze Szwecji, z długim, szorstkim, kręconym futrem), Sheba (z Australii, krzyżówka abisyńskiej i peruwiańskiej, stworzona przez Wynne Eecen w 1969 roku), Merino (kręcone futro z koroną), Alpaca (krzyżówka texel i peruwiańskiej).

Niemal wszystkie odmiany występują też w wariancie Satin - z futrem o szczególnym połysku dzięki pustym w środku włosom. Niestety, geny odpowiedzialne za satynowy połysk są powiązane z poważnymi problemami zdrowotnymi - osteodystrofią i chorobą Pageta kości. Z tego powodu hodowla tych odmian jest zakazana lub ograniczona w niektórych krajach, m.in. w Szwecji i Finlandii.

Każda z nich występuje w dziesiątkach wariantów kolorystycznych: jednolite (self) w kolorach białym, czarnym, czekoladowym, czerwonym, kremowym, beżowym; dwukolorowe; trikolorowe; łaciate; z charakterystycznymi wzorami jak kot syjamski (biały z ciemnymi znaczeniami na nosie, uszach i łapkach), holenderski (dwukolorowy z wyraźnie zaznaczoną granicą barw), czy dalmatyński (biały z ciemnymi plamkami).

Ta różnorodność to efekt pięciuset lat europejskiej hodowli selektywnej, nakładającej się na tysiące lat andyjskiej domestykacji. Pierwotne dzikie Cavia tschudii miały jednolite szarobrązowe futro - praktyczne kamuflażowe ubarwienie. Wszystkie współczesne warianty kolorystyczne i strukturalne futra to mutacje utrwalone przez hodowców - żywy dowód na plastyczność genetyczną tego gatunku.

Echo andyjskich wyżyn

Każda świnka morska - czy to puszysty pupil w europejskim mieszkaniu, czy laboratoryjny model w instytucie badawczym, czy przyszły obiad w andyjskiej kuchni, czy jedno z milionów zwierząt w afrykańskich wioskach - niesie w sobie dziesięć tysięcy lat historii.

To historia, która zaczęła się wysoko w Andach, gdzie ludzie po raz pierwszy oswoili dzikie gryzonie i wprowadzili je do swoich domostw. Historia, która prowadzi przez tysiące lat andyjskich cywilizacji - od tajemniczych budowniczych świątyni w Kotosh, przez potężne państwo Moche z jego mistrzowską ceramiką, przez imperium Inków z jego masowymi ofiarami, aż po współczesnych curanderos diagnozujących choroby przy pomocy żywych świnek.

To też historia wielkiej podróży - najpierw prekolumbijskimi szlakami handlowymi na Karaiby, potem przez Atlantyk, na pokładach hiszpańskich karaweli, do zupełnie nowego świata. Historia transformacji: z jedzenia w pupila, z andyjskiego gospodarstwa w europejski salon, z rytualnego zwierzęcia w laboratoryjny model. I historia powrotu - do Afryki, gdzie świnki morskie rozpoczynają nowy rozdział swojej relacji z człowiekiem.

To historia nauki - od Lavoisiera mierzącego ciepło oddychającej świnki, przez Pasteura i Kocha odkrywających zarazki, po współczesne laboratoria genetyczne analizujące DNA mumii sprzed tysiąca lat.
I wreszcie to historia paradoksu: zwierzę, które w jednej kulturze jest kochane i pieszczone, w innej jest smażone i jedzone. Zwierzę, które pomogło odkryć tajemnice chorób zakaźnych i metabolizmu. Zwierzę, które dotarło w kosmos.

Gdy wieczorem świnka morska w swojej klatce zaczyna pogwizdywać na widok zbliżającego się opiekuna, echo tego dźwięku sięga przez tysiąclecia - do andyjskich kuchni, gdzie jej przodkowie piszczeli dokładnie tak samo. To ten sam głos, „kui-kui-kui” ta sama relacja między człowiekiem a zwierzęciem, trwająca nieprzerwanie od czasów, gdy pierwsi rolnicy w cieniu Andów postanowili oswoić małego, puszystego gryzonia.

Ta relacja trwa nadal - w Limie i Londynie, w Cusco i Kamerunie, w laboratoriach i dziecięcych pokojach. I będzie trwać, dopóki ludzie i świnki morskie dzielą tę planetę.

Nota

Historia udomowienia świnek morskich opiera się na źródłach archeologicznych, genetycznych i etnograficznych. Niektóre szczegóły - takie jak dokładne daty czy okoliczności poszczególnych wydarzeń - pozostają przedmiotem dyskusji naukowych. Przedstawiliśmy najlepiej udokumentowane i najczęściej potwierdzane informacje, starając się oddać złożoność i fascynujące bogactwo tej historii.

Bibliografia

  1. Gade, D. W. (1967). The Guinea Pig in Andean Folk Culture. Geographical Review, 57(2), 213-224.
  2. Lammers, P. J., Carlson, S. L., Zdorkowski, G. A., & Honeyman, M. S. (2009). Reducing food insecurity in developing countries through meat production: the potential of the guinea pig (Cavia porcellus). Renewable Agriculture and Food Systems, 24(2), 155-162.
  3. Lord, E., Collins, C., deFrance, S., LeFebvre, M. J., Pigière, F., Eeckhout, P., … & Matisoo-Smith, E. (2020). Ancient DNA of Guinea Pigs (Cavia spp.) Indicates a Probable New Center of Domestication and Pathways of Global Distribution. Scientific Reports, 10(1), 8901.
  4. Maass, B. L., Katunga-Musale, D., Chiuri, W. L., Gassner, A., & Peters, M. (2012). Challenges and opportunities for smallholder livestock production in post-conflict South Kivu, eastern DR Congo. Tropical Animal Health and Production, 44(6), 1221-1232.
  5. Morales, E. (1995). The Guinea Pig: Healing, Food, and Ritual in the Andes. University of Arizona Press.
  6. Pigière, F., Van Neer, W., Ansieau, C., & Denis, M. (2012). New archaeozoological evidence for the introduction of the guinea pig to Europe. Journal of Archaeological Science, 39(4), 1020-1024.
  7. Sandweiss, D. H., & Wing, E. S. (1997). Ritual Rodents: The Guinea Pigs of Chincha, Peru. Journal of Field Archaeology, 24(1), 47-58.
  8. Spotorno, A. E., Valladares, J. P., Marín, J. C., & Zeballos, H. (2004). Molecular diversity among domestic guinea-pigs (Cavia porcellus) and their close phylogenetic relationship with the Andean wild species Cavia tschudii. Revista Chilena de Historia Natural, 77, 243-250.
  9. Spotorno, A. E., Manríquez, G., Fernández, A., Marín, J. C., González, F., & Wheeler, J. (2007). Domestication of guinea pigs from a southern Peru-northern Chile wild species and their middle pre-Columbian mummies. W: D. Kelt et al. (red.), The Quintessential Naturalist: Honoring the Life and Legacy of Oliver P. Pearson (s. 367-388). University of California Press.
  10. Spotorno, A. E., Marín, J. C., Manríquez, G., Valladares, J. P., Rico, E., & Rivas, C. (2006). Ancient and modern steps during the domestication of guinea pigs (Cavia porcellus L.). Journal of Zoology, 270(1), 57-62.
  11. Valdez, L. M. (2019). Inka sacrificial guinea pigs from Tambo Viejo, Peru. International Journal of Osteoarchaeology, 29(4), 595-601.
  12. Walker, L. I., Soto, M., & Spotorno, A. (2014). Similarities and differences among the chromosomes of the wild guinea pig Cavia tschudii and the domestic guinea pig Cavia porcellus (Rodentia, Caviidae). Comparative Cytogenetics, 8(2), 153-167.
  13. Wing, E. S. (1986). Domestication of Andean mammals. W: F. Vuilleumier & M. Monasterio (red.), High Altitude Tropical Biogeography (s. 246-264). Oxford University Press.
  14. Gray, T. (1998). A Brief History of Animals in Space. NASA History Office.