Ten tekst nie powstał „bo regulamin”. Powstał, bo po raz kolejny musieliśmy odmówić adopcji chomika z dokładnie tego samego powodu. Klatka 80 × 35 cm. Zamówiona, już stojąca w domu albo „zaraz będzie”. I za każdym razem pojawia się to samo zdziwienie: jak to, przecież to normalna klatka dla chomika.

No właśnie. Normalna - w znaczeniu: powszechnie sprzedawana. A to są dwie zupełnie różne rzeczy.

Chomik nie jest zwierzęciem, które „wystarczy posadzić w klatce”. Problem nie polega na tym, czy da się wcisnąć miskę, kołowrotek i domek. Chodzi o to, jak ta przestrzeń faktycznie działa, kiedy włoży się do niej żywe zwierzę, a nie produkt z opakowania.

Chomik żyje pod ziemią. Kopie, drąży tunele, buduje gniazda w ściółce, a nie na niej. Ale to tylko część obrazu. W naturze jego świat nie jest wąskim paskiem terenu, tylko przestrzenią, w której może się oddalić, wybrać inne miejsce do spania, przenieść zapasy, zmienić trasę. Klatki o takich wymiarach tego nie oferują.

Na papierze wyglądają przyzwoicie. W praktyce zaczyna się walka o każdy centymetr. Jeśli próbujemy nasypać sensowną ilość ściółki, kończy się to zasypanymi miskami, przewróconym wyposażeniem i plastikiem, który nie jest w stanie utrzymać ciężaru podłoża. Jeśli ściółki jest mniej - chomik traci możliwość kopania. Jeśli jest więcej - nie ma już gdzie postawić kołowrotka w odpowiedniej wielkości, miski zaczynają stać byle gdzie, a cała przestrzeń przestaje być funkcjonalna. To nie jest kwestia złej aranżacji. To kwestia zbyt małych wymiarów wyjściowych.

Do tego dochodzi coś, o czym rzadko się mówi: brak możliwości wyboru. W tak wąskiej klatce chomik nie ma gdzie uciec, nie ma stref, nie ma poczucia kontroli nad otoczeniem. Wszystko jest blisko, wszystko jest na wierzchu, wszystko dzieje się w jednym miejscu. Dla zwierzęcia, które z natury unika ekspozycji, to permanentny stres, nawet jeśli opiekun robi wszystko „zgodnie z zaleceniami”.

I wtedy pojawia się chomik, który nie kopie, ale też nie odpoczywa. Kręci się w kółko bez sensu, gryzie kratki, siedzi w jednym miejscu albo reaguje nerwowo na ręce. I wtedy zaczynają się pytania: dlaczego on taki jest?, czy on się w ogóle da oswoić?, czy coś z nim nie tak?

Zwykle odpowiedź jest najprostsza i najmniej wygodna: on po prostu nie ma gdzie normalnie żyć.

Bardzo często słyszymy też: w sklepie mówili, że wystarczy. I pewnie mówili. Sklepy sprzedają klatki, nie długoterminowe skutki ich używania. Przez lata utrwalano obraz chomika jako zwierzęcia „mało wymagającego”, które „nie potrzebuje dużo miejsca”. Tyle że chomiki nie czytają opisów produktów. One reagują na środowisko, w którym żyją.

Adopcja nie polega na tym, żeby sprawdzić, czy zwierzę „dopasuje się” do tego, co już stoi w domu. To nie jest zamówienie z opcją zwrotu. To decyzja o wzięciu odpowiedzialności za istotę, która całkowicie zależy od tego, jakie warunki jej stworzymy. Jeśli jedyną przeszkodą jest za mała klatka, to nie jest drobiazg do przeoczenia. To fundament.

Dlatego mówimy „nie” - zanim ktoś się przywiąże, zanim zwierzę trafi w miejsce, w którym od pierwszego dnia będzie miało za ciasno, za płytko, za byle jak. Nie dlatego, że lubimy odmawiać. Tylko dlatego, że wiemy, jak kończą się takie kompromisy. Zawsze kosztem chomika.

Ten tekst nie jest przeciwko ludziom. Jest przeciwko przekonaniu, że minimum ze sklepowej półki to wystarczająco dużo. Jeśli po jego przeczytaniu choć jedna osoba zrezygnuje z klatki 80 × 35 cm i wybierze coś, w czym da się naprawdę nasypać ściółkę i w której chomik będzie mógł się poruszać - to znaczy, że było warto.

Bo adopcja nie zaczyna się od wyboru zwierzęcia.
Zaczyna się od zrozumienia, że jego potrzeby są ważniejsze niż to, co akurat było pod ręką.