Wśród różnorodnych gatunków gryzoni, koszatniczka pospolita wyróżnia się swoją unikatowością i fascynującą historią. Te niewielkie zwierzęta, pochodzące z odległych Andów, zdobywają serca miłośników zwierząt na całym świecie. Przyjrzyjmy się bliżej tym niezwykłym stworzeniom, ich wymaganiom i potrzebom.
Wygnaniec, który opisał Chile z pamięci
Dwunastego września 1829 roku w Bolonii umierał osiemdziesięciodziewięcioletni starzec. Przez ostatnie dni życia wołał o „świeżą wodę z Kordylierów” - czystą wodę z gór, których nie widział od sześćdziesięciu dwóch lat. Juan Ignacio Molina, chilijski jezuita, historyk, przyrodnik i - jak się okaże - jeden z prekursorów teorii ewolucji, nigdy nie wrócił do ojczyzny.Molina urodził się w 1740 roku w Guaraculén, na farmie w środkowym Chile. Już jako dziecko wykazywał niezwykłą ciekawość przyrody. „Mój charakter od najwcześniejszych lat prowadził mnie do obserwowania natury, a szczególnie zwierząt” - napisze później. W wieku piętnastu lat wstąpił do zakonu jezuitów, gdzie szybko dał się poznać jako błyskotliwy umysł - lingwista, poeta, przyrodnik. Został bibliotekarzem kolegium w Santiago.
A potem nadszedł rok 1767.
Król Hiszpanii Karol III nakazał wydalenie wszystkich jezuitów z imperium. Dwudziestosiedmioletni Molina został wyrwany z ojczyzny i wysłany do Włoch wraz z tysiącami innych zakonników. Osiadł najpierw w Imoli, gdzie przyjął święcenia kapłańskie, a potem w Bolonii, gdzie spędzi resztę życia - sześćdziesiąt dwa lata na wygnaniu.
To właśnie w Bolonii, z tęsknoty za krajem, którego już nie zobaczy, Molina postanowił napisać pierwszą kompleksową historię naturalną Chile. Pracował z pamięci i notatek, które zdołał zabrać w pośpiechu. W 1782 roku ukazało się „Saggio sulla Storia Naturale del Chile” (Rozprawa o historii naturalnej Chile) - dzieło, które na zawsze zmieniło europejskie spojrzenie na przyrodę Ameryki Południowej.
W książce tej Molina opisał dziesiątki gatunków nieznanych europejskiej nauce. Wśród nich był niewielki gryzoń o żółtobrązowym futerku, żyjący na zachodnich zboczach Andów. Molina popełnił błąd - uznał go za rodzaj wiewiórki i nadał mu nazwę Sciurus degus. W 1832 roku angielski zoolog Edward Turner Bennett ustanowił nowy rodzaj Octodon dla chilijskich gryzoni o charakterystycznych ósemkowych zębach. Szesnaście lat później George Robert Waterhouse - ten sam, który w 1839 roku opisał chomika syryjskiego - dokonał rewizji taksonomicznej i ostatecznie potwierdził przynależność koszatniczki Moliny do tego rodzaju, naprawiając pomyłkę wygnańca.
Molina zmarł, nie doczekawszy tej korekty. Nie doczekał też uznania za inną rewolucyjną ideę - w swoich wykładach głosił teorię stopniowej ewolucji gatunków, za co został skarcony przez przełożonych. Czterdzieści cztery lata później Charles Darwin opublikuje „O pochodzeniu gatunków” i wielokrotnie zacytuje chilijskiego jezuitę.
Dwa i pół wieku po pierwszym opisie naukowym koszatniczka (Octodon degus) pomaga naukowcom zrozumieć chorobę Alzheimera, służy jako naturalny model badań nad cukrzycą i zaskakuje badaczy umiejętnością używania narzędzi. To jeden z najbardziej fascynujących gryzoni, jakie możemy trzymać w domu - i jeden z najbardziej wymagających.
Nazwa, która mówi wszystko
Słowo „degu”, którego użył Molina, pochodzi z języka Mapudungun - mowy rdzennej ludności Chile, Mapuche. W ich języku dewü oznacza po prostu „mysz” lub „szczur”, co pokazuje, jak powszechne były te zwierzęta w swoim ojczystym regionie. Dla Mapuche koszatniczka była tak zwyczajna, że nie zasługiwała na osobną nazwę.Nazwa naukowa Octodon, nadana przez Waterhousea, to już inna historia. Pochodzi od greckiego oktṓ (osiem) i odoús (ząb) i odnosi się do kształtu zębów trzonowych, których powierzchnia żująca przypomina cyfrę 8. To drobny szczegół anatomiczny, ale na tyle charakterystyczny, że stał się wizytówką całego rodzaju.
Od chilijskiej wioski do europejskich domów
Historia koszatniczki jako zwierzęcia domowego zaczyna się zaskakująco późno. Podczas gdy chomiki syryjskie podbijały świat już w latach trzydziestych XX wieku, koszatniczki przez dekady pozostawały znane tylko chilijskim rolnikom - którzy zresztą traktowali je raczej jako szkodniki pożerające uprawy niż potencjalnych pupili.Pierwszy europejski import miał charakter czysto naukowy i wynikał z pewnej metabolicznej osobliwości tych gryzoni. W 1964 roku w wiosce Lampa niedaleko Santiago schwytano dwadzieścia koszatniczek i wysłano je do MIT (Massachusetts Institute of Technology), a a w 1970 roku MIT przekazało kolonię Borakerowi na University of Vermont. Naukowców interesowała przede wszystkim niezwykła cecha tych zwierząt: całkowita nietolerancja cukru, która czyniła je idealnym modelem do badań nad cukrzycą. W przeciwieństwie do myszy, które trzeba genetycznie modyfikować, żeby wywoływać u nich zaburzenia metabolizmu glukozy, koszatniczki rozwijają cukrzycę spontanicznie przy najmniejszym nawet nadmiarze cukrów w diecie.
Potomkowie tych dwudziestu osobników trafiło w 1970 roku do National Zoological Park i do University of Vermont. Ale to dopiero początek podróży koszatniczek przez świat.
Trzy lata po ekspedycji do Lampy, w 1967 roku, sześć par opuściło laboratorium w Santiago de Chile i dotarło do Londyńskiego Towarzystwa Zoologicznego. Mniej więcej w tym samym czasie Zoo we Frankfurcie nad Menem nabyło dwanaście osobników od prywatnego właściciela - prawdopodobnie potomków linii amerykańskiej, choć szczegóły tej transakcji pozostają niejasne.
To jednak NRD miała odegrać kluczową rolę w rozprzestrzenieniu koszatniczek po Europie. Między 1975 a 1978 rokiem Tierpark Berlin-Friedrichsfelde sprowadził koszatniczki z Chicago. Zwierzęta rozmnażały się znakomicie i do końca 1981 roku berliński ogród zoologiczny wyhodował już około trzystu osobników. Nadwyżki trafiały do sklepów zoologicznych i prywatnych hodowców, a stamtąd przez sieć amatorów zrzeszonych w ZAG „Kleinsäuger” do Czechosłowacji i dalej na wschód.
W 1975 roku weszła w życie konwencja CITES, która drastycznie ograniczyła eksport dzikich zwierząt z Chile. Jednak pod koniec lat osiemdziesiątych i na początku dziewięćdziesiątych do Niemiec i Holandii trafiły jeszcze ostatnie partie dzikich koszatniczek o nieznanej liczebności. Te świeże geny zmieszały się z potomkami laboratoryjnych linii, dając populację, którą hodujemy do dziś.
Prawdziwy boom popularności nastąpił dopiero w połowie lat dziewięćdziesiątych. I wtedy też pojawiły się pierwsze problemy: niechciane mioty, przepełnione schroniska, porzucone zwierzęta. Sklepy zoologiczne rozpowszechniały mit, że koszatniczki są aktywne tylko w nocy - nieporozumienie wynikające prawdopodobnie stąd, że laboratoryjne zwierzęta, trzymane w sztucznym oświetleniu, faktycznie przestawiły swój zegar biologiczny. W naturze - i w odpowiednich warunkach domowych - koszatniczki są najbardziej aktywne o świcie i zmierzchu, co czyni je znacznie przyjemniejszymi towarzyszami niż nocne chomiki.
Jest pewna ironia w tym, że prawie wszystkie koszatniczki hodowane dziś w Europie i Ameryce Północnej pochodzą od niewielkiej grupy osobników schwytanych w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Ta wąska pula genetyczna ma konsekwencje, o których powiemy później.
Tam, gdzie rosną kolczaste krzewy
Koszatniczki to chilijskie endemity- w naturze nie spotkamy ich nigdzie indziej na świecie. Ich ojczyzna rozciąga się wąskim pasem wzdłuż zachodnich zboczy Andów, między 28 a 35 stopniem szerokości geograficznej południowej, gdzie panuje specyficzny klimat typu śródziemnomorskiego: suche, gorące lata i łagodne, wilgotne zimy.Wbrew temu, co można przeczytać w niektórych źródłach, koszatniczki nie są typowymi mieszkańcami wysokich gór. Ich zasięg ogranicza się do terenów poniżej 1200 metrów nad poziomem morza. Wyżej po prostu nie są w stanie żyć - zbyt niskie ciśnienie parcjalne tlenu przekracza ich możliwości adaptacyjne. To ciekawe ograniczenie dla zwierzęcia kojarzonego z Andami.
Ich naturalnym siedliskiem jest matorral - półsuche zarośla z wiecznie zielonymi, często kolczastymi krzewami. To surowe środowisko ukształtowało wiele cech koszatniczek: ich dietę opartą na suchych, włóknistych roślinach, społeczny tryb życia (w otwartym terenie bezpieczniej żyć w grupie, bo więcej oczu wypatruje drapieżników), i charakterystyczny wzorzec aktywności - poranne i wieczorne żerowanie, które pozwala unikać zarówno nocnych sów, jak i południowego upału.
W naturze koszatniczki rzadko dożywają drugich urodzin. Stanowią ważny element diety wielu drapieżników - od lisów culpeo przez sowy po pustułki. Ta presja ze strony drapieżników wyjaśnia, dlaczego ewolucja wyposażyła je w kilka sprytnych mechanizmów obronnych.
I jeszcze jedna ciekawostka: koszatniczki dzielą swoje systemy nor z zupełnie innym gryzoniem - szczurem szynszylowatym Bennetta (Abrocoma bennettii). Te dwa gatunki zostały zaobserwowane w tych samych komorach podziemnych, co sugeruje jakąś formę mutualizmu - choć naukowcy wciąż nie do końca rozumieją, na czym ta współpraca polega
Gryzoń o ósemkowych zębach
Koszatniczka to zwierzę średniej wielkości - większe od chomika syryjskiego, ale wyraźnie mniejsze od szczura. Dorosły osobnik waży od 170 do 300 gramów, przy czym samce są przeciętnie o około 10% cięższe od samic. Długość ciała bez ogona wynosi 12,5-19,5 centymetra, a wraz z ogonem zwierzę mierzy 25-31 centymetrów.Na pierwszy rzut oka koszatniczka może przypominać dużego myszoskoczka lub małą wiewiórkę - i to właśnie to druga podobieństwo zmyliło jezuitę Molinę ponad dwa wieki temu. Ma zaokrągloną głowę, duże, ciemne oczy, spore uszy pokryte rzadkim, krótkim włosem (nie są więc całkiem łyse, jak czasem można przeczytać) i mocne, przystosowane do kopania łapki.
Naturalne umaszczenie, nazywane agouti, to ciepła żółtobrązowa barwa grzbietu z kremowym podbrzuszem. Charakterystyczne są żółtawe obwódki wokół oczu i jaśniejsza opaska na szyi - cechy, które nadają koszatniczce charakterystyczny, „przyjazny” wyraz pyska.
Ogon zasługuje na osobną uwagę. Jest długi, cienki i zakończony wyraźnym czarnym pędzelkiem sierści - to właśnie ta cecha przyniosła koszatniczce angielską nazwę „trumpet-tailed rat”, szczur z ogonem-trąbką. I tu ważna uwaga dla każdego opiekuna: skóra ogona bardzo łatwo się zsuwa. To mechanizm obronny, który działa podobnie jak u jaszczurek - gdy drapieżnik złapie koszatniczkę za ogon, skóra zostaje mu w pysku, a gryzoń ucieka. Różnica jest taka, że u jaszczurki ogon odrasta; u koszatniczki zostaje obnażona, krwawiąca kość, która ostatecznie odpada. Dlatego nigdy, przenigdy nie wolno chwytać koszatniczki za ogon. Nawet delikatnie. Nawet „tylko na chwilę”.
Jeszcze jedna rzecz niepokoi początkujących opiekunów: pomarańczowe siekacze. U młodych koszatniczek zęby są białe, ale u dorosłych osobników nabierają charakterystycznego, niemal rdzawego koloru. To całkowicie normalne - pomarańczowy odcień powstaje podczas dojrzewania szkliwa i świadczy o prawidłowym metabolizmie mineralnym oraz właściwej diecie. Paradoksalnie, to białe zęby u dorosłej koszatniczki powinny być powodem do wizyty u weterynarza - mogą wskazywać na niedobory żywieniowe, szczególnie nieprawidłowy stosunek wapnia do fosforu w diecie
Pięćdziesiąt odcieni... brązu?
W starszych źródłach można przeczytać, że koszatniczki występują wyłącznie w naturalnym kolorze agouti, „bez żadnych odstępstw od tej reguły”. To informacja nieaktualna - w hodowli domowej od lat funkcjonują różne odmiany barwne, takie jak blue, sand czy pied, wyprowadzone przez europejskich hodowców. W naturze natomiast koszatniczki rzeczywiście występują tylko w kolorze agouti.Pierwsza mutacja barwna - odmiana niebieska, a właściwie srebrzystoszara - pojawiła się w Holandii około 1998 roku i szybko zdobyła popularność wśród hodowców. Od tego czasu genetyka koszatniczek eksplodowała różnorodnością. Dziś znamy odmianę piaskową o ciepłym, glinianym odcieniu, szampana z delikatnym, kremowym połyskiem, jasną kremową, czarną (właściwie bardzo ciemnobrązową), czekoladową i liliową. Pojawiły się też osobniki łaciate - z białymi plamami na różnych tłach kolorystycznych.
Trzeba jednak pamiętać, że każda mutacja barwna to gen recesywny, a wydobycie go wymaga kojarzenia spokrewnionych zwierząt. Historycznie wiązało się to z intensywnym chowem wsobnym i wszystkimi jego konsekwencjami: zmniejszoną odpornością, skróconą długością życia, problemami z płodnością. Odpowiedzialni hodowcy dziś starają się utrzymywać różnorodność genetyczną nawet w liniach kolorowych, ale kupując niezwykłą koszatniczkę w odcieniu szampana czy błękitu, warto zapytać o jej rodowód i upewnić się, że nie jest efektem kilku pokoleń krzyżowania rodzeństwa
Widzieć niewidzialne
Koszatniczki mają doskonały wzrok i słuch, ale ich najbardziej niezwykłą cechą zmysłową jest zdolność widzenia w zakresie ultrafioletu. Ich siatkówka zawiera specjalne czopki wrażliwe na światło UV - promieniowanie, które dla nas jest całkowicie niewidoczne.Po co gryzoniowi taka zdolność? Odpowiedź jest fascynująca i wiąże się z komunikacją społeczną.
Okazuje się, że jaśniejsza sierść na brzuchu koszatniczki silnie odbija promieniowanie ultrafioletowe. Gdy koszatniczka staje na tylnych łapkach - a robi to często, wypatrując drapieżników - jej brzuch „świeci” w UV jak billboard reklamowy, sygnalizując obecność innym osobnikom z grupy.
Ale to nie wszystko. Świeży mocz koszatniczek również intensywnie odbija ultrafiolet. To oznacza, że koszatniczki dosłownie widzą znaki zapachowe pozostawione przez inne osobniki. Dla nas teren wygląda jak zwykła trawa i ziemia; dla koszatniczki to mapa fluorescencyjnych znaczników mówiących, kto tędy przechodził, kiedy, i prawdopodobnie w jakim był stanie. To niezwykłe połączenie komunikacji chemicznej i wizualnej, które dopiero zaczynamy rozumieć.
Piętnaście sposobów na rozmowę
Koszatniczki należą do najbardziej wokalnych gryzoni świata. Badania naukowe zidentyfikowały u nich aż piętnaście różnych typów dźwięków - od cichych pomruków wyrażających zadowolenie, przez wysokie świergoty powitalne, po przenikliwe piski alarmowe ostrzegające grupę przed drapieżnikiem.Większość tych wokalizacji mieści się w zakresie słyszalnym dla człowieka, co czyni koszatniczki wyjątkowo „rozmownymi” towarzyszami. Opiekun szybko uczy się rozpoznawać podstawowy repertuar: radosne ćwierkanie na widok ulubionych przysmaków, zirytowane pomrukiwanie, gdy ktoś narusza przestrzeń osobistą, alarmujący pisk na widok (wyimaginowanego) zagrożenia za oknem.
Ta bogata komunikacja głosowa nie jest jednak tylko ciekawostką dla właścicieli. Odgrywa kluczową rolę w rozwoju neurologicznym młodych.
Badania wykazały, że młode koszatniczki rozdzielone od matki we wczesnym życiu i pozbawione kontaktu z jej głosem rozwijają poważne zaburzenia behawioralne i neurologiczne - zwiększoną impulsywność, problemy z uwagą, zaburzone reakcje na stres. Profil tych zmian przypomina ADHD u ludzi na tyle, że koszatniczki stały się modelem do badania tego zaburzenia. To kolejny przykład na to, jak głęboko społeczne są te zwierzęta - nawet ich mózg rozwija się prawidłowo tylko w obecności grupy.
Kopacze, niańki i spółdzielcy
Koszatniczki to zwierzęta głęboko społeczne - nie w tym powierzchownym sensie, że „lubią towarzystwo”, ale na poziomie fundamentalnym, biologicznym. W naturze żyją w grupach składających się zazwyczaj z dwóch do pięciu samic i jednego lub dwóch samców, dzieląc wspólny system nor i terytorium.Ich współpraca jest imponująca. Podczas kopania nor tworzą tzw. łańcuchy - kilka osobników pracuje w linii, każde przesuwając ziemię do następnego, które z kolei podaje ją dalej. Dzięki tej koordynacji budują większe i bardziej skomplikowane systemy tuneli, niż mogłoby stworzyć pojedyncze zwierzę. Podczas pracy zamieniają się rolami i komunikują wokalizacją, koordynując wysiłek jak brygada górnicza.
Jeszcze ciekawsze jest wychowywanie młodych. Samice z tej samej grupy gniazdują wspólnie i karmią nawzajem swoje potomstwo - zjawisko znane jako allomacierzyństwo. Młoda koszatniczka może być karmiona przez kilka różnych samic. Choć młode uczą się rozpoznawać głos matki, a matki potrafią odróżnić głos własnych młodych - przy karmieniu żadna ze stron nie robi z tego użytku. Samice karmią wszystkie młode w gnieździe bez względu na pokrewieństwo. W świecie koszatniczek macierzyństwo to sprawa wspólnotowa.pokrewieństwa. W świecie koszatniczek macierzyństwo to sprawa wspólnotowa.
Nawet samce, nietypowo jak na gryzonie, uczestniczą w opiece nad potomstwem. Ogrzewają młode swoim ciałem, pilnują gniazda pod nieobecność samic, a niektóre obserwacje sugerują, że mogą nawet pomagać w pielęgnacji futra młodych.
Ta społeczna natura ma konsekwencje dla hodowli domowej, których nie można zignorować: koszatniczka trzymana samotnie cierpi. To nie jest kwestia preferencji czy „charakteru danego osobnika”. Samotność dla koszatniczki to chroniczny stres, który prowadzi do zaburzeń behawioralnych (stereotypie, nadmierna lękliwość lub agresja), problemów zdrowotnych i skrócenia życia. Koszatniczki powinny żyć minimum w parach, a najlepiej w większych grupach - z zachowaniem odpowiednich proporcji płci i przestrzeni.
Młode, które rodzą się gotowe do życia
Ciąża u koszatniczek trwa około dziewięćdziesięciu dni - wyjątkowo długo jak na gryzonia tej wielkości. Dla porównania: chomik syryjski nosi młode zaledwie szesnaście dni, mysz domowa około dwudziestu. Ale ta długa ciąża ma swój cel.Młode koszatniczki rodzą się jako zagniazdowniki, czyli niezwykle rozwinięte jak na standardy gryzoni. Przychodzą na świat w pełni owłosione, z otwartymi oczami, z funkcjonującymi zmysłami słuchu i wzroku, z wyrżniętymi zębami. W ciągu kilku godzin od narodzin potrafią samodzielnie się poruszać i eksplorować najbliższe otoczenie. To ogromna różnica w porównaniu z noworodkami chomików czy myszy - nagimi, ślepymi, całkowicie bezradnymi.
Miot liczy średnio pięć do sześciu młodych, choć zdarzają się zarówno pojedyncze potomstwo, jak i mioty liczące nawet dwanaście osobników. Mimo zagniazdownictwa młode przez kilka pierwszych tygodni pozostają zależne od mleka matki (lub „ciotek” z grupy). Odsadzenie następuje w czwartym do piątego tygodnia życia, a dojrzałość płciową zwierzęta osiągają między dwunastym a szesnastym tygodniem.
Dla hodowców ważna informacja: samica może wejść w ruję już kilka godzin po porodzie, co grozi natychmiastową kolejną ciążą. Dlatego samca należy odseparować pod koniec ciąży, jeśli nie planujemy kolejnego miotu. Ciąża za ciążą wyniszcza organizm samicy i prowadzi do problemów zdrowotnych.
Odpowiedzialna hodowla wymaga też cierpliwości - samice nie powinny być rozmnażane przed osiągnięciem masy minimum 220 gramów ani po ukończeniu pięciu lat, gdy ryzyko komplikacji znacząco wzrasta.
Dieta diabetyka
Dieta koszatniczek to temat tak obszerny i tak ważny, że zasługuje na osobny artykuł - Żywienie koszatniczek. Tutaj wspomnimy tylko o jednej kwestii, absolutnie fundamentalnej, która może zadecydować o zdrowiu i życiu Twojego zwierzęcia.Koszatniczki mają zmienioną strukturę insuliny - hormonu regulującego poziom glukozy we krwi. Ta mutacja powstała prawdopodobnie dlatego, że w ich naturalnym środowisku wolne cukry praktycznie nie występują. Przez tysiące lat ewolucji ich organizm nie musiał radzić sobie z nadmiarem glukozy, więc mechanizmy jej przetwarzania uległy redukcji.
Konsekwencja jest taka, że koszatniczki są ekstremalnie podatne na cukrzycę. Regularne podawanie pokarmów zawierających cukier - owoców, rodzynek, miodu, karmy z dodatkiem melasy - szybko prowadzi do rozwoju choroby. A jednym z pierwszych objawów cukrzycy u koszatniczek jest zaćma: soczewki oka mętnieją, zwierzę traci wzrok.
To nie jest kwestia „może się zdarzyć przy pechowym zbiegu okoliczności”. Przy niewłaściwej diecie cukrzyca to niemal pewność. Dlatego podstawą żywienia muszą być siano dostępne bez ograniczeń oraz odpowiedni granulat (koniecznie sprawdź skład - wiele karm „dla gryzoni” zawiera cukry). Szczegóły znajdziesz w osobnym artykule.
Dom dla towarzystwa
Koszatniczki potrzebują przestrzeni - i to dużej. Minimum dla pary to klatka o wymiarach 80×50×100 centymetrów, ale większa będzie zawsze lepsza. Jako zwierzęta aktywne i ruchliwe koszatniczki wykorzystują każdy centymetr dostępnej powierzchni, wspinając się, skacząc i eksplorując.Klatka musi być metalowa. Plastikowe elementy zostaną przegryzione w ciągu kilku dni - koszatniczki mają potężne siekacze, które rosną przez całe życie i wymagają ciągłego ścierania. Z tego samego powodu wyposażenie (domki, mostki, półki) powinno być głównie drewniane lub wykonane z naturalnych materiałów.
Platformy i półki warto wyłożyć matami z trawy lub płytkami ceramicznymi. Metalowa siatka pod łapkami może prowadzić do urazów i stanów zapalnych.
Niezbędny jest kołowrotek o średnicy minimum trzydziestu centymetrów - mniejszy zmusza zwierzę do nienaturalnego wyginania kręgosłupa i prowadzi do problemów ortopedycznych. Powierzchnia do biegania musi być pełna, nie szczeblowa i bez efektu nożyc..
Koszatniczki, podobnie jak szynszyle, potrzebują regularnych kąpieli w specjalnym pyle (nie piasku!), który wchłania nadmiar tłuszczu z sierści i utrzymuje ją w dobrej kondycji. Kuwetka z pyłem powinna być dostępna codziennie przez co najmniej piętnaście do trzydziestu minut.
Temperatura w pomieszczeniu powinna wynosić 18-22 stopnie Celsjusza. Koszatniczki źle znoszą upały - temperatura powyżej 25 stopni może być dla nich niebezpieczna i prowadzić do udaru cieplnego.
Jest też dobra wiadomość. W przeciwieństwie do chomików, które budzą się do życia, gdy my idziemy spać, koszatniczki są zmierzchowe - najbardziej aktywne rano i wieczorem. Przy odpowiednim rytmie dnia domowników mogą dostosować się do ludzkiego rozkładu zajęć, co czyni je znacznie przyjemniejszymi towarzyszami dla osób, które nie chcą słyszeć kołowrotka o trzeciej w nocy.
Osiem lat z przyjacielem
W warunkach domowych koszatniczki żyją średnio pięć do ośmiu lat, choć przy doskonałej opiece zdarzają się osobniki dożywające nawet trzynastu lat. To znacznie dłużej niż w naturze, gdzie średnia to zaledwie rok do dwóch - presja drapieżników jest bezlitosna.Najczęstsze problemy zdrowotne to wspomniana już cukrzyca i związana z nią zaćma, problemy dentystyczne (zęby rosną przez całe życie i wymagają odpowiedniego ścierania - stąd znaczenie diety bogatej w siano i twardych, drewnianych zabawek do gryzienia) oraz łysienie, które dotyka około jednej trzeciej koszatniczek w hodowli i którego przyczyny nie są do końca poznane.
Warto też pamiętać o genetycznej spuściźnie wąskiej puli założycielskiej. Prawie wszystkie koszatniczki hodowane dziś w Europie pochodzą od kilkudziesięciu osobników sprowadzonych w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Wieloletni chów wsobny, szczególnie intensywny przy selekcji na mutacje barwne, może prowadzić do skrócenia życia i zwiększonej podatności na choroby. Kupując koszatniczkę, warto szukać hodowców świadomych tego problemu i aktywnie dbających o różnorodność genetyczną swoich zwierząt.
Gryzoń, który uczy nas o nas samych
Na koniec rzecz, która czyni koszatniczki naprawdę wyjątkowymi wśród gryzoni domowych - ich znaczenie dla nauki.Ze względu na podatność na cukrzycę koszatniczki od lat sześćdziesiątych służą do badań nad tą chorobą. W przeciwieństwie do myszy, które trzeba genetycznie modyfikować, koszatniczki rozwijają cukrzycę spontanicznie przy nadmiarze cukrów w diecie, co czyni je bezcennym narzędziem do badania mechanizmów choroby i testowania potencjalnych terapii.
Ale to dopiero początek.
Koszatniczka to jeden z niewielu dzikich gryzoni, u których stwierdzono spontanicznie występujące markery neurodegeneracyjne podobne do tych w chorobie Alzheimera u ludzi. U części starszych osobników - szczególnie tych wykazujących zaburzenia poznawcze - rozwijają się w mózgu agregaty białka beta-amyloidu i ufosforylowane białko tau, te same zmiany, które obserwujemy w mózgach pacjentów z Alzheimerem. Kluczową rolę odgrywa wysoka (97,5%) homologia sekwencji Aβ koszatniczki z ludzką - u myszy i szczurów ta sekwencja różni się w trzech pozycjach, co uniemożliwia spontaniczne tworzenie płytek amyloidowych. Wcześniej badanie tych procesów wymagało tworzenia skomplikowanych modeli transgenicznych myszy. Koszatniczka robi to sama, po prostu się starzejąc - choć nie u wszystkich osobników i nie w każdych warunkach hodowlanych.
Jako jeden z nielicznych gryzoni aktywnych w dzień, koszatniczki służą też do badań rytmów dobowych. Ich aktywność przypomina ludzką znacznie bardziej niż , co czyni je lepszym modelem do badania zaburzeń snu i ich wpływu na zdrowie.
Grabki, które zmieniły naukę
W marcu 2008 roku japońskie gazety obiegł sensacyjny nagłówek: „Gryzonie zdobywają jedzenie grabiami”. Doniesienia trafiły do New York Timesa, Scientific American i agencji prasowych na całym świecie. Co takiego zrobiły małe chilijskie gryzonie, że zasłużyły na światową uwagę?Historia zaczyna się prozaicznie. W RIKEN Brain Science Institute w Wako pod Tokio profesor Kazuo Okanoya prowadził badania nad ewolucją języka. Koszatniczki wydawały mu się idealnym modelem - ich bogate wokalizacje (piętnascie typów dźwięków!) przysporzyły im przydomek „śpiewających gryzoni”. Okanoya trzymał w laboratorium grupę koszatniczek i szybko zauważył coś jeszcze: te zwierzęta były niezwykle ciekawe świata, zręczne i miały doskonałą koordynację łapa-oko.
Jego kolega, profesor Atsushi Iriki, specjalizował się w badaniach nad używaniem narzędzi przez naczelne. Wcześniej udowodnił, że makaki japońskie - które w naturze praktycznie nie używają narzędzi - można tego nauczyć, i że nauka zmienia strukturę ich mózgu. Szukał teraz modelu łatwiejszego do badań, mniejszego i tańszego niż małpy. Dlaczego wybrał koszatniczki? „Bo były pod ręką” - odpowiedział z uśmiechem w wywiadzie.
Eksperyment był prosty w założeniu. Sześć dorosłych koszatniczek umieszczono przed przezroczystą barierką z szczelinami na tyle szerokimi, by zmieściła się łapka gryzonia. Po drugiej stronie leżały obrane nasiona słonecznika - poza zasięgiem łap. Obok nasion położono miniaturowe grabki w kształcie litery T.
Trening postępował stopniowo, przez cztery poziomy trudności. Na początku nasiona leżały tuż za główką grabek - wystarczyło chwycić rączkę i pociągnąć. Potem zwiększano odległość. Na trzecim poziomie nasiona umieszczano z boku grabek, więc zwierzę musiało najpierw przesunąć narzędzie w bok, a potem pociągnąć. Na najtrudniejszym, czwartym poziomie nasiona leżały za grabkami - koszatniczka musiała najpierw odepchnąć narzędzie od siebie, przesunąć w bok za nasiona, a dopiero potem przyciągnąć całość.
Po średnio pięćdziesięciu siedmiu dniach treningu wszystkie sześć koszatniczek opanowało zadanie, osiągając ponad 75% skuteczności niezależnie od tego, gdzie położono nasiona i grabki. Ale najciekawsze było to, jak to robiły.
Na początku ruchy były niezgrabne, chaotyczne. Koszatniczki wpatrywały się w narzędzie, próbując różnych ruchów metodą prób i błędów. Pod koniec treningu ich ruchy stały się płynne, eleganckie, niemal automatyczne. Co więcej - zwierzęta przestały patrzeć na grabki. Ich wzrok skupiał się na nasionach, podczas gdy łapki wykonywały precyzyjne ruchy narzędziem. Grabki stały się intuicyjnym przedłużeniem ich ciała.
Ale badacze poszli dalej. Chcieli wiedzieć, czy koszatniczki naprawdę rozumieją, jak działa narzędzie, czy tylko wyuczyły się sekwencji ruchów. Przeprowadzili serię testów. Podawali grabki różnych rozmiarów, kolorów i kształtów - koszatniczki bez wahania używały każdych. Ale gdy podano grabki z podniesionym, niefunkcjonalnym ostrzem (które nie mogło przesunąć nasion), zwierzęta je odrzucały.
To był przełom. Koszatniczki nie tylko nauczyły się używać konkretnego narzędzia - zrozumiały zasadę jego działania. Potrafiły ocenić, czy nieznane narzędzie będzie funkcjonalne, na podstawie jego wyglądu.
„Nieoczekiwanie okazało się, że koszatniczki mają zręczne łapki do interakcji ze światem zewnętrznym i wysoce funkcjonalne oczy do weryfikowania wyników swoich działań” - powiedział Iriki. „To cecha charakterystyczna dla inteligentnych naczelnych”.
Wcześniej używanie narzędzi udokumentowano tylko u małp człekokształtnych (szympansy, orangutany), niektórych małp (kapucynki), krukowatych i nielicznych innych ptaków. Koszatniczka była pierwszym gryzoniem - i jednym z nielicznych ssaków poza naczelnymi - u którego wykazano tę zdolność.
Dalsze badania zespołu RIKEN przyniosły kolejne odkrycia. Okazało się, że nauka używania narzędzi dosłownie zmienia mózg koszatniczek. W zakręcie zębatym hipokampa - strukturze odpowiedzialnej za pamięć przestrzenną i uczenie się - znacząco wzrastała neurogeneza, czyli powstawanie nowych neuronów. Co ciekawe, zwykłe uczenie się labiryntu takiego efektu nie dawało. Coś w używaniu narzędzi stawiało przed mózgiem wyjątkowe wymagania, które stymulowały tworzenie nowych połączeń.
A to nie koniec. Już w 2004 roku, przed eksperymentem z grabkami, ten sam zespół zaobserwował u koszatniczek coś jeszcze bardziej zaskakującego - i tym razem całkowicie spontanicznego. Bez żadnego treningu, bez nagrody, bez zachęty ze strony badaczy, koszatniczki zaczęły układać pojemniki według wielkości: większe na dole, mniejsze na górze, jak rosyjskie matrioszki. Naukowcy nazwali to zachowanie „chińskimi pudełkami”. Było to pierwsze udokumentowane spontaniczne sortowanie przedmiotów według wielkości u zwierzęcia spoza naczelnych i ptaków.
„Nasz wynik sugeruje, że używanie narzędzi nie jest specjalną zdolnością wynikającą z wyższej inteligencji, ale specyficzną kombinacją bardziej ogólnych zdolności poznawczych” - podsumowali badacze. Innymi słowy: być może używanie narzędzi nie wymaga „geniuszu”, lecz odpowiedniego zestawu cech - zręcznych kończyn, dobrej koordynacji wzrokowo-ruchowej, ciekawości i umiejętności uczenia się. Koszatniczka, która ewoluowała w zupełnie innych warunkach niż naczelne, przypadkiem posiada ten zestaw.
Dla Irikiego to dopiero początek. „Chcemy zbadać związek między używaniem narzędzi a głosem” - mówił. „Myślimy, że miejsce, gdzie te dwie aktywności nakładają się w mózgu, może być prekursorem obszarów odpowiedzialnych za produkcję języka u ludzi. Badania nad używaniem narzędzi mogą prowadzić do zrozumienia pochodzenia mowy”.
Mały gryzoń z chilijskich zarośli, trzymany początkowo „bo był pod ręką”, okazał się oknem na jedne z najgłębszych pytań o naturę inteligencji.
Czy koszatniczka jest dla Ciebie?
Koszatniczka to zwierzę wymagające. Potrzebuje towarzystwa własnego gatunku - absolutnie nie można jej trzymać samotnie. Wymaga specjalistycznej, całkowicie bezcukrowej diety. Źle znosi upały. Potrzebuje dużo przestrzeni. Nie jest dobrym wyborem dla małych dzieci, które chciałyby „przytulankowego” pupila - koszatniczki są raczej towarzyszami do obserwacji niż do ciągłego głaskania.Ale dla tych, którzy są gotowi sprostać tym wymaganiom, koszatniczka oferuje coś wyjątkowego. Inteligentnego, społecznego towarzysza, który nawiąże z opiekunem prawdziwą więź. Zwierzę, które będzie z Tobą „rozmawiać” bogatym repertuarem dźwięków, fascynować złożonym życiem społecznym swojej grupy, zaskakiwać sprytem i umiejętnością rozwiązywania problemów. I to przez wiele lat - przy dobrej opiece nawet dekadę.
Jest też coś poruszającego w świadomości, że mały gryzoń siedzący na Twojej dłoni reprezentuje gatunek, który pomógł naukowcom zrozumieć cukrzycę, zbliżyć się do tajemnicy Alzheimera i podważyć ludzką wyjątkowość w używaniu narzędzi. Koszatniczka to nie tylko pupil. To żywe połączenie z suchych zboczy Andów, z historią nauki i z ciągłym zdumieniem, jakie budzi w nas przyroda.
Bibliografia
- Ardiles, A.O., Tapia-Rojas, C., Palacios, A.G., i in. (2012). Octodon degus: A natural model of age-related Alzheimers disease-like markers. Neurobiology of Aging, 33(9), 1566-1573.
- Ebensperger, L.A., Bozinovic, F. (2000). Energetics and burrowing behaviour in the semifossorial degu Octodon degus. Journal of Zoology, 252, 179-186.
- Ebensperger, L.A., Hurtado, M.J., Soto-Gamboa, M., i in. (2004). Communal nesting and kinship in degus (Octodon degus). Naturwissenschaften, 91, 391-395.
- Jekl, V., Hauptman, K., Knotek, Z. (2011). Diseases in pet degus: A retrospective study in 300 animals. Journal of Small Animal Practice, 52, 107-112.
- Lee, T.M. (2004). Octodon degus: A diurnal, social, and long-lived rodent. ILAR Journal, 45(1), 14-24.
- Long, C.V. (2007). Vocalisations of the degu Octodon degus, a social caviomorph rodent. Bioacoustics, 16(3), 223-244.
- Nishi, M., Steiner, D.F. (1990). Cloning of complementary DNAs encoding islet amyloid polypeptide, insulin, and glucagon precursors from a New World rodent, the degu, Octodon degus. Molecular Endocrinology, 4, 1192-1198.
- Okanoya, K., Tokimoto, N., Kumazawa, N., i in. (2008). Tool-use training in a species of rodent: The emergence of an optimal motor strategy and functional understanding. PLoS ONE, 3(3), e1860.
- Tokimoto, N., Okanoya, K. (2004). Spontaneous construction of „Chinese boxes” by degus (Octodon degus): A rudiment of recursive intelligence? Japanese Psychological Research, 46(3), 255-261.
- Kumazawa-Manita, N., Hama, H., Miyawaki, A., Bhattacharjee, S., Iriki, A. (2013). Tool use specific adult neurogenesis and synaptogenesis in rodent (Octodon degus) hippocampus. PLoS ONE, 8(3), e58760.
- Palacios, A.G., Lee, T.M. (2013). Husbandry and colony management of Octodon degus. Cold Spring Harbor Protocols, 2013(3).
- Sporon, A., Mettler, M. (2002). Der Degu. NTV, Münster.
- Woods, C.A., Boraker, D.K. (1975). Octodon degus. Mammalian Species, 67, 1-5.






0 komentarzy
Brak komentarzy
Masz coś do powiedzenia? W artykule jest błąd?
Zostaw komentarz
Twój głos naprawdę ma znaczenie.