Grupy hodowców gryzoni i królików pełne są ofert siana sprzedawanego jako „prosto od rolnika”, „z ekologicznej łąki” czy „naturalne, bez chemii”. Sprzedawcy reklamują się na OLX, Allegro, w grupach na Facebooku. Cena jest kusząca, opinie entuzjastyczne, a argumentacja prosta: po co przepłacać, skoro rolnik ma to samo siano, tylko taniej? Tyle że to nie jest to samo siano. A różnica nie leży w gatunkach traw.

Mechanizm polecajki

Zanim przejdziemy do biologii, warto zrozumieć, jak w ogóle te oferty zdobywają tak wielu zwolenników. Mechanizm jest prosty i powtarza się na każdej grupie hodowlanej: ktoś kupuje siano od przypadkowego sprzedawcy, zwierzęta je jedzą chętnie, więc zadowolony opiekun pisze entuzjastyczny post. Inni komentują „też biorę, polecam!”, dołączają zdjęcia pełnych paśników, a algorytm Facebooka podbija post, bo ma dużo interakcji. Kolejne osoby kupują, piszą swoje rekomendacje, i tak kręci się koło.

Problem polega na tym, że „mój królik to chętnie je” to nie jest ocena bezpieczeństwa. Smakowitość i bezpieczeństwo to dwie zupełnie różne rzeczy. Siano skażone mykotoksynami, zarażone oocystami kokcydiów czy zawierające roztocza magazynowe może wyglądać pięknie, pachnieć normalnie i być chętnie zjadane. Skutki mogą pojawić się po tygodniach albo miesiącach - a wtedy nikt nie kojarzy ich z sianem kupionym trzy miesiące wcześniej na grupie. Nikt nie wraca do tamtego posta, żeby napisać „mój królik zachorował na kokcydiozę”. A nawet gdyby napisał, post z jedną reklamacją tonie w morzu entuzjastycznych polecajek.

Co ciekawe, sami kupujący często dostarczają najlepszy dowód na brak kontroli jakości - tylko go nie rozpoznają. „Sianko zazwyczaj jest super, raz mi się trafiła gorsza partia, ale ogólnie polecam” - to zdanie, które regularnie pojawia się w komentarzach, jest dokładnym opisem produktu bez kontroli jakości. Słowo „zazwyczaj” oznacza, że nie ma gwarancji. „Raz mi się trafiło” oznacza, że zdarzają się partie, które nie spełniają żadnych standardów. A „ogólnie polecam” oznacza, że kupujący akceptuje tę loterię jako normę. Tymczasem u sprawdzonego producenta nie powinno być „gorszych partii” - bo każda partia przechodzi te same procedury kontroli. Jeśli coś jest nie tak, partia nie trafia do sprzedaży. U sprzedawcy ze stodoły nie ma żadnego mechanizmu, który odfiltruje złą partię od dobrej. Jedynym filtrem jest Twoje zwierzę.

Działa tu klasyczny błąd poznawczy - efekt przetrwania (survivorship bias). Widzisz wyłącznie ludzi, którym się poszczęściło. Nie widzisz tych, którym nie poszczęściło, bo oni albo nie łączą choroby z sianem, albo po prostu nie piszą o tym publicznie.

Czego nie wiesz, kupując od nieznajomego

Producenci siana dla zwierząt towarzyszących - ci rzetelni - inwestują w kontrolę jakości na kilku poziomach: od doboru łąk, przez warunki suszenia i belowania, po magazynowanie w zabezpieczonych pomieszczeniach z kontrolą wilgotności i ochroną przed szkodnikami. To nie fanaberia, tylko konieczność wynikająca z tego, co wiemy o biologii zanieczyszczeń siana.

Kupując siano od przypadkowego sprzedawcy z internetu, nie wiesz praktycznie nic. Nie wiesz, z jakiej łąki pochodzi, kiedy i jak zostało zebrane, w jakiej wilgotności było belowane, gdzie i jak długo leżało przed wysyłką. Nie wiesz, czy stodoła, w której je przechowywano, jest szczelna, czy raczej stanowi otwarty bufet dla myszy polnych, gołębi i owadów. Jedyne co wiesz, to że sprzedawca mówi, że siano jest dobre. A smakowitość i ładny kolor to nie są parametry bezpieczeństwa.

Jak pisaliśmy w artykule Jakie siano jest najlepsze - nie ma jednej idealnej marki, a każda partia siana jest inna, bo to produkt naturalny. Ale między „partia od partii trochę inna” a „partia niewiadomego pochodzenia z niekontrolowanych warunków” jest przepaść.

Wilgotność: punkt wyjścia dla wszystkich problemów

Większość zagrożeń związanych z sianem ma wspólny mianownik - wilgotność. Siano belowane przy zbyt wysokiej wilgotności staje się środowiskiem sprzyjającym rozwojowi grzybów pleśniowych; ryzyko wyraźnie rośnie już w okolicach 15-17% (zależnie od typu i wielkości beli), a przy >20% zaczyna się realny „tryb problemów” [1]. To nie jest kwestia estetyki ani zapachu - grzyby z rodzajów Aspergillus, Fusarium i Penicillium mogą produkować mykotoksyny, wtórne metabolity o udowodnionej toksyczności dla ssaków, w tym dla królików i gryzoni [2].

Badania włoskie na sianie dla krów mlecznych wykazały, że próbki o wilgotności 15-19% miały istotnie wyższą zawartość aflatoksyny B1 niż siano suche [1] - a choć to inny „rynek” niż siano dla zwierząt towarzyszących, mechanizm wilgoć → grzyby → mykotoksyny jest dokładnie ten sam. Wprawdzie w tym badaniu żadna z próbek nie przekroczyła unijnych norm dopuszczalnych, ale to były próbki z kontrolowanych gospodarstw mlecznych - nie ze stodół przypadkowych sprzedawców, gdzie nikt nie mierzy wilgotności, nie kontroluje wentylacji i nie ma pojęcia, kiedy zaczyna się rozwój pleśni.

U królików mykotoksykozy przebiegają zwykle subklinicznie, co paradoksalnie czyni je bardziej niebezpiecznymi - bo trudniej je wykryć na czas. Objawy mogą obejmować stopniową utratę masy ciała, przewlekłe zaburzenia żołądkowo-jelitowe, pogorszenie rozrodu i zwiększoną podatność na infekcje bakteryjne i pasożytnicze [2]. Przy jednoczesnej ekspozycji na kilka mykotoksyn naraz - co w warunkach naturalnych jest regułą, nie wyjątkiem - efekty toksyczne mogą się sumować lub wzmacniać wzajemnie w mechanizmie synergii [3]. Innymi słowy: nawet jeśli stężenie każdej mykotoksyny z osobna jest poniżej progu toksyczności, ich łączne działanie może już przekraczać granicę bezpieczeństwa.

A co z gryzoniami? Świnki morskie, szynszyle, koszatniczki i chomiki są jeszcze mniejsze od królików, mają szybszy metabolizm i proporcjonalnie mniejszą masę ciała, na którą rozkłada się dawka toksyn. Brak badań nie oznacza braku ryzyka - oznacza brak danych, co jest gorsze, bo nie wiemy nawet, gdzie leży próg bezpieczeństwa.

Wilgotność to także „tryb turbo” dla roztoczy magazynowych. Gatunki takie jak Acarus siro, Tyrophagus putrescentiae czy Lepidoglyphus destructor rozmnażają się optymalnie przy wilgotności powietrza 75-85% i temperaturze 20-30°C [4]. W optymalnych warunkach (ciepło i wysoka wilgotność) populacje roztoczy magazynowych potrafią rosnąć bardzo szybko, w krótkim czasie osiągając liczebności, których nie da się „wytłumaczyć” przypadkiem ani pojedynczym zanieczyszczeniem [4]. Ich odchody i fragmenty ciał zawierają silne alergeny, które mogą wywoływać reakcje nadwrażliwości - od przewlekłego świądu i zmian skórnych po nawracające problemy w obrębie uszu, szczególnie przy długotrwałej ekspozycji [4]. U ludzi te same roztocza są ważnym czynnikiem alergizującym w środowiskach zawodowych (rolnictwo, magazyny, młyny) - a w grupach silnie narażonych wielokrotnie opisywano istotną częstość sensytyzacji/uczulenia na roztocza magazynowe [5]. Więcej o roztoczach i innych pasożytach piszemy szczegółowo w artykule Pasożyty przenoszone z sianem.

Stodoła to nie magazyn

Siano przechowywane w typowej stodole nie jest chronione przed tym, co w Polsce żyje na łąkach i w zabudowaniach gospodarczych. Myszy polne (Apodemus agrarius), norniki, szczury - to stali bywalcy stodół, szczególnie jesienią i zimą, gdy szukają schronienia i pożywienia. Z nimi przychodzą ich pasożyty, ich kał, ich mocz. Badania pokazują, że szczur wędrowny może być jednocześnie nosicielem wielu patogenów odzwierzęcych, w tym m.in. bakterii i pasożytów jelitowych, a także czynników odpowiedzialnych za ciężkie zakażenia u ludzi i zwierząt [13]. Szczury zostawiają odchody i mocz w miejscach żerowania i przemieszczania się, a ich mocz może zawierać bakterie z rodzaju Leptospira, które potrafią przeżywać w wilgotnym środowisku przez tygodnie, a nawet miesiące [10].

Nie chodzi przy tym wyłącznie o patogeny, które bezpośrednio infekują nasze zwierzęta. Siano zanieczyszczone odchodami i moczem gryzoni to także ryzyko dla opiekuna - leptospiroza, salmonelloza, hantawirusy - to choroby odzwierzęce, które mogą przenieść się na człowieka przez kontakt z zanieczyszczonym materiałem [10].

Kokcydioza - cichy zabójca królików

Kał dzikich królików może zawierać oocysty kokcydiów z rodzaju Eimeria - pierwotniaków, które u domowych królików wywołują kokcydiozę. To jedna z najgroźniejszych chorób pasożytniczych tego gatunku, o czym piszemy szczegółowo w naszym artykule Kokcydioza u królika.

Oocysty kokcydiów są biologicznym odpowiednikiem kapsułek przetrwalnikowych. Mają wyjątkowo grubą, wielowarstwową ścianę, która zapewnia im odporność na warunki środowiskowe, jakim nie oprze się większość mikroorganizmów. Mogą zachować zdolność do zarażania przez miesiące, a nawet lata, i są niewrażliwe na większość typowych środków dezynfekcyjnych [6]. Sporulacja - proces, po którym oocysty stają się zakaźne - zachodzi w ciągu zaledwie 2-3 dni w temperaturze 24-35°C przy odpowiedniej wilgotności [6]. Suche przechowywanie ogranicza ich przeżywalność, ale jej nie eliminuje.

U królików znanych jest co najmniej 16 gatunków Eimeria, z których większość jest specyficzna dla żywiciela [6]. Praktycznie oznacza to, że oocysty wydalone przez dzikie króliki bytujące w pobliżu stodoły mogą należeć do gatunków patogennych dla Twojego domowego królika. Szczególnie groźna jest Eimeria stiedae, która atakuje wątrobę i drogi żółciowe, prowadząc w ciężkich przypadkach do niewydolności wątroby i śmierci. Kokcydioza jelitowa, wywoływana przez inne gatunki (E. intestinalis, E. flavescens, E. magna), objawia się biegunką, odwodnieniem, utratą masy ciała i - w masywnych inwazjach - może być równie śmiertelna [6].

Co istotne, kokcydioza u królika może przebiegać początkowo bezobjawowo. Zwierzę jest pozornie zdrowe, je normalnie, a w jelitach (lub wątrobie) toczy się proces, którego nie widać gołym okiem. Kiedy objawy kliniczne się ujawnią - biegunka, wzdęcie, apatia - choroba jest już zaawansowana, a rokowanie niepewne. Leczenie kokcydiozy to koszt rzędu kilkuset złotych, stres dla zwierzęcia i tygodnie niepewności, a w przypadku postaci wątrobowej - rokowanie od ostrożnego do niepomyślnego.

Encephalitozoon cuniculi - przenoszone z moczem

Dzikie gryzonie, w tym myszy i szczury bytujące w stodołach, mogą być nosicielami Encephalitozoon cuniculi - wewnątrzkomórkowego pasożyta z grupy mikrosporidiów, który u królików wywołuje encefalitozoonozę [7]. Spory E. cuniculi są wydalane głównie z moczem zakażonych zwierząt, ale mogą być obecne również w kale i wydzielinie dróg oddechowych. Główną drogą zarażenia jest spożycie lub wdychanie spor [7].

Skala problemu jest ogromna - badania serologiczne pokazują, że w niektórych populacjach królików domowych odsetek osobników z przeciwciałami przeciwko E. cuniculi bywa bardzo wysoki (nawet rzędu kilkudziesięciu procent), co oznacza szerokie rozpowszechnienie kontaktu z pasożytem [7]. Większość zakażonych królików nigdy nie rozwinie objawów klinicznych, ale u tych, u których choroba się ujawni, przebieg może być dramatyczny: kręcz szyi, ataksja, oczopląs, porażenie kończyn tylnych, przewlekła niewydolność nerek, zaćma i zapalenie błony naczyniowej oka [7]. Leczenie jest długotrwałe, kosztowne i często daje niepewne rezultaty.

E. cuniculi jest przy tym patogenem zoonotycznym - może zarażać ludzi, szczególnie osoby z osłabionym układem odpornościowym [7]. Siano skażone moczem dzikich gryzoni nosicieli stanowi więc potencjalne ryzyko nie tylko dla Twojego królika, ale i dla Ciebie.

Ptaszyniec kurzy i pchły - ukryci pasażerowie

Osobną kategorią ryzyka są ptaki. Gołębie gniazdujące pod dachem stodoły, jaskółki, wróble - a przede wszystkim drób w sąsiednim kurniku - to potencjalne źródło ptaszyńca kurzego (Dermanyssus gallinae). Ten roztocz żeruje na krwi ptaków, ale potrafi atakować również ssaki, w tym króliki i gryzonie. Co istotne, D. gallinae potrafi przetrwać bez żywiciela bardzo długo - w sprzyjających warunkach (zwłaszcza chłodniejszych) nawet przez wiele miesięcy [8][9]. Ukrywa się w szczelinach, w ściółce, w belach siana - i może czekać na kolejnego żywiciela praktycznie przez cały sezon magazynowania.

Siano przechowywane w pomieszczeniach z ptakami lub w ich bezpośrednim sąsiedztwie może zawierać żywe, gotowe do ataku ptaszyńce nawet po wielu miesiącach składowania. Wyobraź sobie: kupujesz siano na jesień, siano leżało w stodole od lata, a ptaszyńce, które weszły do beli w czerwcu, nadal są żywe i głodne w styczniu. Kiedy otworzysz belę i wsypiesz siano do klatki, ptaszyńce natychmiast wyczuwają ciepło i CO₂ wydzielane przez Twoje zwierzę - i ruszają do ataku.

Podobnym problemem są pchły. Stodoły z dzikimi gryzoniami to idealne siedlisko dla pcheł, których poczwarki w kokonach mogą przeżyć w stanie uśpienia nawet do pięciu miesięcy, czekając na bodźce sygnalizujące obecność żywiciela - wibracje, ciepło, dwutlenek węgla [11]. Kokon pchły jest lepki i łatwo przywiera do materiałów organicznych, w tym do źdźbeł siana. Wystarczy wibracja - na przykład ta, którą powoduje Twój królik poruszający się po klatce - żeby uśpiony dorosły owad wyskoczył z kokonu i zaczął szukać żywiciela. Pchły nie tylko kąsają i powodują silny świąd, ale są także wektorami taenia (Dipylidium caninum - tasiemiec ogórkowy) i riketsji (Rickettsia felis) [12].

Cena pozornej oszczędności

Kilogram siana od sprawdzonego producenta kosztuje więcej niż od przypadkowego sprzedawcy. To fakt. Ale za tę różnicę w cenie dostajesz coś, czego żaden post na grupie hodowlanej nie zastąpi: kontrolę jakości, warunki przechowywania ograniczające rozwój pleśni i pasożytów, zabezpieczenie przed kontaminacją przez dzikie zwierzęta i możliwość reklamacji, gdy coś jest nie tak. Więcej o tym, dlaczego warunki przechowywania mają znaczenie i jak samemu o nie zadbać, piszemy w artykule Jak przechowywać siano.

Policzmy. Kilogram siana „od rolnika” kosztuje powiedzmy 10-15 zł. Kilogram siana od sprawdzonego producenta - powiedzmy 25-40 zł. Różnica to 15-25 zł na kilogramie. Przy zużyciu 2-3 kg miesięcznie dla pary królików to oszczędność rzędu 30-75 zł miesięcznie.

A teraz koszty, gdy coś pójdzie nie tak. Badanie koproskopowe na kokcydiozę: 50-100 zł. Leczenie kokcydiozy (leki + wizyty kontrolne): 200-500 zł. Diagnostyka encefalitozoonozy (serologia + badania dodatkowe): 300-600 zł. Leczenie encefalitozoonozy (fenbendazol + leczenie objawowe przez 28+ dni): 400-800 zł, z rokowaniem od ostrożnego do beznadziejnego. Wizyta u dermatologa weterynaryjnego z powodu masywnej inwazji roztoczy: 200-400 zł, plus testy alergiczne, plus przewlekła terapia. A mykotoksykozy? Te mogą przebiegać subklinicznie miesiącami, stopniowo niszcząc wątrobę i układ odpornościowy, zanim ktokolwiek zorientuje się, że coś jest nie tak [2].

Jedna partia „okazyjnego” siana może kosztować więcej niż rok kupowania siana od renomowanego producenta.

Nie każda partia siana „od rolnika” spowoduje problemy. Wielu opiekunów kupuje je latami i nic złego się nie dzieje. Ale to jest logika hazardzisty - „do tej pory wygrywałem, więc będę wygrywać dalej”. Ryzyko istnieje przy każdej partii, a kiedy się zmaterializuje, rachunek zysków i strat wypada jednoznacznie na niekorzyść „okazji”.

A jeśli mimo wszystko chcesz zaryzykować?

Jeżeli upierasz się przy sianie z nieznanego źródła, zadaj sprzedawcy kilka konkretnych pytań. Nie dlatego, że na pewno powie prawdę - ale dlatego, że odpowiedzi (albo ich brak) wiele mówią o tym, z kim masz do czynienia.

Zapytaj, gdzie siano jest przechowywane po zbiorze - stodoła, magazyn, wiata? Zamknięte pomieszczenie czy otwarte? To fundamentalna różnica. Wiata otwarta z trzech stron nie chroni przed wiatrem niosącym spory grzybów, przed ptakami, przed gryzoniami. Zamknięty magazyn z betonową posadzką i kontrolowaną wentylacją to zupełnie inny świat niż drewniana stodoła z ziemną podłogą, w której od dwudziestu lat gniazdują jaskółki.

Zapytaj, czy magazyn jest zabezpieczony przed gryzoniami i ptakami - i jak konkretnie. „Nie ma myszy” to nie odpowiedź. Myszy polne są nocne, ukrywają się i zostawiają minimalne ślady widoczne dla niespecjalisty. To, że sprzedawca ich nie widzi, nie znaczy, że ich nie ma. Prawdziwe zabezpieczenie to szczelne ściany, uszczelnione otwory wentylacyjne, regularna deratyzacja i monitoring (np. stacje deratyzacyjne z kontrolą).

Zapytaj o posadzkę: beton czy ziemia? Siano na paletach czy bezpośrednio na podłodze? Ziemia plus siano leżące na glebie to gwarancja podciągania wilgoci kapilarnej, co oznacza pleśń i roztocza od spodu beli - tam, gdzie ich nie widać. Palety na betonie to minimum, ale samo to nie rozwiązuje problemu, jeśli w pomieszczeniu jest kondensacja wilgoci na ścianach czy suficie.

Zapytaj o wentylację i kondensację wilgoci. Czy ktoś w ogóle mierzy wilgotność - higrometr kosztuje grosze, a jeśli sprzedawca nigdy o tym nie myślał, to przechowywanie jest „jak wyjdzie”. W rzetelnym magazynowaniu siana wilgotność jest monitorowana, a celem jest utrzymywanie warunków, które ograniczają rozwój pleśni i roztoczy (niska wilgotność powietrza oraz odpowiednio suche bele). Bez monitoringu nie ma mowy o kontroli jakości - jest tylko nadzieja.

I koniecznie zapytaj o drób i ptaki w sąsiedztwie. Kurnik w odległości 20 metrów od stodoły to potencjalne źródło Dermanyssus gallinae, który może rozprzestrzeniać się w obrębie zabudowań i trafiać do sąsiednich pomieszczeń wraz z materiałem, sprzętem, ptakami lub przez szczeliny i ciągi komunikacyjne.

Jeśli sprzedawca odpowiada ogólnikami, nie odpowiada albo się irytuje pytaniami - to też jest odpowiedź. I zwykle nie taka, jakiej szukasz.

Siano to nie „siano”

Różnica między sianem od sprawdzonego producenta a sianem z przypadkowej stodoły nie polega na gatunkach traw. Polega na tym, czy ktoś kontrolował warunki na każdym etapie - od łąki do Twojej klatki. Smakowitość, kolor, zapach, „naturalne”, „ekologiczne”, rekomendacja z grupy na Facebooku - to nie są parametry bezpieczeństwa. Są nimi: wilgotność przy belowaniu, warunki suszenia, izolacja od szkodników, czas i sposób przechowywania. Więcej o tym, czym różni się siano łąkowe od suszarniowego, piszemy w artykule Siano łąkowe a sianko z suszarni.

Następnym razem, kiedy zobaczysz na grupie entuzjastyczny post „siano od mojego rolnika, polecam, zwierzaki szaleją!”, zastanów się, czego ten post nie mówi. Nie mówi o wilgotności. Nie mówi o warunkach przechowywania. Nie mówi o gryzoniach w stodole. Nie mówi o mykotoksynach ani o oocystach kokcydiów. Mówi tylko, że zwierzęta jedzą chętnie. A to, niestety, nie wystarczy.

Kilka złotych oszczędności na kilogramie siana nie jest warte ryzyka, które bierzesz na siebie - a przede wszystkim na swoje zwierzę.

Bibliografia

  1. Ceniti C., Costanzo N., Spina A.A., Rodolfi M., Tilocca B., Piras C., Britti D., Morittu V.M. (2021). Fungal contamination and Aflatoxin B1 detected in hay for dairy cows in South Italy. Frontiers in Nutrition, 8, 704976. doi: 10.3389/fnut.2021.704976
  2. Tsouloufi T.K. (2024). An overview of mycotoxicoses in rabbits. Journal of Veterinary Diagnostic Investigation, 36(5). doi: 10.1177/10406387241255945
  3. Alassane-Kpembi I., Schatzmayr G., Taranu I., Marin D., Puel O., Oswald I.P. (2017). Mycotoxins co-contamination: Methodological aspects and biological relevance of combined toxicity studies. Critical Reviews in Food Science and Nutrition, 57(16), 3489-3507. doi: 10.1080/10408398.2016.1140632
  4. Hubert J., Stejskal V., Athanassiou C.G., Throne J.E. (2018). Health hazards associated with arthropod infestation of stored products. Annual Review of Entomology, 63, 553-573. doi: 10.1146/annurev-ento-020117-043218
  5. Suojalehto H., Jeebhay M., Sander I., Quirce S., et al. (2025). Occupational Mite Allergy and Asthma: An EAACI Task Force Report. Allergy, 80(9), 2484-2500. doi:10.1111/all.16666
  6. Pakandl M. (2009). Coccidia of rabbit: a review. Folia Parasitologica, 56(3), 153-166. doi: 10.14411/fp.2009.019
  7. Magalhães T.R., Pinto F.F., Queiroga F.L. (2022). A multidisciplinary review about Encephalitozoon cuniculi in a One Health perspective. Parasitology Research, 121(9), 2463-2479. doi: 10.1007/s00436-022-07562-z
  8. Sparagano O.A.E., George D.R., Harrington D.W.J., Giangaspero A. (2014). Significance and control of the poultry red mite, Dermanyssus gallinae. Annual Review of Entomology, 59, 447-466. doi: 10.1146/annurev-ento-011613-162101
  9. Chauve C. (1998). The poultry red mite Dermanyssus gallinae (De Geer, 1778): current situation and future prospects for control. Veterinary Parasitology, 79(3), 239-245. doi: 10.1016/S0304-4017(98)00167-8
  10. Costa F., Hagan J.E., Calcagno J., Kane M., Torgerson P., Martinez-Silveira M.S., Stein C., Abela-Ridder B., Ko A.I. (2015). Global morbidity and mortality of leptospirosis: a systematic review. PLOS Neglected Tropical Diseases, 9(9), e0003898. doi: 10.1371/journal.pntd.0003898
  11. Silverman J., Rust M.K. (1985). Extended longevity of the pre-emerged adult cat flea (Siphonaptera: Pulicidae) and factors stimulating emergence from the pupal cocoon. Annals of the Entomological Society of America, 78(6), 763-768. doi: 10.1093/aesa/78.6.763
  12. Rust M.K., Dryden M.W. (1997). The biology, ecology, and management of the cat flea. Annual Review of Entomology, 42, 451-473. doi: 10.1146/annurev.ento.42.1.451
  13. Himsworth C.G., Parsons K.L., Jardine C., Patrick D.M. (2013). Rats, Cities, People, and Pathogens: A Systematic Review and Narrative Synthesis of Literature Regarding the Ecology of Rat-Associated Zoonoses in Urban Centers. Vector-Borne and Zoonotic Diseases. doi: 10.1089/vbz.2012.1195