Ktoś kupił chomika, świnkę, szczura. Chce dobrze - szuka informacji. Wpisuje w Google, trafia na grupę na Facebooku. Tysiące członków, aktywne dyskusje, ludzie dzielą się zdjęciami swoich zwierzaków. Jest post przypięty na górze - „KOMPLETNY PORADNIK ŻYWIENIA” albo „RANKING KARM - PRZECZYTAJ ZANIM KUPISZ”.

Ktoś napisał elaborat na trzy ekrany. Są kategorie, są nazwy produktów, jest pewność siebie. „Te karmy są najlepsze. Te są średnie. Te wyrzuć do śmieci.” No to wiadomo co kupić, prawda?

No właśnie niekoniecznie.

Nie chodzi o to, żeby kogokolwiek atakować albo udowadniać, że ktoś jest głupi. Grupy facebookowe mają wartość, ludzie się z nich uczą, wymieniają doświadczeniami. Ale po latach funkcjonowania w społecznościach gryzoniowych widać pewien wzorzec, który niepokoi - i warto się nim podzielić, bo może komuś oszczędzi błędów.

Pewność bez konkretów

Wzorzec jest taki: ktoś pisze post z pozycji eksperta, używa fachowego języka, robi rankingi i kategoryzacje, brzmi bardzo pewnie - ale jak się przyjrzeć bliżej, to tam nie ma konkretów. Są opinie ubrane w szaty faktów.

I nie znaczy to, że te opinie są złe. Często są nawet trafne. Problem w tym, że nie da się ich zweryfikować, bo autor nie daje narzędzi do weryfikacji.

Weźmy taki typowy post o karmach. Autor pisze, że dobra karma powinna mieć „odpowiedni procent białka, tłuszczu i włókna surowego”. Świetnie, trudno się nie zgodzić. Ale jaki procent? Tego już nie ma. „Odpowiedni” nie jest liczbą. Jak ktoś ma ocenić karmę, którą widzi w sklepie, skoro nie wie, czego szukać na etykiecie?

Albo ranking. „Najlepsze karmy: X, Y, Z. Średnie: A, B, C.” Okej, ale na jakiej podstawie? Czy autor porównał składy? Czy policzył proporcje? Czy sprawdził, co mówi literatura? Czy może po prostu te marki są popularne w jego kręgu znajomych i jemu dobrze się sprawdziły?

Nie wiadomo. I to jest problem. Bo jak nie wiadomo, na jakiej podstawie coś jest „najlepsze”, to nie da się ocenić, czy ta ocena ma sens dla konkretnego zwierzaka, w konkretnej sytuacji.

U mnie działa

Jest takie powiedzenie, które słychać ciągle: „u mnie działa”. „Moje chomiki od pięciu lat jedzą tę karmę i są zdrowe.” Albo: „Karmię tak od lat i nigdy nie było problemów.”

Nikt tego nie kwestionuje. Fajnie, że zwierzaki są zdrowe. Ale to nie jest dowód na jakość karmy. To jest anegdota. Jeden przypadek. Albo pięć przypadków. To wciąż za mało, żeby wyciągać wnioski.

Bo nie wiadomo, ile te chomiki by żyły na innej diecie. Nie wiadomo, czy nie mają problemów, których jeszcze nie widać. Nie da się kontrolować dziesiątek innych zmiennych - genetyki, ruchu, stresu, temperatury, wielkości klatki. „U mnie działa” jest cenne jako obserwacja, ale nie jako argument.

Pętla autorytetu

To jest właśnie ta pętla, która w grupach hobbystycznych powtarza się bez końca. Autorytet bierze się z doświadczenia, doświadczenie mierzy się latami, a lata niekoniecznie oznaczają kontakt z aktualną wiedzą naukową.

„Najlepiej pytać doświadczonych hodowców, którzy wiedzą więcej od nas.” A skąd oni wiedzą więcej? Bo hodują dłużej. A skąd wiadomo, że hodowanie dłużej oznacza wiedzę, a nie powielanie tych samych błędów przez lata?

Zaufane w społeczności

Kolejna rzecz, która daje do myślenia - rankingi i porady często opierają się na tym, co jest „zaufane w społeczności” albo „polecane przez doświadczonych hodowców”. I znowu - to nie jest bez wartości. Doświadczenie praktyków jest ważne. Ale popularność to nie to samo co jakość, a doświadczenie to nie to samo co wiedza.

Przez lata „najbardziej zaufane” były karmy, które dziś wiadomo, że są słabe. Kolorowe chrupki, mnóstwo pszenicy i kukurydzy, sztuczne witaminy. Wszyscy tak karmili, więc to musiało być dobre, prawda? No nie do końca.

Przez lata „doświadczeni hodowcy” karmili tym, co było w sklepie, bo skoro sprzedają to dla chomików, to musi być dobre. Zalecali produkty, które dziś uznajemy za nieodpowiednie.

To, że coś jest powszechnie akceptowane, nie znaczy, że jest słuszne. To, że ktoś robi coś od dziesięciu lat, nie znaczy, że robi to dobrze. Historia żywienia małych zwierząt jest pełna takich przykładów.

Jak rozpoznać rzetelną informację?

Kluczowe jest kilka rzeczy.

Konkretne liczby. Jeśli ktoś pisze o żywieniu, powinien podać procenty, gramy, zakresy. „Białko powinno stanowić 14-17% suchej masy dla dorosłego chomika syryjskiego” - to jest informacja. „Białko powinno być na odpowiednim poziomie” - to jest nic.

Źródła albo chociaż ślad rozumowania. Nie każdy post musi wyglądać jak praca naukowa, ale jeśli ktoś twierdzi coś kontrowersyjnego, warto wiedzieć skąd to wie. „Przeczytałem w publikacji X”, „weterynarz Y mi powiedział”, „na podstawie analizy składów 15 karm wychodzi mi, że...” - cokolwiek, co można potem samemu sprawdzić.

Przyznawanie się do niepewności. To jest chyba największy sygnał ostrzegawczy: ktoś, kto ma odpowiedź na wszystko i nigdy nie mówi „nie wiem” albo „to zależy”. Prawdziwy ekspert wie, czego nie wie. Im więcej ktoś siedzi w temacie, tym bardziej rozumie, jak wiele jest niuansów i wyjątków.

Rozróżnienie między faktem a opinią. „Chomiki są ziarnojadami” - to fakt, można go zweryfikować. „Karma X jest lepsza od karmy Y” - to opinia, bo zależy od kryteriów, które się przyjmie. Dobry autor jasno zaznacza, gdzie kończy się nauka, a zaczyna jego interpretacja.

Co możesz zrobić?

Nikt nie namawia do tego, żeby w nic nie wierzyć i wszystko kwestionować. To by było męczące i niepraktyczne. Chodzi o zdrowy sceptycyzm - szczególnie wobec tekstów, które brzmią bardzo pewnie, mają dużo kategorycznych stwierdzeń i zero źródeł.

Kilka praktycznych rzeczy:
  • Jak widzisz ranking - sprawdź, czy są kryteria. Jeśli nie ma - traktuj to jako listę osobistych preferencji autora, nie jako obiektywną ocenę.
  • Jak widzisz stwierdzenie typu „ustalono, że...” - zapytaj kto ustalił i gdzie. Jeśli autor nie potrafi odpowiedzieć, to znaczy, że powtarza coś z drugiej ręki.
  • Jak widzisz pewność siebie - zastanów się, czy jest proporcjonalna do dowodów. Im mocniejsze twierdzenie, tym mocniejsze powinno być uzasadnienie.
  • Jak ktoś radzi, żeby „pytać hodowcę, bo on wie więcej” - zastanów się, skąd hodowca wie i czy jego wiedza pochodzi z nauki czy z tradycji hodowlanej.
  • Jak masz wątpliwości - skonsultuj z weterynarzem specjalizującym się w egzotyce. Wiadomo, że to kosztuje i że nie wszędzie jest dostęp. Ale żaden admin grupy na Facebooku nie zastąpi specjalisty, który widział setki przypadków i zna literaturę.

Dlaczego to ma znaczenie?

Może ktoś pomyśli, że to przesada. Że to tylko karma dla chomika, że nie ma co robić z tego filozofii.

Ale właśnie w takich codziennych decyzjach tkwi różnica. Między zwierzęciem, które żyje dwa lata z problemami, a zwierzęciem, które żyje trzy lata w zdrowiu.

Małe zwierzęta są wrażliwe na błędy żywieniowe. Ich metabolizm działa szybko, objawy chorób często widać późno. Złe nawyki mszczą się - tylko że rachunek przychodzi za rok czy dwa, więc trudno go skojarzyć z decyzją sprzed miesięcy.

Grupy są super, ale...

Grupy na Facebooku są super. Serio. Można tam znaleźć wsparcie, praktyczne porady, odpowiedzi na konkretne pytania. Można zobaczyć, jak inni rozwiązują problemy, których sami nie przewidzieli.

Ale nie są źródłem wiedzy naukowej. Są źródłem wiedzy społecznościowej - a to nie to samo. Wiedza społecznościowa jest cenna, ale wymaga filtrowania. I wymaga zadawania pytań, na które „eksperci” z grup często nie potrafią odpowiedzieć: skąd wiesz? Jakie są źródła? Kto to ustalił?

Następnym razem, jak trafisz na post zatytułowany „KOMPLETNY PORADNIK” albo „DEFINITYWNY RANKING” - przeczytaj, weź co pożyteczne, ale nie wyłączaj myślenia. Sprawdź, czy autor daje narzędzia do weryfikacji. Jeśli nie - potraktuj to jako jedną opinię wśród wielu, nie jako ostateczną prawdę.

Gryzoń na tym skorzysta.